Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
Gordian Morii:
Minął południowe rubieże wyspy i znów skręcił tym razem na północ. Było już grubo po południu gdy wydano rozkaz częściowego zwinięcia żagli i zbliżenia się do brzegu. Na piaszczystej plaży zauważyliście śniadego człowieka. Nie był to mauren, a zwykły biały mężczyzna, który dzięki słońcu i ciepłemu wiatrowi osiągnął brązowozłoty odcień skóry.
- Rzucać kotwice i spuszczać szalupy. Lilith, Drago, Dreg, Balther, John i Nadir zostaną na okręcie, reszta na ląd. - rzucił kapitan gdy pierwsze skały niepokojąco zaczęły wystawać ponad taflę wody.
Dwie kotwice z chlupotem wpadły do wody a zaraz za nimi na falach spoczęły szalupy. Jedna z nich wyładowana była sprzętem myśliwskim. Linami, sieciami i dziwnymi klatkami.
TheMo:
Ze względu na sprzyjające warunki Themo nie przemęczał się zbytnio na statku. Zgodnie z rozkazem pomógł w zrzucaniu kotwicy i załadował się na szalupę ze sprzętem myśliwskim. Chwycił za wiosła i zaczął nimi machać, przecinając taflę wody i nadając prędkości łódce.
Progan:
Progan podbiegł do Gordiana, patrząc to na niego to na dziewiczą plażę, która urzekała go swoim nieskażonym działaniem ludzi pięknem.
- Kapitanie, nim zejdę na ląd mam udać się na najniższy pokład sprawdzić czy uderzenie w rafę nie spowodowało jakiś pęknięć?
Gordian Morii:
- Nie ma takiej potrzeby. Uwierz mi, jakbyśmy wybili dziurę w dnie to poczulibyśmy to wszyscy. Połamaliśmy tylko kilka koralowców i tyle, nie ma się czym przejmować. - odpowiedział Proganowi przeskakując przez burtę na sznurową drabinkę, którą zszedł do szalupy.
Stojący na brzegu mężczyzna wpatrywał się w okręt i wysiadających z niego ludzi. Gdy Themo dobił do brzegu, wszak wypłynął jako pierwszy mężczyzna zagwizdał przeciągle, a z zza drzew wyłoniło się dwanaście postaci, umazanych farbami i odzianych w skąpie stroje z akcentami z kolorowych piór ptaków. Na plecach przewiesili łuki, zaś w dłoniach trzymali długie drewniane włócznie. Podeszli do łodzi i bez słowa rozładowali ją ze wszystkich przewożonych rzeczy.
- Spójrzcie. - wskazał kapitan. - Z nimi dżungla jest dla nas przyjazna. Nie zaskoczą nas rotishe, spijacze ani nawet wampiry.
Progan:
Progan płynął w szalupie z Gordianem. Kiedy byli już na plaży wyszedł na nią, przeskakując na mokry i twardy piach. Obserwował uważnie postacie. Skinął im nisko głową. Wolał aby uważali go za swojego.
- Co to za plemię? - spytał Progan
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej