Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Patty:
Podeszłam do kolejnego elfa, zastanawiając się przy okazji, co jest w tej rasie, że tak chętnie pchają się pod wraże kule, i podniosłam Malavona telekinezą, by przetransportować go do Elronda. Z uszkodzonym biodrem nie wyglądał na kogoś, kto dotrze tam o własnych siłach.
Melkior Tacticus:
- Dzięki Elrondzie. Masz tu 200 grzywien. Melkor odliczył 200 srebrnych krążków z mieszka i przesypał do jakiejś czystej szmatki podając ją Edziowi.
292 grzywny zostają
Elrond Ñoldor:
- Dziekuję - odpowiedział Melkiorowi. Następnie pokręcił głowa widząc kolejnych elfów.
- Najpierw Malavon, jest bardziej ranny. Traci krew. Jak możesz Salazarze, to dalej powstrzymuj krwawienie Nathaniela - powiedział i położył się obok Malavona. Wsadził ścierkę między swoje zęby i dotknął dłonią ciała elfa obok. Pierwsze co zrobił to przy pomocy telekinezy zlokalizował i wyciągnął pocisk. Następnie wysłał impuls magiczny ze swojego ciała do długouchego. Połączył jasnymi nićmi oba ciała. Elrond ponownie zlokalizował obrażenia. Były rzeczywiście paskudne i zagrażały życiu. Zaczął pobierać własne tkanki i podmieniał je z tkankami Malavona. Skrzywił się z bólu, druga ręka powędrowała do biodra. Ucisk i tak nic nie dał, ból straszny zawładną jego ciałem. Pot spływałby po jego ciele gdyby stał. Teraz się w nim kąpał. Odbudował kości, stawy podczepione do nich. Później wszystkie żyły i mięśnie. Na sam koniec zregenerował skurę.
W tym samym czasie, niczym w odbiciu na ciele Elronda pojawiały się identyczne obrażenia jakie miał elf. Odetchnął z ulga. Trochę się przyzwyczaił. A może nagiął swoją magię do stworzenia zapory chroniącej przed bólem? Nie wiedział, nie słyszał jeszcze o tym. Niemniej jednak jego ciało regenerowało się. Magia odbudowała jego pokruszone biodro, tkanki i mięśnie wokół niego, a na sam koniec skórę.
- Przydało by mi się jakieś krzesło. Jakby ktoś byłby na tyle miły i mi je poszukał. Było by łatwiej leczyć - mówił wstając.
Melkior Tacticus:
- Krzesło? Gdyby nie to że karczma płonie to bym ci przyniósł.
Anette Du'Monteau:
Do uzdrowiciela zbliżyła się Anette. Jej ręka nie wyglądała za przyjemnie po dostaniu odłamkiem magmowego granatu. Oparzenia wydawały się dość poważne, choć już nie wiele czuła.
-Jak sądzisz magu, warto tym się zająć czy ten długouchy poważniejszy? W sumie i tak już bólu tak bardzo nie czuje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej