Tereny Valfden > Dział Wypraw

Szukając dowodów - Tańczący z krasnalem III

<< < (25/29) > >>

Adaś:
Trzeci kufel zupełnie mnie zaskoczył, a przede wszystkim jego zawartość. Która była dość gęsta, zajrzałem do środka i stwierdziłem że dostałem miód. Niby zasada mówiła że pijemy miód, tylko że z tą różnicą że pitny. A to mi wyglądało na najzwyklejszy czysty miód prosto z pasieki. Ostrożnie wziąłem łyk, po czym się wykrzywiłem i otrzepałem na twarzy. Tak jak myślałem miód ten był niezwykle słodki, a to znaczyło że łatwo mi z nim nie pójdzie. W końcu nie od dziś wiadomo że przesłodzone rzeczy w większych ilościach się źle pije. A ja tu miałem pełny kufel bardzo słodkiego miodu.
Powoli wziąłem znów kufel zbliżyłem do ust i zacząłem pić. Tylko z taką różnicą, że już nie piłem jak poprzednie kufle, czyli duszkiem tylko zostałem zmuszony przez mój organizm do robienia co parę łyków przerwy. Ponad to za każdym razem musiałem lekko potrząść głową i robić grymasy, w skutek przesłodzenia. Co spowodowało że nim osiągnąłem dno, minęło naprawdę parę długich dla mnie minut.
Kiedy odłożyłem kufel na blat, lekko się zgiąłem opierając się rękami o stół. Musiałem przez krótką chwilkę przyswoić sobie właśnie wypity miód, co nie było łatwe. Nim się z powrotem wyprostowałem, głośno sobie beknąłem po czym spytałem krasnala, co prawda z niemrawą miną ale pewnym wyzywającym głosem:
-Masz już dość, czy pijemy dalej?

Canis:
- Pijecie do nieprzytomności. - Odpowiedział od razu barman śmiejąc się szyderczo.

Krasnolud już nie wytrzymywał, mimo, ze był to trzeci kufel dopiero. Opierał się jedną ręką o blat ledwo otrzymując równowagę. Wziął za czwarty kufel i wypił go...

Adaś:
-Pytałem pro forma.-Powiedziałem krzywiąc się na samą myśl o drugim kuflu który przede mną stał. Chwyciłem go do ręki, zamknąłem oczy i na chwilę przechylając głowę na prawo przygotowywałem się mentalnie. Po króciutkiej chwili otworzyłem oczy, wróciłem do pozycji wyjściowej i zacząłem sączyć jakże strasznie słodki miód.  Mentalne przygotowanie trochę mi pomogło, gdyż za pierwszym razem upiłem 1/4 kufla, co  było aktualnie sukcesem. No ale niestety nie obeszło się od wykrzywiania i otrzepywania głowy z przesłodzenia. Znów wziąłem się w garść i powtórzyłem poprzednią czynność. Mimo buntującego się mojego organizmu, powtórzyłem te czynność jeszcze trzy razy opróżniając kufel do końca.
Tym razem jednak było troszkę ciężej się pozbierać. Dwa kufle obfitego, bardzo a nawet kurewsko słodkiego miodu dawał się we znaki. Oparty o stół zbierałem się w sobie aby beknąć, a przy tym nie puścić pawia po tylu "słodkościach". Po dobrych dziesięciu minutach udało mi się doprowadzić mój organizm do jako takiego porządku. Choć trochę mi się jeszcze odbijało miodem, to mimo to wyprostowałem się i teraz dopiero dziarsko popatrzyłem na reakcję krasnala. Gdyż nie wiedziałem jak ten ostatni kufel na niego podziałał.

Canis:
Krasnolud przechylił kufel i upił go do połowy. reszta rozlała się na jego twarzy i pociekła w dół zalewając cały jego brzuch aż i niżej portki, co wyglądało jakby popuścił mocz. Kufel wypał mu z dłoni i upadł na posadzkę roztrzaskując się w drobny mak. Sam wraz z krzesłem sekundkę później przewrócił się lądując nieprzytomnym na posadzce.

- Zwycięzcą zostaje nowo przybyły. Pokonał mistrza trunków i sam teraz dzierży tytuł Mistrza trunków. Gratuluję... Adamusie, czyż nie tak? - Uśmiechnął się barman i zabrał trzy nierozbite kufle i wyszedł.



- Zabij go. - Zwrócił się do ciebie Malahar. sam jednak wyciągnął pergamin i zaczął na nim pisać piórem maczajac w montowanym w blacie kałamarzu. Kobieta siedząca obok niego wzięła wielką czerwoną świecę i zapaliła ją. Podała mu również duży pierścień, sygnet herbowy.

Adaś:
To co ujrzałem było jasne, krasnal nie wytrzymał i padł jak długi. A co oznaczało że udało mi się wygrać, może niezbyt uczciwie ale życie zachowałem a i dowód zdobyłem. Co prawda jedno nie dawało mi spokoju, otóż czemu barman pomógł mi nic nie biorąc za to?
Ale teraz nie miałem czasu nawet go o to zapytać, w szczególności kiedy usłyszałem że trablin chce abym zabił swojego przeciwnika. Co prawda pierwsze się zawahałem, zastanawiając się czy dobrze usłyszałem. Ale mój słuch się nie mylił, w szczególności że Malahar od razu zaczął pisać na pergaminie. A to znaczyło że los krasnala był mu obojętny.
Wyciągnąłem pistolet i wycelowałem w głowę leżącego, pijanego krasnoluda. W pierwszej chwili odezwał się w mojej głowie cichutki głosik, który wyraźnie się sprzeciwiał temu zamiarowi. Tylko że on nie miał znaczenia, w szczególności, że nie uznawałem czegoś takiego jak litość dla bandytów. A przynajmniej z reguły, starałem się zawsze zabijać bandyckie ścierwo. Więc bez żadnych już oporów nacisnąłem cyngiel pistoletu, coś huknęło, zakłębiło się od dymu a z głowy pokonanego wypływała krew.
-List gotowy?-Spytałem trablina przeładowując pistolet, a potem go chowając.

13-1=12 żelaznych naboi
Krasnal nie żyje

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej