Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁowca Burz w pogoni na Doral
Progan:
Progan odprowadził wzrokiem kapitana. Sam przeciągnął się. Podparł brodę na dłoni, spojrzał na swoją kompanię i uśmiechał się. Wypity alkohol działał na niego, poprawił mu humor, ale i przytępił zmysły i obciążył powieki, które poprzedniej nocy nie zaznały snu.
Gordian Morii:
Tym razem gdy wszedł do kajuty nie owiała go ciemność, wręcz przeciwnie, wszystkie lampy oliwne płonęły jasnożółtymi, kopcącymi płomykami oświetlając przestronne wnętrze kapitańskiej kajuty, która dodatkowo została nieco przemeblowana. Masywne mahoniowe biurko przesunięto pod jedną ze ścian, a na jego miejscu pojawiła się wielka drewniana balia. Pełna wody.
-A to skąd się wzięło? - zapytał zdziwiony, lecz w odpowiedzi usłyszał tylko cichy plusk dobiegający z niewielkiego balkoniku na rufie, do którego drzwi były otwarte. Ruszył w tamtą stronę, by prawie zderzyć się w drzwiach z wyszczerzoną w uśmiechu elfką taszczącą wiaderko z wodą, do którego przywiązana była długa, częściowo mokra lina.
- Przygotowałam nam kąpiel, cieszysz się? - zapytała odsuwając go z przejścia.
-No wiesz co? Mnie z łokcia? Własnego kapitana? -odparł z przekąsem i udawanym dąsem zamykając drzwiczki i opierając się o ich framugę.
Lilith tylko przewróciła oczami i pokazała mu język.
-Oj chyba będziemy musieli poważnie... - nie dokończył, gdy koszula, która jako jedyna okrywała jej ciało ześlizgnęła się z ramion lądując na podłodze
- Oj, chłodna woda. Nie ma tu nikogo kto by mi ją zagrzał? - powiedziała cichutko wkładając do balii stopę.
Co było więc robić? ÂŻałował tylko, że nie jest magiem i nie może podgrzać wody samym skinieniem dłoni, jednakże zdjął buty i spodnie, a koszulę ściągnął przez głowę rzucając ją na stojące pod ścianą biurko.
Złapał dziewczynę w połowie i razem zanurzyli się w chłodnej morskiej wodzie, tak odprężającej, po całym dniu ciężkiej pracy. Elfka sięgnęła po gąbkę i mydło po czym wyszorowała mu plecy pozwalając by on zrobił jej to samo.
Nie wychodzili z wody, gdy to robili. Spróbowali tym razem czegoś innego, było warto, chociaż obydwoje nieco zmarzli gdy czas było wychodzić. Dziewczyna owinęła się w ręcznik, a on przytulił ją mocno. Naga i wilgotna, pachnąca słoną wodą i perfumowanym mydłem wskoczyła pod kołdrę, robiąc mu miejsce. On nim się położył, pogasił wszystkie lampy a potem na wpół po omacku, na wpół kierując się zapachem jej ciała znalazł ją w swoim łożu z nadzieją, że dopiero rankiem zmuszony będzie je opuścić.
Nawaar:
Nathaniel najadł się do syta. Teraz zaczął pić cierpki rum, jego elfie gardło nie przywykło do takich trunków. Wolał raczej wino, albo miód choć w takiej chwili nie miał zamiaru wybrzydzać. Patrząc się, po załodze elf nie zauważył kiedy obok niego zasiadł czarnoskóry człowiek. - Nathaniel jestem. Powiedział w stronę Mohameda popijając trunek i lekko się krzywiąc.
Gunses:
Gunses ożywił się po wypitej krwi. Zaczął polować. Tym razem nie na ludzi, a na gryzonie. Były wyjątkowo odważne i wychodziły nocą na górny pokład, żeby pospacerować w świetle księżyca. Spacerowały więc i ginęły. Nie zdążały uciekać. Upiór niczym cień śmierci przemieszczał się po pokładzie. ÂŁapał małe ciałka. Skręcał małe karczki. Wyrzucał małe truchełka za burtę.
Mohamed Khaled:
Khaled - odchrząknął Mauren - Mohamed Ibn Omar Khaled - przedstawił się już w pełni, kończąc posiłek. Wystawił wtedy rękę na powitanie - Miło poznać - uśmiechnął się, czego w zwyczaju nie miał robić - zwłaszcza podczas pracy.
- Dobre, nie? - zapytał, gdy posiłek został spożyty przez obu, a elf popijał trunek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej