Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Nawaar:
Elf zasnął momentalnie czasami przewracając się z boku, na bok. Widocznie coś go męczyło, ale zaraz odchodziło takie dziwne uczucie trwało trochę dopóki nie ukazało mu się to we śnie. Nathaniel stał z łukiem w prawej ręce, a w lewej miał już nałożyć mitrhilową strzałę i celować w wrogów, by osłaniać towarzyszy. Kiedy nagle duża czarna skrzydlata bestia przyleciała. Nathaniel nie wiedział, czy widzi smoka, czy jakąś podobną kreaturę ale jednego był pewien stał w szoku i nic kompletnie, nic nie mógł zrobić. Nathaniel czekał, aż bestia go pożre został sparaliżowany strachem i oczekiwał końca wtedy to nagle towarzysze przyszli z pomocą, ale nie wiedział kim byli dlatego nie mógł opisać ich sylwetek ani wyglądu. Gdy tak sobie walczyli elf się odblokował i nałożył strzałę na cięciwę ÂŁuku elfa leśnego i wystrzelił w potwora trafiając ją w oko. Bestia padła, a dziecię lasu się uspokoiło i z uśmiechem na ustach zasnęło dalej.
// To nic do porównania z opisem Funa, ale zawsze sen to sen.
Hagmar:
A Aragornowi nie śniło się nic wartego zapamiętania. Stał na pokładzie oparty jedną ręką o reling czując dziwne mrowienie w całym ciele. Machina zakłócała magię, ich własną też. Siorbnął kawy z kubka.
Izabell Ravlet:
Darlenit w międzyczasie coś zjadł, zdrzemnął się chwilę. Po tym wszystkim stanął na pokładzie, oparł się o burtę i przyglądał się machinie. Westchnął smutno na myśl, że na niego ona nie działa.
Dragosani:
Dragosani też spał. Przed zaśnięciem nawet ściągnął miecz z pleców, więc było mu względnie wygodnie. Na tyle wygodnie, na ile może być na małej koi pod pokładem fregaty. W sumie to całkiem dobrze mu się spało. Nie miał snów, a przynajmniej żadnego nie zapamiętał. Może to i lepiej. Czasami zdarzało się mu się powracać w snach do własnego ukrzyżowania, co raczej nie jest miłym wspomnieniem. Po kilku godzinach snu wampir się obudził. Wstał z koi, założył pochwę z mieczem na plecy, sprawdził, czy pancerz chroni całe ciało, po czym wyszedł na pokład. Był dzień(?) i już płynęli. Uwagę zwracała działająca maszyna. Roztaczała wokół siebie i wokół statku dużą, kulistą barierę. Wampir przez chwilę patrzył na nią w niemym podziwie. Przynajmniej ta część zadania się udała.
Lucas Paladin:
Lucas w całym tym zamieszaniu zniknął gdzieś w tłumie i odpoczywał. ÂŻałował, że uniknął teraz jakiś rozmów z Patty, ale z drugiej strony, na wszystko można sobie zapracować, kiedy przyjdzie na to odpowiednia chwila. Teraz musiał się skupić wyraźnie na zadaniu. Artefakt zadziałał, należało więc wypłynąć w morze, aby dokończyć misję. Ekipa była zdolna, silna, mogła podołać najtrudniejszemu nawet zadaniu. Rycerz był gotów nawet ponieść śmierć w słusznej sprawie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej