Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cichy domek nad jeziorem

<< < (22/30) > >>

Lucas Paladin:
Znowu to samo... Na szczęście mam tę durną pochodnię przy sobie. Rycerz nie ukrywał irytacji zagadkowym rozmieszczeniem posiadłości. Chciał mieć to już za sobą, chciał, zeby wszystko już się skończyło, zaginieni zostali odnalezieni, a sekta rozbita. Delikatnie stąpał po schodach, licząc, że nie narobi zbytnio hałasu, a przeciwnik nie usłyszy, że ma gości. Fakt, ciężko było być subtelnym w stalowej zbroi, ale Lucas musiał się postarać.

Funeris Venatio:
Lucas zdążył postąpić dwa kroki na schodki, gdy doszło go cichutkie warczenie. Wykonując następny krok dostrzegł, jak wewnątrz ciemnego tunelu pojawiają się dwa świecące punkciki, oddalone od siebie o niewielką odległość. Punkty zwęziły się nieco, pomruk przybrał na sile. Lucas nie zdążył wykonać następnego kroku, gdy dwa świetliki okazały się parą oczu. Wielkie i mocno umięśnione cielsko kota zafalowało i skoczyło do przodu. Rycerz dostrzegł tylko zarys i cień, gdy coś przewróciło go na ziemię, lądując kilka metrów za nim i szarżując ponownie, chcąc zaatakować ostrymi jak brzytwy pazurami.



// 1x Sambir, szarżuje, chcąc zaatakować pazurami. Lucas leży na posadzce przy pierwszym schodku, bestię ma za plecami.

//Nie masz finiszera, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Lucas Paladin:
Rycerz był w szoku. Bestia miała wyraźną przewagę w tej walce i Lucas doskonale o tym wiedział. Musiał jednak szybko się pozbierać i podjąć wyzwanie. Już nie takie potwory przyszło rycerzowi likwidować, toteż szybko się pozbierać i przybierając godną Rycerza postawę bojową i sięgnął po miecz, który wraz z buzdyganem miał zakończyć żywot niebezpiecznej bestii. Bestia wykonując skok narażała się bowiem na bardzo niebezpieczny cios ze strony Lucasa, cięcie podbrzusza oznaczało urządzenie gulaszu w organach wewnętrznych Sambira. Toteż, kiedy zwinny kocur wyskoczył w górę, Lucas lekko się pochylił i trzymając ostrze pionowo przerył korpus zwierzęcia i wykorzystując przewagę rąbnął go natychmiast buzdyganem w zad.

Funeris Venatio:
Lucas założył, że bestia wyskoczy tak wysoko, że on przejedzie jej mieczem po brzuchu. Jednak plan ten nie do końca się udał, gdyż sambir skoczył raczej w poziomie, niż w pionie, atakując tylko jedną łapą, jak to wielkie koty mają w zwyczaju. Manewry rycerza nie pozwoliły jednak na satysfakcjonujące zakończenie tegoż ataku przez bestię, co doprowadziło do wyrównania stanu rzeczy. Teraz Lucas stał na nogach, a dokładnie pięć metrów przed sobą miał gotowego do ataku wielkiego kota, który był groźny jak sama śmierć. Sambir jeszcze nie atakował, czekając i obserwując bacznie swoją z dawna wyczekiwaną wieczerzę. Jego oczy przetykane czerwonymi, na pewno nie naturalnymi żyłkami, lśniły złowieszczo. Zakonnik stał trzydzieści centymetrów przed pierwszym schodkiem, a po bokach, na dwa i pół metra z każdej strony, miał regały z księgami.

//1x sambir

Lucas Paladin:
Walka 1 na 1. To było czegoś, czego Lucas oczekiwał. Teraz nie był bezbronny, teraz to on miał przewagę. Sambir nie budził w nim strachu, tylko budził w nim determinację, wolę zwycięstwa. Wycofanie się na schody nie byłoby najlepszym rozwiązaniem, trzeba było więc zaatakować. Trzymając w lewej ręce miecz, w prawej - silniejszej buzdygan, Lucas szybko skrócił dystans i zaatakował mieczem tnąc wzdłuż łba kota, który bez problemu zblokował cios swoimi ogromnymi pazurami i natychmiast kontraatakował. Rząd ogromnych zębów zalśnił przed twarzą Lucasa, który jedynie szybkim uskokiem uchronił się przed pozostaniem królkiem doświadczalnym dla uzębienia Sambira. Wielki kocur nie odpuszczał, zakonnik ponownie odskoczył i wyprowadził cios buzdyganem z boku, jednocześnie mieczem blokując kolejny atak. Technika ta okazała się skuteczna, bowiem uderzenie broni obuchowej z czarnej rudy, niezwykle twardego materiału mocno zdezorientowało zwierzę. Rycerz wykorzystał okazję i ponownie rąbnął Zwiastunem prosto w sambirzy łeb.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej