Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niebezpieczne góry

<< < (7/43) > >>

Elrond Ñoldor:
- Meteoryty... Szkielety... To jest prawdziwa potęga, a nie jakieś duperele - mruczał sam do siebie starając się przedostać po konarach drzewca do Rakbara. Gdy w końcu mu się to udało przyłożył dłonie do jego twarzy i skoncentrował się. Magia połączyła oba ciała, czego widocznym efektem były świetliste promyki, które łączyły dłonie maga ziemi i twarz maga ognia. Elrond skoncentrował się i przelał do niego swoją moc, która wlała się do organizmu w poszukiwaniu toksyn. Każdą z jej cząstek magiczna więź przesłała do ciała byłego elfa. Zerwał połączenie i pozwolił magii działać w jego własnym organizmie, usuwając wszystkie toksyny z organizmu.
Identyczną czynność powtórzył z Salazarem. Najpierw stworzył magiczne połączenie, następnie dzięki magii przetransportował wszystkie toksyny do swojego organizmu. Na koniec usunął je ze swojego ciała.
- Wstawać śpiochy.

Canis:
Gdy Rakbar utracił pełnię świadomości, zemdlał, jego wizja delikatnie zaczęła żyć. Drzewa rozstapiły się, a za nimi ukazał się gigantyczny smok.



- Chodź ze mną. - Powiedział smok wskazując swoją łapą góry unoszące się w oddali nad lasem.

W tym momencie Elrond wybudził Rakbara, a ten obraz został zerwany, przywracając Rakbara do pełni świadomości.


Salazar spał w najlepsze kąpiąc się w jeziorze ciepłej, wampirzej krwi, gdzie kolejno jaszcuroludzie donosili zwłoki wampirów i dolewali krwi do basenu. Edziu wybudził Jaszczura odtruwając organizm.
- Ejj... dobrze mi było... - Powiedział lekko zasmucony pamiętając ostatnie obrazy....

Elrond Ñoldor:
- Nie wiem czy drzemka o północy w środku niebezpiecznej dżungli, gdzie w promieniu kilkudziesięciu metrów jest pełno  zwierząt i roślin, które chciały by Cię zjeść, jest dobrym pomysłem. Lepiej nie ryzykować - odparł Elrond. Aktualnie stał wyprostowany z kosturem w dłoni i lustrował okolicę.

Rakbar Nasard:
- Moje sny zazwyczaj są owocne i pełne wypaczeń, ale to... Zdajecie sobie co zobaczyłem? Najpierw byłem w otoczeniu swojej domeny, żywiołu ognia, a żywe drzewa mnie otaczały. Chwilę potem ukazał mi się przed oczyma czerwony smok. Był nieco inny od Ervatela. Czyżby to był cel naszej podróży? A może to cel mojego życia? - musiało chwile czasu upłynąć, kiedy Rakbar zebrał myśli. - Dziękuje, Elrondzie. Co to było? - zapytał kompanów, ale nie wiadomo o co, interesowała go wiem ta wizja jak i powód jej pojawienia się.
Mag ożywił Drzewca, na którym siedziało 3 towarzyszy. Wyczuł drzemiącą energię w drzewie. Zawsze tam jest. I obudził istotę przesyłając jej własną energię. Drzewiec wkrótce rozpoczął marsz w stronę gór, w stronę kopalni srebra, gdzie był ich cel, który ciągle był zagadką.

Elrond Ñoldor:
- Cholera wie. Dobrze że żyjemy. Nigdy nic nie wiadomo, wolałem nie ryzykować i was rozbudzić. A ty Salazarze co widziałeś? - zapytał milczącego jaszczura.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej