Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle
TheMo:
Po wyjściu z niebezpiecznego terenu wypuścił powietrze i wziął głęboki oddech. Co prawda, powietrze nie było tak świeże, jak na powierzchni ale nie było już trujące. Poprawił uchwyt, gdyż poprzednio złapał na szybko i utrzymując równe tempo z towarzyszami szedł korytarzem.
-No panowie, to nam się udało. Mam nadzieję, że dostaniemy jakąś nagrodę. A jeśli nie, to i tak zostało mi trochę rumu od tego orka.
Rzekł po uspokojeniu oddechu. Nie wypiął jakoś piersi ani nie uniósł głowy w triumfalnym geście. Po prostu szedł trzymając jakieś ustrojstwo. Na tle groźnego wampira i dumnych rycerzy w swoich zbrojach wyglądał jak jakiś sługus przydupas. Ale nie przejmował się tym i szedł dalej robiąc to, co musi.
Dragosani:
- Ale dobrze by było, gdyby jakiś mag uniósł to psioniką, czy czymś tam. Ciężkie cholerstwo i nie ma gdzie dobrze złapać - doradził Drago, który wolałby już nie taszczyć artefaktu przez cały chram.
Nawaar:
- To ruszamy na powierzchnię i dobrze. Uśmiechnął się elf i odpowiedział Salazarowi. - Masz rację. Z resztą takie kłótnie są bezsensu. Rzekłszy to zakończył temat walki.
Lucas Paladin:
Miejmy nadzieję, że żadne paskudy nas tutaj jeszcze nie czekają. Lucas wiedział, że to było zbyt proste. Chram był pełen niebezpieczeństw i groźnych poczwar. Spodziewał się co najmniej kolejnego szwadronu szkieletów Draconów albo innych ciekawych poczwar, które planują sobie kolację. Cóż, czas pokaże.
Hagmar:
- Taa, to wy jesteście tu od noszenia. My od wyglądania na inteligentnych i wiedzących co robią. Drago, mam nadzieję że nic nie nacisnąłeś bo mnie mrowi w ogonie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej