Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Gorn Valfranden:
- Nie przepraszaj. Jakie mam zdanie?: To profesjonaliści w właściwym tego słowa znaczeniu. Potrafią zaawansowanie walczyć. Miecz zwyczajnego kultysty automatycznie rozpada się w pył od razu po śmierci właściciela. Ich przywódcami są zazwyczaj kapłani, chociaż tak naprawdę to demony wyższego rzędu. Ich armią z którą miałem okazji walczyć jest złożona z 45 kultystów i jednego kapłana. Chociaż na pewno wiedzą o zniszczeniu tamtego obozu i teraz znacznie bardziej są przygotowani.
Funeris Venatio:
Funeris chciał zrobić tak: <facepalm> . Ale nie zrobił, bo był taktowny. Słuchał w milczeniu, kiwając porozumiewawczo głową na znak, że świetnie rozumie Gorna. Na koniec przepięknej tyrady odwrócił się do Kinrayi i czekał na to, czy anielica coś zadecyduje.
- Ruszamy więc?
Kinraya:
- Ruszajmy, za mną.
Funeris Venatio:
Ruszajmy. Jak zawsze lakonicznie, bez większych emocji i rozbijania sytuacji na pojedyncze elementy. Rzeczowo i na temat. Funeris Venatio poprawił popręg konia, sprawdził stan swojego uzbrojenia i przeciągnął się. Walka z demonami mogła nie wydawać się zbyt męcząca, bo i nie trwała długo, ale każde starcie, zwłaszcza z nowym i nieznanym przeciwnikiem, pozostawia po sobie ślad. Poeta oczyścił miecz z pozostałości krwi, by ostrze nie rdzewiało w pochwie. Wspiął się na konia i pomógł Lucasowi, by ten usadowił się tuż za nim. Gdy byli już na grzbiecie wierzchowca, paladyn trącił piętami boki ogiera i dał znak, by ten ruszył za białym rumakiem anielicy.
//Isu, jakie są te staty włóczni, którą były przebite ciała na stosie? Lucas chciał ją wziąć.
Gorn Valfranden:
Gorn wsiadł z tyłu na konia Patty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej