Tereny Valfden > Dział Wypraw
W pogoni za szczurem
Anette Du'Monteau:
-Wieziemy ciała panie. W naszej wiosce pomór jaki złapał. Pewno nowi zza morza przywieźli. Aż dziw bierze bo same chłopy mrą na to. Jak zauważyli że tylko chłopy to wysłali nas dwie baby a żeby nie rozprzestrzeniło się dalej. Dlatego chciałyśmy z dala od miasta i ostrzegałam panów żeby nie podchodzić. A jakie mocne to! Tylko chwila i zaraz facet rozkłada nogi lepiej jak baba w portowej norze. Mówię wam panowie. My pojedziemy dalej obok miasta albo panowie zadbają żeby ludzie nie zbliżali się i przelecimy przez miasto jakby nas sami diabli gonili. Kruczyca mówiła wszystko z pełnym przekonaniem w każdym słowie.
Canis:
- No co pani... - Wszyscy się cofnęli. - Tylko mężczyzn i to choroba? A kto tak stwierdził? ÂŻe to choroba? Może zabójstwa?! - Dopytywał zdziwiony.
Anette Du'Monteau:
-Nasz medyk i z pobliskiej wioski. Pokroili ich i popatrzyli. ÂŻadnych śladów. Tylko jakieś drobne ukłucia mają, ale co panowie będą ryzykować. - dodała. -Choroba czy zaraz, ki diabeł wie. Wiadomo że kładzie pokotem chłopów. Baby u nas wszystkie zdrowe, a ci to chwilę pokasływali, potem niby bebech boli. Ale jak to faceci, mówili że ich tak zawsze. Głowy nie do pozłoty panie. Momencik no i teraz ich nie boli. Jeno leżą na wozie.
Canis:
- Zawieziecie nam ciała na posterunek. Dokonamy własnych oględzin, niewierze w żadne choroby, co atakują tylko jedną płeć. zdejmijcie te płachty to zobaczymy od razu co to jest. - Spojrzał na kolegów na 4 kunaich. - A wy co, jeszcze wozu nie wyciągnęliście? Ja nie mogę...
Powiedział, tak czterech zeszło z koni i zbliżyło się do wozu. Obwiązali sznurem wóz i konno wyciągnęli wóz zmuszając waszego kunia do wycofania się z błota. Zeszli z koni i odwiązali liny.
- No to pokażcie te ciała.
Aaria Kruczowłosa:
Odwróciłam twarz tak aby nikt nie zobaczył mojej miny. Nie była ona zbyt przyjemna. Przelatywały przez nią przeróżne uczucia. Różne mieszanki gniewu i strachu. Tak jak myślałam, żadna bajeczka nas nie uratuje. A ta była wyjątkowo naiwna. Do tej straży jednak nie biorą byle kogo i nie każdy strażnik jest aż tak głupi by uwierzyć w takie historyjki. Gorączkowo myślałam nad tym, jak uratować sytuację. Przede wszystkim uspokoiłam swoją twarz i znowu odwróciłam ją w kierunku mężczyzn. Nie mając jednak wyjścia dołączyłam do Anette próbując ich przekonać, że oglądanie tych ciał nie jest najlepszym pomysłem.
-A ja wam mówię, że to jakieś paskudne czary, ot co! Jakaś magiczna paskuda, czy inna bestia ich poczarowała i teraz nam chłopy tylko do gleby nadają się. A nawet nie, bo jeszcze na plony przejdzie, a jak te pomrą to i my zdechniemy. Ja na waszym miejscu bym się do tej sprawy nie mieszała jeżeli dobrze się wam żyje. Tą sprawę zostawcie czarodziejom, głupkom i babom.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej