Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konkordat puszczy i kniei

<< < (5/12) > >>

Progan:
Poselstwo składające się z trzech osób ruszyło zbliżając się do tronu. Trzy osoby. Trzy wyrazy twarzy.
Drasul, Pan puszczy i kniei był jakoby nieobecny, wręcz nic nie robił sobie z tego miejsca. Był Panem puszczy i kniei, uznawał władzę bogów nad światami, wierzył w nich i wysławiał patronkę ludu lasu - Ventepi. Znał i szanował obyczaje ludzi, szanował urząd króla, jednakże przychodził do niego jako do człowieka sprawiedliwego i mądrego, nie zaś tytułowanego. Swe życie powierzył służbie dziełu stworzenia, nie zaś służbie jednemu człowiekowi. Kroczył wolno, bez tremy i strachu, nie bacząc na pozostałych.
Lithan le Ellander był obecny i eksponował to. Kiedy zawiązano konkordat puszczy i kniei znalazł w nim ukojenie i poczuł misję. Zadanie, któremu nie mógł się oprzeć. Chciał naprawić trzydzieści tysięcy lat nienawiści i zła ucząc swej mocy światłych druidów. Na wyspie był uznawany za terrorystę. Nie było to na rękę nikomu, jednakże Drasul swym słowem zaręczył za niego. Lithan uśmiechał się lekko do zebranych i postukiwał swoim kosturem krocząc za Drasulem po jego lewej stronie.
Progan był osobą która ani nie była nieobecna, a nie chełpiła się z tej wizyty. Lekko przygarbiony, z opuszczoną głową, szedł niepewnie. Nie zdobył się na żaden uśmiech. Wiedział, że w tym gronie jest nikim, jednakże został wytypowany do delegacji razem z Lithanem, tym, który uważany był za Złego. Kroczył po prawej stronie Pana puszczy i kniei będąc w dość bliskiej odległości.
Kiedy trójka zbliżała się Drasul wyszedł ponownie kilka kroków do przodu. Spojrzał zatroskanymi i lekko zagniewanymi oczyma na króla...

Isentor:
- Zaprawdę postawiliście mnie przed lada dylematem, nie jestem pewny jak mam was powitać w progach mego pałacu. Jako wrogów, czy może jako przyjaciół?

Lithan le Ellander:
Drasul spojrzał przez lewe ramię, dając znać, że chce aby głos zabrał Lithan le Ellander. Elfi czarodziej, który teraz zwykł zwać się druidem postąpił kilka kroków i zrównał się z Drasulem.
- Wasza Wysokość raczy wybaczyć to całe zamieszanie - powiedział elf - Przychodzimy do waszej wysokości jako przyjaciela, zasmuceni i zgorzknieli ale jako przyjaciele. Te całe zaś plagi valfdeńskie... - zamilkł widząc ruch dłoni Drasula. Pan puszczy i kniei spojrzał wtedy przez prawe ramię, dając znać, ze chce aby głos zabrał Progan. Progan zaś zbladł, jednakże nie ugiął się, nie zachwiał się, bo wiara w nim była. Wiara i nadzieja. Progan, którego zwykli zwać Hierofantem Ventepi postąpił kilka kroków i zrównał się z Drasulem i Lithanem. I rzekł....

Progan:
Pan puszczy i kniei spojrzał wtedy przez prawe ramię, dając znać, ze chce aby głos zabrał Progan. Progan zaś zbladł, jednakże nie ugiął się, nie zachwiał się, bo wiara w nim była. Wiara i nadzieja. Progan, którego zwykli zwać Hierofantem Ventepi postąpił kilka kroków i zrównał się z Drasulem i Lithanem. Stanął przed królem napełniony duchem prawdy i błogosławieństwem Ventepi. Być jak sól dla świata. Być jak sól, która utrzymuje w świeżości to co toczyć miała zgnilizna. Być jak sól.
- Te zaś plagi valfdeńskie miały być znakiem. Znakiem mocy konkordatu, znakiem naszej siły, bośmy silni naszymi braćmi lasu. Jednakże cóż za nieszczęście czeka nas i całe dzieło stworzenia, kiedy dzieje się źle. Wieczną puszczę toczy choroba... - zamilkł widząc ruch dłoni Drasula.

Isentor:
- Choroba?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej