Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Devristus Morii:
Podróż mijała Nam w atmosferze tajemniczości i zbliżającej się śmierci. Fale obijały się o statek, a powietrze miało dziwny zapach. Tak dziwny, że korciło w nos. Jednakże wszystko dopełniały efekty dźwiękowe w postaci plusku, złowieszczego śmiechu płynącego z niewiadomo skąd.
Mogul:
Ork pstryknął Elronda za ucho.
- Cicho już, słyszysz? Wyostrzył zmysły.
Hagmar:
- Syreny chyba czy jak tam to gówno się zwie...
Canis:
Salazar w skupieniu wsłuchiwał się w morze zachowując pełen spokój i harmonię wewnętrzną ciała i duszy. Błogi stan uzupełniał wysiłkiem, jakim było utrzymywanie żagli. Złowieszczy śmiech nie był zupełnie złowieszczy, był muzyką mgły siejącej śmierć skrywającej rzeczy, których nie znamy... Czym jest śmierć? Rozważał w myślach dochodząc do wniosku, że nie jest to stan zgonu... nie... to stan umysłu... stan w którym już dusza połączy się w kotle jednając się, tworząc jedność z resztą wracając do swego źródła... Więc niema śmierci, której nie chcemy, jest tylko stan ducha w którym my zadecydujemy o losie swoim własnym... Rozważał alternatywne wizje dochodząc do różnych wniosków spełniając się duchowo...
Elrond Ñoldor:
Pomasował się po uchu. Zmarszczył brwi.
- Oczywiście że słyszę. Chociaż wolałbym chyba, żeby tego dźwięku nie było.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej