Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle

<< < (18/149) > >>

Anette Du'Monteau:
-Z samej ich siedziby dałoby się coś uszczknąć. A o mnie się nie martw ÂŁuseczko. - odpowiedziała Salazarowi. Wtedy zbliżył się do nich elfi jegomość. Dziewczyna rzecz jasna nie była w stanie zbytnio ocenić jego wieku, lecz wyglądał na młodego. -Mam przez to rozumieć, że często nachodzisz nieznajome ci kobiety? - spytała śmiejąc się. -Nazywam się Anette.

Funeris Venatio:
Kompania bawiła się w najlepsze. Cała sytuacja była wręcz przerysowana z klasycznego dworu królewskiego, bądź książęcego. Baronowie, hrabiowie, pomniejsza szlachta, piękne panny, tajemniczy jegomoście, rycerze w lśniących zbrojach, kilku przypadkowych towarzyszy - brakowało tylko trefnisia, który by wszystkich zabawiał swoimi gagami i raczej średnimi żartami. A nie, zreflektował się Poeta, błaznów było co najmniej dwóch, w tym jeden kiepski w swoim fachu. W takim razie rodzina w komplecie.
Nawet grupki i tematy rozmów rozwinęły się niczym na wystawnym balu, zorganizowanych bez większego powodu - ot, popić, podupczyć, wszystko wyrzygać i wbić komuś sztylet w plecy, opcjonalnie w oko. Każdy lustrował każdego, nawet jeżeli potencjalnie zabawiał, czy zagadywał do kogoś innego. Zebrało się ich tylu, że dziwnym by było, gdyby wszyscy w głębi duszy odnosili się do siebie w dobroci.
Rycerz naliczył kilku braci zakonnych - siebie, piękną Patty, Lucasa, Gorna i Melkiora. Do tego dwójkę niedawnych towarzyszy niedoli - hrabiego Aragorna i hrabiego Devristusa, elfiego maga. Znalazł się tam też niejaki Nathaniel, podobno pociotek, czy inny daleki kuzyn krasnoluda Kharima, którego poje... któremu nie wytrzymała psychika i skoczył z muru. Plus jeszcze kilka postaci, niektórzy z tak zwanego Mrocznego Paktu, inni w ogóle mu nie znani.

Nawaar:
Elf schylił głowę ku ziemi i zaczerwienił się. Widocznie był bardzo nie śmiały, czy coś. - Nie oczywiście, że nie Anette, tylko z całego towarzystwa tutaj znam jedynie Salazara no i Ciebie poznałem, przed chwilą. Uśmiechnął się z pod płaszcza.

Anette Du'Monteau:
-Oj uwierz mi, że mnie nie znasz jeszcze. - rzekła i znów obdarowała elfa uśmiechem. -Salazar ma pewną łatwość w otwieraniu sobie dróg do znajomości. Ty jednak mówisz iż nie masz wielu znajomych. Czyżbyś nie przyłączył się do żadnej z organizacji, których reprezentację tutaj widać?

Nawaar:
- Chciałem rzecz, że dopiero poznałem twoje imię. Elf również się uśmiechnął i ściągnął kaptur płaszcza. Teraz, można było dojrzeć twarz elfa, kolor oczu jak i włosów. - Nie. Widocznie żadna z tutejszych organizacji nie spełnia moich oczekiwań. Powiedział prawdę, więc nie musiał się hamować.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej