Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Eric:
Eric powoli wstał ze swojego siedziska. Tumult i hałas dobiegający z okolic wozu wskazywał na to, że bandyci uporali się już z łupieniem i ruszyli dalej. Nie był zbyt wprawiony w skradaniu się, a tym bardziej w skradaniu się po lesie, ale powoli ruszył za nimi, uważając, by zachować odpowiedni dystans. Patrzył cały czas pod nogi, by nie napotkać się na żadną zdradliwą gałąź, która mogłaby pęknąć pod jego stopami i zaalarmować swoim trzaskiem wałęsających się po lesie bandytów.
- To potrwa wieki - szepnął do kompanów z poirytowaniem.
Canis:
Ruszyli i mknęli zróżnicowany teren raz górka raz pagórek raz spowalniał a raz przyspieszał kroku rzezimieszków. Nagle rzezimieszki skręcili w lewo w świeżo wyjeżdżoną drogę spiesząc się. Ich biegi wysiłek oraz hałas generowany rpzez toczony wóz był taki, ze kamuflował hałasy poruszającego się Salazara, Dyuma i Nathaniela.
- Szybko za nimi. dorwijmy ich! Pewnie jadą do kryjówki! Nim dojadą do reszty bandy, szybko! - Powiedział rzucając się biegiem na szlak i pędząc wprost w stronę bandytów. szybko sięgnął po szablę i naciął sobie dłoń by uronić kilka kropel własnej krwi...
4x Bandyta
3x Wojownik Zgromadzenia
Są 25 metrów od was i nie zauważyli was.
Eric:
Eric puścił się biegiem tuż obok Salazara. W końcu nie chciał być gorszy od jakiejś jaszczurki. Dobył miecza i pędził, przeciskając się przez mrowie gałęzi i gąszcz krzewów. Przedzierając się przez te haszcze dorobił się nie jednego nowego zadrapania. W końcu wypadł z leśnej gęstwiny na wyjeżdżoną drogę i natarł na jednego z bandytów. Miał element zaskoczenia po swojej stronie, więc rozprawienie się ze zbirem było ledwie dopełnieniem formalności. Przeciwnik nie stawiał oporu zbyt długo, zblokował cios, dwa, po czym klinga Erica rozpruła jego bok, odsłaniając widok równie szpetny, co krwawy. Zbój nadal trzymał się na nogach, ale nie miał sił, by skontratakować, bronił się resztkami tchu, a przy życiu utrzymywała go chyba tylko determinacja. Także i ona skapitulowała, gdy Eric wykonał ostateczne pchnięcie i przebił na wylot brzuch bandyty. W tym samym czasie pozostali dwaj ruszyli zemścić się za swojego kamrata. Eric uskoczył przed morderczym pchnięciem, zblokował niedbały, zamaszysty cios i odskoczył kilka kroków do tyłu, oceniając sytuację. Podchodzili go z dwóch stron jednocześnie. Niemal w tym samym momencie zaszarżowali i Eric cudem uniknął dwóch zabójczyć cięć, wyskakując do przodu i turlając się po ubitym trakcie. Momentalnie wstał, otrząsnął się i poprawił uchwyt rękojeści. Podbiegł do jednego z nich, ciął go chytrze w goleń, a gdy ten skulił się z bólu, pociągnął mu z kolana prosto w szczękę. Zbój padł na ziemię wijąc się z bólu. Pozostawało go tylko dobić.
3x Bandyta (jeden leży i wije się z bólu)
3x Wojownik zgromadzenia
Nawaar:
Elf zrobił to, co zawsze czyli wyciągnął łuk z sajdaka i strzałę z kołczanu, którą umieścił na cięciwie łuku aby w końcu ją naciągnąć i rozpocząć celowanie. Nathaniel wiedział, że lepiej zabić tych co mają zbroję na sobie, więc na nich skupił swój ostrzał. Elf wymierzył jednego z wojowników zgromadzenia i wypuścił strzałę, po sześciu sekundach. Pocisk poleciał i trafił bezbłędnie w człowieka trafiając go w szyję. Facet trafiony pociskiem, coś tam wycharczał a potem zaczął się zataczać, a w końcu się przewrócił i umarł w kałuży własnej krwi. Tym sposobem elf odwrócił uwagę jednego z wojowników, który zaczął biec do dziecięcia lasu w mieczem w ręku. Nathaniel mając jeszcze przewagę 10 metrów zdążył, znów wyciągnąć strzałę z kołczanu i umieścić ją na cięciwie łuku. Gdy to zrobił elf rozpoczął namierzanie celu, który się zbliżał. Nathaniel wyczekując odpowiedniego momentu wypuścił strzałę, która poleciała i bez większych problemów trafiła w człowieka w głowę. Gdy strzała przebiła się do mózgu, wojownik zrobił dziwną minę z grymasem na twarzy i runął do tyłu umierając szybciej niż jego koleżka.
3x Bandyta (jeden leży i wije się z bólu)
1x Wojownik zgromadzenia
Canis:
Eric:
Gdy Eric zaatakował pierwszego bandytę do którego dobiegł, musiał być to jeden z czterech bandytów pchających wóz od tyłu, gdyż byli najbliżej. Pierwszy z którym walczył nie zblokował ciosów, gdyż nie zdążył niczego wyciągnąć. Pozostała trójka widząc zamieszanie puściła wóz i sięgając po miecz ugodziła w ciało Erica wkuwając bronie w uda Erica. Zaraz poo zabiciu jednego i ranieniu drugiego z bandytów poczułeś ogromny ból w udach spowodowany ranami kutymi na głębokość 10 centymetrów. Ostrza nie trafiły w kości jedynie tkankę mięśniową. W Wyniku obrażeń i bólu, jaki spowodowały rany straciłeś równowagę w nogach i padłeś na ziemię. Miecz z dłoni wypadł ci z dłoni, którymi zaparłeś się o ziemię by nie paść na twarz. Miałeś pecha, ze elf w tym czasie celował do innych przeciwników, co nie pomogło w ratowaniu twojej sytuacji. cała czwórka 3x bandyta oraz 1x wojownik zgromadzenia zamierzali uwieńczyć twój żywot śmiercią.
//Z twoich ran sączy się obficie krew. Wymagasz opieki medycznej w celu zatamowania krwotoku oraz oczyszczenia ran kutych na udach. Przed otrzymaniem pomocy nie jesteś zdolny do poruszania się na nogach. Po otrzymaniu pomocy medyka będziesz zdolny do powolnego przemieszczania się pieszo prędkością 1 km na godzinę, Niemożliwe jest wykonanie skoku, bieganie oraz inne formy nie wymienione prędzej poruszania się na własnych kończynach. Aby powrócić do pełni zdrowia wymagasz pomocy ze strony mikstur medycznych bądź odczekanie okresu czasu potrzebnego do powrotu do zdrowia. Na koniec wyprawy ujmę to w dniach <ignorant> .
Jaszczur w tym czasie widząc zagrożenie dla Erica i moment otrzymania ran kutych w uda, nie miał czasu na wiele myślenia, jedyne co był w stanie zrobić to skupić swoją energię magiczną, aby uformować zaklęcia. Mając już zaciętą rękę (z poprzedniego postu), skierował do niej dwie osobne wiązki energii magicznej, do kropel krwi, które ujawniły sie na dłoni, obierając za cel jednego wojownika zgromadzenia oraz jednego bandytę.
- Elhuxu! Elhuxu!
Wypowiedział, a energia magiczna łącząc się z krwią nabrała słuszny dla zaklęcia wrzątku charakter i moc, umożliwiającą wniknięcie do ciała przeciwnika i podgrzewanie go od wewnątrz. Tak też się stało, obie wiązki energii z zawrotną prędkością pomknęły w kierunku ciała bandyty oraz wojownika zgromadzenia łącząc się z ich układami krwionośnymi. ich ciała ogarnęły drgawki, byli niezdolni do walki i wypały im bronie. Po chwili ciała padły na ziemię martwe, a z otworów ciała zaczęła wypływać gorąca krew.
W wyniku ataku Erica, przeciwnicy transportujący wóz zostali wytrąceni z biegu i szyku, tym samym wóz nie mógł być utrzymany w takiej formie i wojownicy zgromadzenia na przedzie wozu nie byli zdolni utrzymać go samemu. Wóz upadł na ziemię gruchocząc się, jednakże nie otrzymał znaczących uszkodzeń poza obdrapaniem i uszkodzeniem jednej z krawędzi burty.
//Nathaniel, jaka jest tutaj logika, że oni biegną do ciebie, skoro pode drogą jest Eric, a potem Salazar? Jesteś w stanie mi to wyjaśnić? Chyba pierw zlikwidują to co jest najbliżej, by pozbyć się szczątkowych zagrożeń. co innego gdy atakują cie kreshary i wszyscy jesteśmy w jednym punkcie, czego wówczas też nie uwzględniliście. Według waszych opisów my wszyscy żyjemy w innych uniwersach, żaden z was nie uwzględnia działań drugiego, a każdemu z was czas inaczej płynie.
2x Bandyta (zamierzają zadać ciosy mieczem w ciało Erica, w okolice klatki piersiowej, masz czas na reakcję w postaci 4 sekund, Nathaniel nie zdążysz dolecieć, dobiec, strzelić i nie wiadomo czego jeszcze zrobić w czasie, w którym zdążą ugodzić Erica jeżeli nie podejmie ruchów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej