Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pułapka na myszy II

<< < (3/41) > >>

Eric:
- Wikt zawiera się w tych 20 grzywnach? - zapytał z nadzieją w głosie. - Jeśli tak, poproszę piwo i coś ciepłego, najlepiej mięsnego do jedzenia - urwał na moment i się zastanowił. - Jeśli nie, poproszę tylko piwo.
Oczekując na reakcję karczmarza, z ciekawością rozejrzał się po lokalu, licząc, że dostrzeże gdzieś obietnicę przygody. Tak, był prawdziwym oportunistą, nigdy nie przepuszczał dobrej okazji.

Canis:
- Piwo? 2 grzywny się należy. - Powiedział czekając na zapłatę, nim poda ci piwo.

Rozglądając się po karczmie zauważyłeś, że dwójka gości o szemranym wyglądzie udała się w górę schodami za Salazarem. W kątach sali widziałeś oprychów, którzy ewidentnie zwrócili na was uwagę.


Salazar poszedł do swojego pomieszczenia, otworzył drzwi i przymknął. nie zamykał. zostawił lekko uchylone. Zdjął swoją broń i zbroję. Usiał an wyrku, skrzyżował nogi i opatulił je swoim ogonem. Siedząc tak chwilę sięgnął po szablę i zadał sobie płytką ranę ciętą na dłoni i przyglądał się wypływającej z niewielkiej - płytkiej rany krwi. Ból był tutaj bez znaczenia, nie był zbyt duży. Lecz sama krew była istotniejsza. zaczął oddziaływać na krople krwi hemoglobinezą i zaczął trenować oddziaływanie na krew i poruszanie nią w przestrzeni. wytworzył swoiste dwie drobne kulki i wprawiał je w ruch orbitalny wokół własnego ciała. W tym czasie sięgał w głąb siebie i medytował, rozprawiając na różne tematy dotyczące jego, magii i przyszłości.

Eric:
Umysł Erica należał do kategorii tych bystrzejszych. Potrafił rozwiązywać układanki, a takie, które posiadały najwyżej dwa, dość wyraźne elementy rozbrajał nawet po kilku piwach w dniu, w którym jego horoskop nie miał dla niego dobrych wieści. Dlatego też błyskawicznie dostrzegł szemrane, najwyraźniej knujące coś typy. W mig zorientował się, co to oznacza. Rozejrzał się pobieżnie, by nie wzbudzić podejrzeń.
- Wezmę to piwo - rzucił do barmana i położył na ladzie wspomniane dwie grzywny. Jednocześnie w wygodnej kanciapie swojego umysłu dokonywał błyskawicznej oceny bieżącej sytuacji. Z błyskotliwej analizy wynikało, że zbiry mają przewagę liczebną. Na dodatek Nathaniel nie wyglądał w chwili obecnej na zdolnego do walki. W głębi serca zdawał sobie sprawę, że i on w obecnym stanie za wiele nie zdziała. Trzeba było liczyć na podstęp. I Salazara. Wziął od barmana butelkę, która w każdym momencie mogła, zupełnie nie tracąc na użyteczności, zmienić się w cenioną w karczemnych bójkach broń. Szybko zastanowił się, jak może potoczyć się sytuacja w najbliższych kilku minutach. Jeśli pójdę za Salazarem, ci na dole zorientują się i mogą zechcieć zainterweniować lub powiadomić kolegów, którzy wyszli po schodach. Trzeba jakoś odwrócić ich uwagę... Rozejrzał się dookoła. Tuż obok niego siedział barczysty mężczyzna. No tak... Zawsze można wszcząć bójkę. Szturchnął go w ramię. Facet wyglądał na lekko podchmielonego. Odwracająca się twarz odsłoniła raczej buraczane oblicze zastygłe w niemym wyrazie oznaczającym ni mniej ni więcej niż gburowate "hę?".
- Widzisz tego gościa w kącie? - szepnął, nie zdradzając się w żaden sposób, że wskazuje na jednego z szemranych typów. Słysząc cichy pomruk potwierdzenia kontynuował:
- Facet powiedział, że wyglądasz na straszną pizdę i pewnie zabawiasz się w stajni z bydłem gospodarza. Ja bym mu tego nie puścił płazem - powiedział konspiracyjnie, starając się ugodzić w męskie ego prostego chłopa.




430 - 2 = 428 grzywien

Canis:
- Cholera, pewnie mnie podglądali. - Powiedział zasmucony i wrócił do swoich zajęć.

Niemniej jednak twoje działanie i wskazywanie osób w kącie zostało dostrzeżone, co wywołało uśmiech na ich twarzach. Wiedziałeś, ze nie byli pewni słuszności działań, gdy podjąłeś kroki i próbowałeś coś robić zorientowali się, że są w dobrym miejscu, we właściwym czasie i obrali właściwe cele.

Zauważyłeś jak czwórka bandziorów wstaje od swoich krzeseł i rozchodzą się po krawędziach sali zaczynając zwiększać swoje odległości by nie być jedną zwarta grupą. widziałeś jak znikają w gąszczu bawiących się gości karczmy, którzy zaczęli tańczyć na stołach i wokół nich. Zgubiłeś ich z pola widzenia.

2x Bandyta
2x Wojownik zgromadzenia


Bandyci udający się po schodach za Salazarem dotarli do pomieszczenia. Drzwi były uchylone - co pozwalało im zajrzeć do środka. Widzieli skupionego jaszczura bawiącego się magią. byli zdziwieni i nie chcąc ryzykować otwartego starcia zaczęli knuć plan. Drzwi, które zapewne skrzypiały były głównym problemem. Hałasy dobiegające z dołu, dźwięki muzyki i gwizdy były idealnym kamuflażem dla ich działań. Zagwizdali by wezwać wsparcie dla siebie. Gwizd był dwutonowy, specyficzny wręcz muzyczny, wyróżniał się spośród klasycznego gwizdania, dając sygnał odpowiednim osobom. Na końcu korytarza z sypialniami wyłonił się Trablin i zmierzał do drzwi.

Niczego nieświadomy Salazar nie znający takich sztuczek muzycznych, a zarazem skupiony na swoich działaniach nie zauważył bandytów zaglądających przez drzwi.

1x Wojownik zgromadzenia
1x Bandyta
1x Trablin

Eric:
Przypadki chodzą po ludziach. Eric właśnie takowym przypadkiem zdemaskował koniojebcę. Czuł się przez to nieco zafrasowany. Po chwili zastoju umysłowego otrząsnął się, bo dobrze wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Natychmiast wstał (robiąc to na tyle ukradkowo, na ile potrafił) i wszedł w gęstszy tłum ludzi, cały czas wbrew swojej budowie anatomicznej starając się mieć oczy dookoła głowy. Przechodząc koło Nathaniela szturchnął go znacząco i szepnął mu do ucha
- Mamy kłopoty. W liczbie czterech. Na razie się rozpierzchli, ale lada chwila mogą uderzyć. Miej oczy dookoła głowy i w razie czego bądź w pogotowiu. Ja też... postaram się być - zapewnił tak kojącym tonem, na jaki zdołał sobie pozwolić. Tymczasem odkorkował piwo i podszedł do stolika z wolnym miejscem.
- Pozwolicie, że się przysiądę - powiedział, zajmując krzesło i starając się wyglądać tak incognito, jak tylko się da, kiedy człowiek rozgląda się za potencjalnym niebezpieczeństwem i przydałyby mu się dodatkowe dwie pary oczu.
- Nie przeszkadzajcie sobie - powiedział, pobieżnie przyglądając się nowemu towarzystwo. Pociągnął głęboki łyk z butelki. Szykowała się długa noc. I wyglądało na to, że również bezsenna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej