Nim do wali przejdziemy, warto wspomnieć byłoby o naszym ludzkim bohaterze tej przygody. Wszak, dziś to spotkał on pierwszy raz krwiożercze monstrum - wampira. A jak to było, zobaczmy....
Progan szedł z Aragornem za bandytami. Wkroczyli do kantorka, z którego małe schody prowadziły do piwniczki. Progan czuł, że dłonie mu się pocą. Równie dobrze bandyci mogliby ich tutaj zaszlachtować. Kto wiedział, czy w piwnicy będzie to czego szukali, czy koledzy bandytów z załadowanymi kuszami. Zaryzykowali, jak kto głupi, ale nie mieli innego wyjścia. Weszli do izdebki. Na stole leżało COÂŚ. Szczęki Progana zacisnęły się z przerażenia. Zwinięte w płótno... twe zwłoki należą do was ...usłyszał. Nasze zwłoki. Zwłoki wampira. Aragorn już był przy stole, już podnosił ciało. Zawołał o pomoc. Progan stał z twarzą, która nie wyrażała niczego. Pierwsze jego spotkanie z wampirem. Spotkanie, którego nigdy nie chciał, było spotkaniem z wampirem martwym. Nieżyjącym. Trupem. Trup. Trup. Trup. Powtórzył sobie w kilka razy. Oprzytomniał, podszedł do stołu, wsunął dłonie pod płótno i złapał... Dziwne pomyślał Niby łapać nieheblowane drewno, a lekkie to to jak piórko... Wynieśli z draconem ciało wampira na zewnątrz. Aragorn powiedział że idzie po wóz i odszedł zostawiając takiego przestraszonego człowieka z wampirem. Brr Progan nie wytrzymał i uchylił kawałka sukna.... BOGOWIE! przeleciało mu przez głowę kiedy zobaczył wysuszoną niby mumia twarz, z rozerwanym policzkiem odsłaniającym zęby i dwa kły. Szybko zawinął w sukno, że niby nigdy nic. Trzymając zwłoki odsunął je jak najdalej od siebie. Dziękuję Ci bogini, żeś zabrałaś z tego świata to monstrum, choć mogło być kiedyś kompanem Aragorna.
Podjechał dracon i zapakowali zwłoki na wóz. Progan spojrzał na Aragorna, który okazał się być szlachetnym i dobrym kompanem. Nim zobaczyli płonący wóz, mężczyzna zdążył zapytać
- Gdzie go pochowasz...? - przekonany o tym, że co innego można zrobić z truchłem przyjaciela, jak nie pogrzebać z honorami. I wtedy się zaczęło. Wóz, ogień, migające sylwetki i krzyk. Ten potworny krzyk który wwiercał się w uszy, mroził krew w żyłach i stawiał wszystkie włoski na karku na baczność. Krzyk przerażenia i żegnania się z życiem... Progan zbladł. Nim zdołał ogarnąć sytuację Aragorn już wystrzelił zabijając. BOGINI, ZNOWU MAM ODBIERAĂ ÂŻYCIE...? Zapytał przestworza. Nie zawahał się jednak. Sięgnął po łuk, zdjął go. Pamiętał gdzie miał kołczan, gdzie miał strzały. Wyjął jedną, udało mu się nie wysypać przy okazji pozostałych. Założył strzałę na łuk, naciągając wymierzył... W KOGO? KTO ZASÂŁUÂŻYÂŁ NA TO, ÂŻEBY PROGAN GO ZABIÂŁ? NIKT. JEDNAKÂŻE TO BYÂŁY SZUMOWINY, BANDYCI, KTĂRZY PODNOSILI NA NIEWINNYCH MIECZ. I w końcu... CZY KTOÂŚ Z TAMTYCH PODRĂÂŻNYCH ZASÂŁUÂŻYÂŁ NA ÂŚMIERĂ Z RÂĄK BANDYTĂW? A MOÂŻE VENTEPI UPOMNIAÂŁA ELLMORA AÂŻEBY TEN POSÂŁAÂŁ WÂŁAÂŚNIE ARAGORNA I PROGANA W TE STRONY, AÂŻEBY POÂŁOÂŻYLI KRES BANDYTOM, KTĂRZY PODNOSILI DÂŁOĂ NA STWORZENIE. DZIEÂŁO STWORZENIA, A JA JESTEM JEGO OBROĂCÂĄ! Jeden z bandytów się zatrzymał, zawieruszył, nie wiadomo czemu, ale pięciocentymetrowy grot strzały już w niego mknął. Wbił się w korpus, siła uderzenia posłała go na kolana. Progan założył kolejną strzałę, naciągając mierzył. Teraz już bandyci zauważyli ich obecność, to, że ich kumotrzy padają martwi. Ci, którzy nie zajmowali się zabijaniem, odwrócili się, aby spojrzeć na bohaterów na wozie. Kiedy tak patrzyli, nie wiedzieli, że strzała mknie właśnie w jednego z obserwatorów. Dostał w tors, grot przebił się przez żebra, rozerwał płuca i w gejzerze krwi wyszedł z drugiej strony... Dobrze, że Progan tego nie widział, bo pewnie by się porzygał.
3x Wojownik zgromadzenia
2x Bandyta
29-2=27 żelaznych strzał.