Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niebezpieczne góry
Canis:
Kopalnia srebra
Przeczytajcie wpis proszę, jako taki opis miejsca...
- Porozmawiamy w biurze.
Powiedział i zaprosił gestem dłoni do środka. zbliżając się i wchodząc widzieliście dziesiątki strażników odzianych w płytowe i niepłytowe zbroje. patrzyli na was, a w ich sercach gościł niepokój. Gdy weszliście, dojrzeliście wejście do kopalni, była tam zniszczona rampa załadunkowa splamiona krwią. okół leżało kilka świeżych ciał i plam krwi.
- Straże! Pozbierać zwłoki i na stos przed fort. Spalić je! - Powiedział elf wydając rozkaz. 10 strażników ruszył wykonać polecenia. Widzieliście głębokie otwarte rany, wyszarpnięte kawały mięsa z ciał. Wyglądało to niezwykle okrutne, na działalność potężnych stworzeń.
Mikołaj zaprosił was do długiego baraku, gdzie pierwszą scenerią były dziesiątki łóżek ustawionych po całym obiekcie gęsto blisko siebie. na końcu była ściana z drzwiami a tam wyryty napis: Biuro. Drzwi były otwarte, stało tam 5 krzeseł na przeciwko biurka. Sazarow usiadł za biurkiem i zaprosił do siebie, do swojej kanciapy.
Rakbar Nasard:
Rakbar podążał bez słowa za Sazarowem aż do jego biura.
- Nie wygląda to najlepiej... Cokolwiek teraz powiesz, zrób to szczegółowo. Kto, co i dlaczego. Chcę wiedzieć wszystko.
Canis:
- Za kogo ty się uważasz szlachcicu, stopniem arystokratycznym jesteś mi równy, przypełzłeś tu, do mojego domu i żądania masz?! Jeszcze mi grozisz?!
- Uspokójcie się. Jak wiesz, nie przybywamy tu ze stolicy w celach, które powinieneś był opisać w raportach i donosach dla Georga Hertlinga. Jak zwykle i nie po raz pierwszy pomijasz łańcuch dowodzenia. Na twoje nieszczęście trafiają ci się dwaj funkcjonariusze, którzy między innymi sprawują pieczę nad wami. Kanclerz i ja. Brakuje jeszcze, żeby Marszałek tu był który jest na szczycie dowodzenia twoją służbą. Dla zdrowia i braku kłopotów pomińmy wiec rzeczy związane z pochodzeniem, funkcją itd. Poprosiłeś wampira o pomoc...
- Był tutaj przypadkiem i wtedy doszło do zawalenia się tunelu. wyleciały potwory okrutne, lecz wróciły do swojego leża wewnątrz kopalni. nie wiemy jakie są straty w ludziach. Każdy strażnik co tam wszedł nie wyszedł. Viperion zaproponował, że przyśle tutaj odpowiednie osoby, drugi dzień nie mamy dostępu do górników.
Rakbar Nasard:
- Mam się za tego, kto zrobi tu porządek. I wcale nie powołuje się na mój tytuł, bo on wiele wart nie jest. - machnął ostentacyjnie ręką. - Liczą się czyny. A te zobaczysz niebawem. Jak wyglądały te bestie?
Canis:
- Miały skrzydła, wyglądały trochę jak takie lwy ze skrzydłami. Więcej nie widziałem, wiem, ze musi być tam cała kolonia, bo wyleciały 4 na nas bezpośrednio po zawale, a roznosi się mnóstwo głosów i ryczeń. Są strasznie agresywne, jak wilki w okresie godowym. Pomożecie jakoś? Zapłacę za pomoc... - Mówil przygnębiony i lekko zrozpaczony Sazarow.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej