Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle: Atusel i morze

<< < (94/129) > >>

Devristus Morii:
Podróż mijała Nam w atmosferze tajemniczości i zbliżającej się śmierci. Fale obijały się o statek, a powietrze miało dziwny zapach. Tak dziwny, że korciło w nos. Jednakże wszystko dopełniały efekty dźwiękowe w postaci plusku, złowieszczego śmiechu płynącego z niewiadomo skąd.

Mogul:
Ork pstryknął Elronda za ucho.
- Cicho już, słyszysz? Wyostrzył zmysły.

Hagmar:
- Syreny chyba czy jak tam to gówno się zwie...

Canis:
Salazar w skupieniu wsłuchiwał się w morze zachowując pełen spokój i harmonię wewnętrzną ciała i duszy. Błogi stan uzupełniał wysiłkiem, jakim było utrzymywanie żagli. Złowieszczy śmiech nie był zupełnie złowieszczy, był muzyką mgły siejącej śmierć skrywającej rzeczy, których nie znamy... Czym jest śmierć? Rozważał w myślach dochodząc do wniosku, że nie jest to stan zgonu... nie... to stan umysłu... stan w którym już dusza połączy się w kotle jednając się, tworząc jedność z resztą wracając do swego źródła... Więc niema śmierci, której nie chcemy, jest tylko stan ducha w którym my zadecydujemy o losie swoim własnym... Rozważał alternatywne wizje dochodząc do różnych wniosków spełniając się duchowo...

Elrond Ñoldor:
Pomasował się po uchu. Zmarszczył brwi.
- Oczywiście że słyszę. Chociaż wolałbym chyba, żeby tego dźwięku nie było.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej