Tereny Valfden > Dział Wypraw

Potłuczone szkło

<< < (5/22) > >>

Aaria Kruczowłosa:
//Dziękuję za wiarę :P Ale jak mówiłem, nie wierzę w cudowne ozdrowienia... Nie mam pojęcia jak mógłbym to rozwiązać obecnie, tak aby było to w miarę logiczne i nie kłóciło się z moim sumieniem :D Spróbuję tak "tymczasowo" jak ci nie pasuje to trudno. Niczego innego nie wymyślę...


-Pierdol się - mruknęłam. Od jakiegoś czasu, próbowałam zebrać w sobie ostatnie pokłady sił. Miałam nadzieję, że wystarczy ich chociaż na walkę z tą dwójką. Zrobiłam ostatni, głęboki oddech... i obudziłam w sobie bestię. Dosłownie. Chwyciłam za sztylet i cięłam gwałtownie po brzuchu. Cięcie było na tyle głębokie, że przecięłam jelito, tworząc taką śmieszną, długą linę. Bandyta był chyba zbyt oszołomiony aby w jakikolwiek sposób zareagować. Stał i wydawał z siebie śmieszne dźwięki. Miecz wypadł mu z ręki. Wsadziłam mu rękę w jego trzewia i znalazłam miejsce w który przecięłam jelito. Zaczęłam wyciągać je z brzucha swojej ofiary. Nawijając je sobie na rękę. Dosyć krwawa robota, ale byłam bardzo wściekła. Przynajmniej zmęczenie ze mnie jakoś tak magicznie uleciało. Gdy uznałam, że mam już odpowiednią długość, okręciłam jelito wokół szyi bandyty i zaczęłam go dusić. - CZY TERAZ OTWORZYÂŁY CI SIÊ OCZY NA MOJE PIÊKNO? - Wywrzeszczałam mu w twarz. Brzmiało to dosyć niedorzecznie, gdyż byłam cała w jego krwi.


//To jak? Uznasz takie cuś? Mogę go wykończyć?

Canis:
Gremlin w tym czasie strzelił doc iebie z procy, był na tyle blisko że był w stanie ciebie spokojnie trafić w oko, jednakże nie zrobił tego. strzelił ci prosto w czoło. Uderzenie pocisku było bardzo silne. Poczułąś mocne uderzenie w głowę. Uderzenie było tak silne, ze padłaś na ziemię na wpół przytomna. Ogromny pól przeszył twoją głowę. Zaczęłaś czuć jak krew napływa ci do głowy i czujesz jak byś miała zemdleć. zaczęło ci szumieć w uszach. Byłaś jednak nadal zdolna do walki. Gremlin zakładał już kolejny pocisk biegnąc w krzaki by skryć się w cieniu i być niedostrzegalnym dla ciebie i prowadzić dalszy atak..

1x Gremlin

Aaria Kruczowłosa:
Gdy upadałam na ziemię, pociągnęłam za jelito bandyty tak mocno, że sam się udusił o swoje własne trzewia. Duża strata, bo zamierzałam jeszcze go troszkę podręczyć. Teraz jednak musiałam rozprawić się jednak jeszcze z tą cholerą, przez którą tak mnie boli głowa. Podniosłam szybko głowę i zobaczyłam jak ta zaraza biegnie w krzaczory. Bynajmniej nie po to aby zrobić kupę. Przewróciłam się więc na brzuch i szybko wstałam, rozpoczynając od razu bieg, również w tamtą stronę. No... powiedzmy, że bieg - troszkę się zataczałam, co nie jest wcale dziwne po takim uderzeniu. Poruszałam się po lekkim łuku, by trudniej było we mnie trafić. Gremlin dotarł do celu oczywiście szybciej ode mnie, jednak nie dość, by zdążyć się przygotować do dobrego strzału. Zaraz zanim w krzaki wbiegłam ja - dzielna bandytka(jeszcze niedoszła, ale jednak) - pogromczyni bandytów z dziwnymi zawrotami głowy w zwykłej letniej temperaturze... I w tym momencie uświadomiłam sobie, że mój sztylet został w trzewiach tego drugiego. Typowe... Ale to nic! Wciąż miałam katanę i to jeszcze nie używaną. Dobyłam jej. Nie przepadałam za bronią dwuręczną, dlatego bez większych ceremonii rąbnęłam gremlina z nad głowy, z prawa na lewo prosto w jego pustą łepetynę. A przynajmniej mogłoby się tak wydawać, chociaż w praktyce jakieś tam wydzieliny z niej wypłynęły. I tak oto zostałam sama na "polu bitwy", a nieużywana katana stała się używaną kataną. Przytaszczyłam ciało poległego wroga do tego drugiego i przyjrzałam się swojej zdobyczy. Odebrałam swój sztylet i przeszukałam ciała w poszukiwaniu jakiś kosztowności lub manierki z wodą. Następnie rozejrzałam się za właścicielem wozu, gdzież też mógł się podziać podczas tej walki.

0x Gremlin

Canis:
Gdy sięgnęłaś po sztylet zobaczyłaś jak krew zalewa ci oczy, przetarłaś czoło i zobaczyłaś obficie płynącą krew z rany. Gól głowy stawał się nie do zniesienia. Zemdlałaś.

//Opisz coś ładnego o sobie gdy jesteś omdlała, bez uwzględniania działań otoczenia oczywiście.

Aaria Kruczowłosa:
Właśnie w momencie gdy sięgałam po ten nieszczęsny sztylet, cały świat zabarwił mi się na takie ładne czerwone kolorki. A potem słońce zgasło. Nastała ciemność, nieprzenikniona i niepokonana. Taka, której nawet światło świecy, albo lampy nie odgoni. Ciemność lepiąca się i klejąca do wszystkiego. A w tej ciemności ja - samotna i zagubiona. Czasami w oddali rozbłyskało gdzieś na chwilę światło. Były to jednak chwile ulotne i bardzo rzadkie. A mijał rok za rokiem. Wiek za wiekiem. Sama ze swoimi myślami. I tymi głosami. O tak... były tam jeszcze głosy. "-Zabij! Zniszcz! Ukarz! Przebij! Dręcz."- I cisza. A potem kolejny - "Pomóż! Uratuj! Pokochaj! Okaż miłosierdzie!" - Czasami wtrącał się i trzeci doradzający mi zatrzymanie się po środku. Z reguły jednak, wszystkie te głosy mówiły na raz. A ja siedziałam skulona w kłębek i wrzeszczałam -DO¦Æ! - Sytuacja powtarzała się codziennie. Dzień i noc. Właściwie to tylko noc. Wieczną noc. I ciemność. A ja czekałam na światełko, które wprowadzi mnie w dzień. Każdy z tych głosów oferował takie światełko. Jednak czy możliwe jest by wszystkie miały rację? Jak nie to który mam wybrać? Ostatecznie wybrałam głos zagłady, jak zwykłam nazywać ten nawołujący to zabijania. Zawsze go wybieram. Nigdy jednak o tym nie pamiętam. A batalię tą prowadzę już nie pierwszy raz. Skierowałam się jednak w kierunku światła wskazanego przez wybrany głos. Miał mnie on wyprowadzić z powrotem na dzień.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej