Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Patty:
- Brzmi jak plan - odpowiedziałam Funerisowi i wstałam, dociągając poluzowane uprzednio paski zbroi. Poprawiłam cały sprzęt, jaki zwykłam ze sobą nosić i ruszyłam na dół, z uniesioną ręką i dłonią na rękojeści miecza, którego zwykłam używać na ludzi. Na potwory miałam inną broń.
Lucas Paladin:
Lucas podbiegł szybko, do objuczonego konia, zabrał stamtąd miecz i pawęż, po czym ruszył za Patty.
- Czekaj kobieto, na Zartata! Pędzisz jak szalona! - rycerz się uśmiechnął próbując dogonić dziewczynę, wspólna walka to też kolejny sposób na bliższe poznanie się. Na razie rozejrzał się po okolicy, szukając miejsca, które mógłby obstawić. Mieli w zanadrzu Kinrayę, więc mogli się bronić.
Isentor:
Warownia jak widać zbudowana jest z kamienia, są to dwie wysokie wieże na ponad 100 metrów. Już na parterze znajduje się kilka sal, są puste i pozbawione drzwi, poza główną bramą. Dopiero piętro wyżej pomieszczenia są nieco bardziej zadbane, posiadają drzwi, stare meble i kominek. Wąskie okna idealnie sprawdzają się do ostrzału wrogich jednostek.
Gorn postanowił udać się na najwyższy punkt w warowni, czyli szczyt jednej z wież. W przypadku chęci powrotu na parter będzie zmuszony pokonać 30 pięter, po kamiennych, wąskich schodkach.
Trzy postacie zbliżyły się na odległość 50 metrów od warowni.
Funeris Venatio:
Gdy schodzili, postacie były jeszcze całkiem daleko. 3 kilometry człowiek w normalnym tempie pokonuje w jakieś pół godziny, a Ci trzej musieli przecież iść w nie najlepszych warunkach, po trudnym terenie i w dodatku pod górę. Mieli więc przynajmniej trzydzieści minut na to, by przygotować się na przybycie nieznanych postaci. Na parterze znajdowało się kilka sal, które nie posiadały żadnych drzwi. Do jednej z nich, tej najdalej głównego wejścia, Funeris zaprowadził dwa konie. Do worków nasypał nieco obroku, który przecież jest na standardowym wyposażeniu każdego wierzchowca wypożyczanego ze stajni. Niech się czymś zajmą, żeby tylko nie rżały. Pogłaskał je po mocnych szyjach, by się nieco uspokoiły. Wyszedł i rozejrzał się. Jakieś pięć sal. W tej najbliżej wejścia, zaraz po prawej, miał zamiar ukryć się sam. Wcześniej jednak wraz z towarzyszami starali się ukryć ślady swojego przybycia, jak kupkę końskiego łajna, czy ślady podkutych kopyt. Jakąś witką zamietli dziedziniec i każdy zajął swoje miejsce. Funeris dobył miecza, nałożył na lewe ramię tarczę i czekał. Wyglądał kątem oka zza załomu ściany, kto jest przybyszem. Zbliżali się, byli już niespełna połowę setki metrów stąd.
Gorn Valfranden:
Gorn klęknął na kolano, wyciągnął swoją dwuręczną kuszę. Wyjął do niej bełt i zaczął ją ładować. Z tego miejsca miał wyśmienite miejsce do prowadzenia ostrzału. Tylko zejście na dół będzie dla niego małym kłopotem, ponieważ 30 pięter to nie tak mało. Kiedy Gorn naładował kuszę czekał w skupieniu na nadejście tych trzech postaci.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej