Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konwój z bronią dla armii

<< < (11/57) > >>

Nawaar:
- Owszem. Odpowiedział jakby nieobecnemu człowiekowi. - Wydajesz się inni niż wszyscy ludzie, których spotkałem do tej pory. Emanujesz spokojem. Wszyscy inni ludzie ostatnio tacy nerwowi i pędzący za czasem, lecz Ty wydajesz się odbiegać od takich rzeczy. Dlatego chciałem zapytać jaka jest twoja historia?. O ile oczywiście zechcesz opowiedzieć.

Thor ibn Odyn Grom:
Thor tak szybko jak mógł, przybiegł na miejsce, do którego kazano mu się udać, lecz gdy dobiegł i zobaczył znajome twarze, postanowił się ukryć i czekać na moment, w którym się ujawni.

Melkior Tacticus:
- O bobrach cisza. Kurwa jakie korki... z drogi kurwa! Konwój królewski jedzie! Stolica o tej porze oczywiście była zapchana, ludzie wracali z rannej zmiany, inni z kolei dopiero szli do roboty. Oczywiście kupców i innych wozów nie liczył. - Od momentu zniknięcia Iorwetha cisza zupełna, chuj dobrze się ukrył... teraz gdy znikła mgła może nam spierdolić.

Nawaar:
- Jesteśmy w stolicy, czyli dobrze ba nawet bardzo. Chociaż te korki mogły rzeczywiście każdego wkurzyć, lecz elfa one nie obchodziły resztę uwagi skupił na Proganie tajemniczym człowieku.

Progan:
- Pewnie dlatego, że i bogini dała waleczne życie - odrzekł po chwili zastanowienia mężczyzna - Jak było powiedziane, wojna się zbliża, armia się zbroi, wszyscy się gotują do walki. Widocznie drzemią w nich duchy wojowników. Trochę im zazdrościłem tego zawsze, tej szybkości, pędu, tego że wokół nich cały czas coś się działo. I tak, trzymam się trochę na uboczu. W sumie z towarzystwa niektórych przedstawicieli mojej rasy wolę już towarzystwo przyrody... - powiedział to znając wagę tych słów i tego, że ludzi tu trochę. Nie miał jednak w zwyczaju zaprzeczać swoim poglądom.
- Jeśli zaś idzie o moje dzieje - powiedział po chwili - to nie ma czy głowy zawracać. Na kontynencie szkoliłem się w klasztorze. Kiedy mój mistrz zmarł ze starości, nie pozwolono mi na kontynuację nauki. Mój mentor był myślicielem i uczonym, nie był zbytnio lubiany. Wyleciałem z terminu przed egzaminami do nowicjatu. Potem pracowałem w mieście, dorywczo. Imałem się różnych zawodów, aby przetrwać. W końcu postanowiłem rzucić tamto życie, o ile można było je tak nazwać i zacząć od nowa. No i jestem. Już drugiego dnia zostałem zaatakowany przez bandytę i jego skrzaciego towarzysza. Spałem w sianie. Zajeździłem kuca. Mam podartą koszulę i dwa kije. Ot. wszystko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej