Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cichy domek nad jeziorem
Funeris Venatio:
//ÂŻe gdybym był Tobą, to bym nie próbował tego otwierać, skoro napisałem, że ją zapieczętowano magią.
Strumień wychodzi małym otworkiem ze ściany, biegnie sobie wyżłobioną rynienką w poprzek małej salki i ginie w następnym otworku, po drugiej ścianie. Taki odpływ na ścieki i żeby sambirek miał co pić. :)
Podejmij jakąś akcję, bo nie mam co skomentować nawet.
Lucas Paladin:
Lucas nie wiedział co miał robić w tej sytuacji. Przypomniał sobie, iż w pierwszym pomieszczeniu znajdowała się dwójka związanych, być może zaginionych ludzi. Możliwe, że sekta porywała ludzi, których później rzucała na pożarcie Sambirowi. Bynajmniej teraz, kiedy bydlę jest już martwe, nie stanowi zagrożenia. Rycerz więc wrócił się na górę, rozciął więzy jak jednemu, tak i drugiemu i próbował ich ocucić.
Funeris Venatio:
Dwie postacie. Jedna odpowiadała opisowi podanemu przez sołtysa, określającego jego syna. Pucołowaty, o podobnych rysach, z lekką nadwagą i dziwnie śmierdzący. Był przytomny, ale bardzo otępiały i nie reagował na razie na żadne zewnętrze bodźce. Druga postać nie dawała żadnych oznak życia. Nie było czuć swądu rozkładu, więc umarła niedawno, możliwe, że podczas pobytu Lucasa na wyższej kondygnacji budynku, może już, gdy był w bibliotece, tutaj na dole. Nie było do końca pewne. Najbardziej niepokojący był jednak fakt, że ten człowiek wyglądał zupełnie tak, jak... sam sołtys. Ta sama twarz, to samo odzienie, kolor otwartych oczu, identyczna blizna na lewym uchu. Kropka w kropkę.
Synalek poruszył się nagle niespokojnie, jakby bliska obecność rycerza tchnęła w jego ciało nieco życia i trzeźwości. Otworzył szeroko oczy, które zaczęły wracać spod mętnej zasłony, nabierając koloru i wyrazu. Oddychał pospiesznie.
Lucas Paladin:
Jeden martwy, drugi żywy. Dobre i to. Być może syn sołtysa będzie w stanie wyjaśnić Lucasowi o co tu tak naprawdę chodzi. Przykrywka? Dla naiwniaków? Poparzenia dawały się rycerzowi mocno we znaki, dlatego postanowił szybko działać. Należało wrócić do Bractwa jak najrychlej, aby wyleczyć niepokojące rany. Lucas uspokoił młodzieńca, dodawał mu otuchy, pocieszał.
- Spokojnie, leż. Jestem rycerzem Bractwa ÂŚwitu, przybyłem, aby Cię ocalić. Kim jesteś?
Funeris Venatio:
//Nie pamiętam, czy podawałem imię synalka, a nie chce mi się zaglądać, więc uznaję, że nazywał się Omar.
- Jestem... Omar. Syn sołtysa z pobliskiej wioski. Oni... Oni... Co się stało? Czemu tutaj jestem? Coś mnie ciągnęła do środka, gdy przebywałem koło Boleskine. Jakaś... siła. Moc... To było dziwne - Omar mówił chaotycznie, urywanie, ale szybko dochodził do siebie. - Szukałem ojca - gdy to powiedział dostrzegł, że tuż obok niego leży druga postać. Bardzo znajoma. Szybko dopadł do ciała i zapłakał żałośnie. Krzyczał, łkał, złorzeczył. Twierdził, że to właśnie jest jego ojciec. Czemu go nie posłuchał, pytał. Dlaczego się tutaj wybrał, co się z nim stało, czemu nie żyje. Spojrzał pytająco na Lucasa, który nachylał się nad nim.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej