Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konkwistadorzy...
Gordian Morii:
//: Tak zjebać epicką walkę z bossem ;[
Mimo starań mistrza gry, który od samego początku prowadził wyprawę według napisanego wcześniej scenariusza, który miał stać się tym "jednym z najlepszych scenariuszów w chuj" wszystko zjebało się w czasie ostatniej walki z bossem, którym to okazał się przepotężny demon wprost z samych czeluści otchłani jaką mogła symbolizować również ta swoista studnia na środku pomieszczenia. Był to bowiem rytualny korytarz łączący świat duchów ze światem żywych, miejsce, które przez ostatnie kilka lat męczone było przez obecność demonicznego pomiotu, sługi Złego Mzimu.
Ognisty podmuch Rakbara podpalił demona, który po nieudanej szarży na Gordiana próbował zaatakować ponownie. 'Miota nim jak szatan' - chciałoby się powiedzieć widząc ruchy potwora zawładniętego przez płomienną falę maga, lecz dopiero pełne zawirowań akcji, wybuchów i pościgów pojawienie się jedynego z przedstawicieli czarnych draconów na wyspie przypieczętował jego los. Krzyk umarłych którym posłużył się mag dosłownie zdezintegrowała ciało demona, który niejako pochwycony przez zgromadzone w komnacie dusze wojowników uciekł z powrotem do otchłani nie decydując się na opętanie żadnego z ludzi.
ÂŚciany grobowca zadrżały, a z sufitu zaczął sypać się kurz. Na przeciwległej wejściu ścianie rozjarzyła się dziwna płyta z wykrzywionym grymasem twarzy, a Gordian nie zamierzając dalej ryzykować krzyknął
- Wiać! Nie oglądać się na siebie, to zaraz spadnie nam na łby!
Hagmar:
- Aha.. Dracon teleportował się na zewnątrz.
Progan:
Progan widząc bohaterskie zwycięstwo nad pomiotem ciemności szybko ruszył na zewnątrz, tak jak to uczynili inni.
Rakbar Nasard:
Spowodowane zamieszanie nie spodobało się Rakbarowi, dlatego on również postanowił się teleportować z tego przeklętego pomieszczenia. Wydostawszy się na zewnątrz dostrzegł swojego Drzewca, który stał tak jak stał, ze względu na brak rozkazów. Było miło odetchnąć świeżym, choć dusznym i wilgotnym powietrzem.
TheMo:
Themo nawet nie musiał używać kuszy. Magowie wypuścili kilka światełek z dupy rozwalając demona w mgnieniu oka. Ale oczywiście coś poszło nie tak i sufit leciał im na łeb. Schował broń, której nawet nie użył, ba nawet nie odbezpieczył. Teraz zapierdalał ile sił w nogach. Dobrze, że pakunek zostawił przed świątynią, inaczej miałby ciężko. Chociaż to rzuciłby go tutaj. Ale teraz nie miał czasu gdybać. Jego oczom ukazało się światło zwiastujące wyjście z kurhanu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej