Tereny Valfden > Dział Wypraw
Demony duszy mojej w głębi umysłu mego
Elrond Ñoldor:
- Izipash ipush huoshan! - powiedział wyciągając dłoń w kierunku chmur. Ponownie poczerniały gdy energia magiczna rozbudziła je na nowo. Grom uderzył prawie od razu. Jedna z diablic oberwała bezbłędnie. Energia przeszyła ją, zniszczyła tkani, rozerwała skórę, spaliła żywcem.
- Izipash ipush huoshan! - ponownie wyciągnął dłoń kierując ją w przestworza. Zaklęcie zadziałało identycznie jak poprzednie smażąc diablicę. Widok był wyjątkowo paskudny, ale musiał to zrobić. Takie było życie. A stwory z którymi walczył nawet nie były prawdziwe.
- To kto zabawia się z ostatnią?
Czary: Grom
1x Nefrytowa Diablica
Dragosani:
Drago nie chował nawet miecza. Spodziewał się, że znów będzie czekała ich walka. W sumie każdy pewnie się tego spodziewał. Gdy z mgły powstałej z ciała "Darlenita" uformowały się diablice, wampir stwierdził, iż widok takich przeciwników znacznie bardziej mu się podoba, niż poprzednich. Oczywiście nie zmniejszyło to jego uwagi, zdawał sobie sprawę, że demoniczne kobiety są bardzo niebezpieczne i niestety nie pojawiły się tutaj, aby miło przywitać drużynę. Drago odskoczył w tył, tak prewencyjnie bardziej. Zobaczył jak Elrond rzuca zaklęcie, które zabija jedną z diablic, a dwie kolejne ogłusza. Salazar również ogłuszył pozostałe demonice. Jednak wampir, szkolący się na łowcę demonów, nie skoczył aby dobić obezwładnione kobiety. To była idealna okazja do treningu realnej walki z demonami, więc poczekał, aż ogłuszenie minie, mając nadzieję, że coś dla niego zostanie. Gdy Elrond zabił dwie diablice, ostatnia otrząsnąła się z ogłuszenia.
- Hej, słonko! - zawołał do niej. Czytał w księgach, że ten typ demonów lubi sobie poflirtować. Niech ma choć tyle miłego przed powrotem do Otchłani. Diablica spojrzała na niego z figlarnym uśmiechem. Cmoknęła w jego kierunku, po czym z uśmiechem sadystki krzyknęła inkantację i posłała w wampira kule ognia. Nakierowała ją za pomocą mortokinezy, przez co wampir musiał wykonać prawdziwie karkołomny unik. Był diabelnie zwinny, więc udało mu się to. Gdy kula ognia wybuchnęła obok niego, lecz poza groźnym dla zdrowi i życia zasięgiem, Drago wyciągnął przed siebie demoniczną rękę i posłał w stronę diablicy pioruny. Cały manewr był wykonany błyskawicznie, więc diablica zdążyła jedynie otworzyć swoje śliczne usta w zdziwieniu. Pioruny trafiły ją, lecz nie zabiły. Kobieta zachwiała się na nogach, oszołomiona. Dragosani wykorzystał ten moment i doskoczył do diablicy. Widział, że jej ciało płonie. I ów ogień zapewne przyjemny w dotyku nie był, więc zachował bezpieczna odległość. Szczęśliwie długość miecza pozwalała mu na to. Ciął ostrzem w rękę demonicy, odcinając ją bez problemów. Diabelska niewiasta krzyknęła z bólu. Kolejny cios bezlitośnie spadł na jedną z jej nóg, zadając straszliwa ranę. Kobieta upadła. Wtedy Drago wbił ostrze miecza w jej czaszkę, niszcząc w ten sposób mózg. Wyrwał miecz ze zmasakrowanej czaszki diablicy.
- To ciekawe co teraz - powiedział gdy walka dobiegła końca.
Izabell Ravlet:
Wraz z chwilą, w której zginęła ostatnia diabolica, rzeczywistość, w której przebywaliście, zatrzęsła się. Wasze umysły umknęły z tego miejsca, lecz nie ruszyły do kolejnego w umyśle maurena. Zamiast tego skierowały się w drogę powrotną na zewnątrz. Tam wróciły do waszych ciał. Troje z Was, zanim się przebudziło, doznało wizji.
Wizja dla Elronda:
Trafiłeś dość sporej sali. ÂŻadnych okien, brudna podłoga, wszędzie wilgoć. Kilka ledwo tlących się świec oświetlało nieprzyjemny widok - na środku stał metalowy fotel, do którego skórzanymi pasami przywiązany był półnagi, wychudzony mężczyzna. Dopiero po chwili zorientowałeś się, że to Darlenit. Wyglądał naprawdę źle, jednak na jego ciele nie było jeszcze tylu ran, z iloma powrócił do Paktu. To był dopiero początek.
Był przytomny. Wzrokiem szaleńca wodził po pokoju. Gdy teoretycznie natrafił na ciebie, nie zwrócił nawet uwagi. Nie widział cię.
Jedyne drzwi otworzyły się i do środka weszły dwa ciężko dyszące demony. Mauren szarpnął się gwałtownie, jednak był bardzo dobrze unieruchomiony.
Zza drzwi, gdzieś z korytarza, rozległ się czyjś głos. Wydawał się znajomy zarówno tobie, jak i Darlenitowi, który przestał się wiercić i szerzej otworzył oczy.
- Przygotuj się na wstrząs! - usłyszeliście. Następnie zabrzmiał wam w uszach złowrogi śmiech.
Do sali wszedł mężczyzna, którego pamiętałeś z poprzedniej wizyty w umyśle Darlenita. To ten zielarz, u którego mauren mieszkał nim osiągnął dojrzałość i wyjechał.
- Ttttyyyy! - wydusił z siebie torturowany. Dostał drgawek, nie był w stanie znieść tej informacji.
- Och tak, ja. Tęskniłeś? Chyba nie bardzo. Nie dawałeś żadnego znaku życia, ba, uciekłeś na to zadupie. Z drugiej strony nietrudno było cię wyśledzić. Tak wiele mam ci do opowiedzenia...
- Uwolnij mnie!
- To nie takie proste. Najpierw musisz wysłuchać kilku rzeczy, a potem grzecznie odpowiesz na moje pytania. Może zacznijmy od tego, że przez całe dzieciństwo cię okłamywałem. Wybacz, ale cel uświęca środki. Nie mogłem ci przecież powiedzieć, że twoi rodzice żyją.
- Co?!
- Darlenicie, ja jestem twoim ojcem.
- Nieeeee!
- Ależ tak. Kłamstwo bardzo ułatwiło mi sprawę, poza jednym faktem - nie przywiązałeś się do mnie i po prostu uciekłeś...
Wizja się urwała.
Wizja dla Mogula:
//UWAGA: Nie tworzę idealnie ukazujących sytuację opisów, jednak scena opisana poniżej może zostać uznana za drastyczną. Z drugiej strony nie napalajcie się na niewiadomoco. Wiem, że Was i tak to nie ruszy, ale różne osoby tu bywają. Czujcie się ostrzeżeni.
Trafiłeś dość sporej sali. ÂŻadnych okien, brudna podłoga, wszędzie wilgoć. Kilka ledwo tlących się świec oświetlało nieprzyjemny widok - na środku stał metalowy fotel, do którego skórzanymi pasami przywiązany był półnagi, wychudzony mężczyzna. Dopiero po chwili zorientowałeś się, że to Darlenit.
Jego ciało pokrywały liczne rany. Torturowany być musiał już od dłuższego czasu.
Po kilku sekundach do sali wszedł jakiś mężczyzna, mauren.
- Jak się czujesz, nasz skarbie? - zapytał. Darlenit odpowiedział milczeniem.
- Jesteś twardszy niż myślałem. To pewnie geny twojej psiej matki. Ale obrócimy to przeciwko tobie. Ona miała takie dobre, życzliwe serce. Nie mogłaby nawet patrzeć na cierpienie niewinnych. Wprowadźcie ich! - mówił. Do sali weszły trzy demony. Każdy z nich trzymał człowieka. Kobieta, mężczyzna i kilkuletnia dziewczynka. Cała trójka przerażona i zdezorientowana. Nie wiedzieli, co ich czeka.
- Czy teraz będziesz mówił świadom, że brak odpowiedzi będzie oznaczał cierpienie tych ludzi? - dodał. Darlenit jednak nie zważał na jego słowa. Zaczął nieco drżeć i pocić się.
- Nie? Czyżbym musiał ci zademonstrować konsekwencje? - mówił nieznajomy. Wyciągnął zza pasa srebrny sztylet. Szybkim ruchem pchnął nim prosto w serce mężczyzny trzymanego przez demona. Zdążył on wydać tylko stęknięcie i, puszczony, padł na posadzkę. Kobieta krzyknęła, dziewczynka wybuchła płaczem. Morderca wrócił do Darlenita, który próbował odwrócić głowę, lecz konstrukcja fotela i zapięć mu to uniemożliwiała.
- Mało? ÂŻona straciła męża, a dziecko ojca. Chcesz to kontynuować? - odparł.
- Nie! Jaa, khy, nie mogę! - odpowiedział Darlenit.
- Tylko nie i nie. Byłbyś bardziej uprzejmy, zgadzając się czasem i spełniając drobną przysługę. Teraz możesz tylko czuć się winny śmierci tych ludzi - usłyszeliście. Srebro błysnęło i zostawiło krwawą smugę na szyi dziewczynki. Jej matka nie mogła już wytrzymać. Patrzyła z nienawiścią to na mordercę, to na Darlenita. Przynajmniej do czasu, gdy i jej ciała nie rozciął sztylet.
- To smutne. Ona ci już tego nie wybaczy. Zresztą ty sobie też. Przemyśl to sobie, a ja wrócę za kilka godzin - powiedział na koniec mężczyzna i wyszedł.
Wizja się urwała.
Wizja dla Aragorna:
Trafiłeś dość sporej sali. ÂŻadnych okien, brudna podłoga, wszędzie wilgoć. Kilka ledwo tlących się świec oświetlało nieprzyjemny widok - na środku stał metalowy fotel, do którego skórzanymi pasami przywiązany był półnagi, wychudzony mężczyzna. Dopiero po chwili zorientowałeś się, że to Darlenit.
Był strasznie poraniony. Ilość ran na jego ciele była porównywalna do ilości ran, z którymi wrócił do Paktu.
Przez jedyne drzwi do sali wszedł demon. Nie zauważył cię. Dysząc podszedł do maurena i zaczął jeździć pazurem po jego ręce, otwierając istniejące już rany. Darlenit ledwo się szarpał, ale nie był już w stanie wydać z siebie żadnego głosu.
Huk.
Do pomieszczenia wbiegła jakaś kobieta. Maurenka. Byłeś pewny, że nigdy jej nie widziałeś, lecz emanowała dziwną, znajomą aurą.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia - rzekła tylko, miotając jakimś zaklęciem w demona. Padł natychmiastowo.
- Wypij to - dodała, podając Darlenitowi jakiś flakon, uprzednio uwalniając go z pęt. Pił łapczywie, jakby od dawna nie miał nic w ustach.
- Teraz powinieneś poczuć się lepiej. To twoje rzeczy. Załóż je szybko na siebie, nie poczujesz bólu, przynajmniej na razie. I uciekaj, biegnij tak szybko, jak tylko jesteś w stanie. Instynkt cię poprowadzi. Gdy odzyskasz siły, szukaj mnie tam, gdzie się ujawniałam. Pędź! - mówiła, popychając mężczyznę przed siebie i wybiegła za nim.
Wizja się urwała.
Ostatni obudził się Darlenit.
//Czekamy tylko na komentarz Isentora.
Isentor:
//Anuluje talenty za walkę z nefrytowymi diablicami. Po 1 to nie jest na tyle słaby przeciwnik, by wyrzucać jego odział przeciwko małej grupce graczy. Po 2 praktycznie nikt nie uwzględnił ruchu przeciwników. Po 3 pisałem jasno, by nie używać moich bestii w swoich wyprawach, bo nie potraficie nimi walczyć. Gdybym zauważył tę sytuacje wcześniej zwyczajnie rozpisałbym atak deszczem ognia na waszą grupkę, bo tak powinno się stać zaraz po rozpoczęciu walki. Gdy ten potwór został pierwszy raz wrzucony do wyprawy walczono z 2 nefrytowymi diablicami, walczyło z nimi kilkanaściorgu graczy i męczyli się przez kilkanaście postów. Wy rozwaliliście cały oddział morderczych demonów post za postem.
//Darlenit otrzymuje 30 dniowego bana na prowadzenie wypraw. Jeśli w tym okresie będzie chciał poprowadzić jakąś wyprawę uprzednio musi wysłać mi scenariusz wyprawy z rozpisanymi głównymi wydarzeniami w punktach, lootem i przeciwnikami.
Mogul:
//: wyprawa będzie kontynuowana?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej