Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŁowca Burz w pogoni na Doral
Mohamed Khaled:
I on zszedł do kajuty, gdzie spało paru jego towarzyszy. Odpiął pochwę z kataną, a także kusze. Obie położył koło koi.
Zdjął potem koszule, po czym położył się. Ukrytego ostrza nawet nie zdejmował, bo kto wie.. W nocy zawsze może coś się zdarzyć, trzeba być przygotowanym. Coś go jednak trapiło, dlatego też położył sobie katanę na klacie - po czym przymknął oczy.
Gunses:
Wystarczyło chwili, jednego trzepnięcia bandery, jednego uderzenie fali o burtę statku... W miejscu latającego ssaka stała postać. Stała na najwyższej poprzeczce masztu, trzymając się dłonią za linę. Mimo wysokości, mimo oddalenia, usłyszał słowa
- Cieszę się, że już jesteś. Okręt jest Twój...
i uśmiechnął się. Stał i patrzył. W jego białych jak śnieg włosach szalał wiatr. W oczach czarnych jak węgiel iskra zapału. Oto nastała noc. Załoga poszła do swoich kajut. Okręt przejął On. Upiór. Skoczył, złapał się liny, ześlizgnął się po niej, aż nad pokład, 10 metrów nad pokładem puścił linę, zeskoczył na proste nogi. Skórzane wysokie buty tupnęły w dechy pokładu. Ruszył do przodu, wszedł po schodkach na przednią część statku. Wyczulił wszystkie zmysły. Była noc. Noc na bezkresnych wodach. Teraz rządził on. Pan nocy. Syn nocy. Stanął na dziobie statku. Chłonął wiatr i bryzę, zapach morza. Delektował się nocą. Zszedł potem szybko, przemknął niczym wiatr, niczym cień, niczym cios. Szybki, nieuchwytny, śmiercionośny. Skoczył na wanty i wbiegł po nich niczym po schodach. Zajął miejsce znów w tym samym miejscu. Na najwyższym miejscu masztu.
Hagmar:
Dracon głośno chrapał, przekręcił się na drugi bok...
Huk artylerii wyrwał go z chwilowego otępienia, spojrzał przed siebie, na tysiące żołnierzy i magicznych dziwadeł szturmujących wylęgarnię wszelkiego zła. Potężne miasto na pustkowiu. Taros, ostatni bastion wojsk Meaneba. Działa ucichły, obraz się zmienił. Teraz widział... siebie? Czerwonego dracona w płytowej zbroi wspartego na kosturze. Obok uśmiechnięty Devristus i Elrond. Chwila i zaraz ruszą do szturmu...
Nawaar:
Elf się obrócił na bok, miał nagle dziwny sen. Widział siebie w lesie i rozmawiał z jakimś dziwnym smokiem. Stworzenie wyznało mu, na czym polegać będzie jego próba a zarazem ostatnia, być może walka w jego życiu. Nathaniel rozpoczął przemianę w jedno z wielkich stworzeń akurat wydawało mu się, że został wielkim wilkołakiem w dłoniach trzymał wielką broń i rozpoczął atak na dziwnego smoka, ale gdy miał zadać pierwszy cios on zionął ogniem i w tym momencie dziecię lasu się zbudziło zlane potem. Nathaniel obudził się rozejrzał dookoła i usłyszał szum morza jaki i statek, oraz miejsce w którym spał. Następnie znów się położył i zasnął.
Mohamed Khaled:
Podrapał się po czole, po czym kaszlnął.
Krzyk, oraz dźwięk metalowych butów straży. Obrócił się. Zza alejki wybiegł garnizon straży. Mauren spojrzał na niego, po czym zaśmiał się
- Chuja mi zrobicie! - krzyknął, po czym zaczął na nich biec. Straż również nie stała bezczynnie. Kruk jednakże miał asa w rękawie. W dosłowności... Skoczył na ścianę, gdzie odbijając się - zrobił piruet w powietrzu - wbijajac Ukryte ostrze w ciało jednego ze strazników. Bum! Ciało martwego strażnika zablokowało cios z miecza innego. Mohamed szybko zareagował na kolejnych. Wyminął ostrze, po czym wykręcił mu rękę i wbił ostrze strażnika w samego strażnika. Zostało trzech. Szybko zajął się kolejnymi. Skoczył na jednego z strażniczych chu*ów, odbił się od kolana - po czym robią unik - zadźgał dwóch. Ostatni
- Dawaj! - drażnił go.. Mężczyzna zaatakował, ale szybko zginął. Mauren bowiem strzelił w niego z skałkowego..
Nie był to jednak koniec. Ze wszystkich stron wyleciała masa strażników, wyciągając swe ostrza. Kruk tylko się zaśmiał, po czym wyciągnął katanę...
O czym ja myśle?! - sam siebie zapytał w głowie, gdy obudził się oblany potem.. Otarł się, po czym zamknał ponów oczy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej