Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle
Thor ibn Odyn Grom:
Thor podszedł do krypty wyciągnął runę i wypowiedział inkantację-Heshar- Fala płomieni wyleciała z jego rąk i spaliła kilka kostek draconów (2). Po wszystkim uciekł na 10 m
18/20
Mogul:
Ork z bezpiecznej odległości skupił demoniczny gniew i cisnął wiązką błyskawic w stronę jednego z szkieletów. Wcześniej upewnił się, że żaden jego towarzysz nie ucierpi.
17/20
Funeris Venatio:
Ależ ciotka Aragorna schudła w ciągu ostatnich kilku wieków... Sprawa naprawdę zastanawiająca, taka lekko zawieszona w czasie, przeciągnięta. Nawet ta myśl, która przeszła przez uzwojenie Poety wydała się taka niedokończona. Krypta była spora, miała kilka pomieszczeń, korytarzy i w ogóle była fajna i w sam raz do zwiedzania. Po drodze pewnie mieli napotkać sporo tych szkieletów, całą chmarę, rzeszę wręcz! Ogrom, mrowie, hordy, tłum, zastępy, legiony! Znaczy się dwudziestu, jak spodziewał się rycerz.
Pierwsze dwa już padły uderzone przez płomienie Thora. Szybko, sprawnie, bez kłopotów. Podszedł, wyciągnął runę, powiedział słowo i uciekł w pizdu. A może by nauczyć się tego stylu walki? Kilka elementów poznawał, zwłaszcza ten ostatnio o uciekaniu. Odwrót francuski, tak to się nazywało? Chyba jakoś tak. Nawet takie żarty były: sprzedam miecz, nieużywany, raz rzucony o ziemię.
Kompania, a raczej kilka person z kompanii, poruszała się do przodu, brnąc przez kryptę. Marszałek wszedł do jednego z pomieszczeń na uboczu, by sprawdzić wnętrze. Wnętrze było ładne, białe, z jakimś sarkofagiem wepchniętym w ścianę. Tak, wepchniętym, to dobre określenie. Gdy Poeta podszedł do tej strony komnatki, z drugiej zmaterializował się kościotrup dracona. Rycerz naciął się na tym, że nie zobaczył go od razu, po prostu zlał się z otoczeniem. Kości białe, ściany białe, a światła aż tak dużo nie było, żeby dostrzec każdy jeden szczegół. Zakonnik obrócił się dopiero, gdy bestia zaczęła kumulować energię magiczną do zionięcia. Zrobiło się minimalnie cieplej i jakby jaśniej, więc człowiek obrócił się i w tym samym momencie runął jak długi, wybijając się nogami w bok. Rąbnął o ścianę, ale za to się nie poparzył. Ogień nie wydawał się tak śmiercionośny jak u normalnego smoka, czy nawet dracona, ale zawsze to niebezpieczne gorąco. Szkielet poruszył się i postąpił kilka kroków na przód. Nie było lepszego katalizatora do podniesienia się jak widok lezącej bestii, która chce Cię bezmyślnie zabić. Funeris postąpił kilka kroków w lewo, by zdobyć nieco przestrzeni. Dracon cały czas szedł do przodu. Rozpostarł swoje kościane skrzydła, na końcu których pojawił się ostry jak brzytwa gnat, którym pewnie zabił nie jednego nieostrożnego przeciwnika. Szybki atak tą kością został przyjęty na tarczę z mosiądzu, która zadudniła potwornie, niosąc okropne echo wśród krypt i kryptuniek. Jeszcze ktoś się mógł przestraszyć. Poeta wywinął się z ataku szponami, postępując krok do przodu, blokując prawą łapę stwora między tarczą a nim samym. Znalazł się na krótki moment z boku, więc bez patrzenia ciął Neltharionem po kościach miednicy. Poznaczył je mocno, lecz nie rozsypał konstrukcji dracońskiej. Stwór szybko obrócił się i znowu zaatakował. Tym razem chciał się wgryźć w głowę rycerza, ale skrobnął tylko o jego hełm, który wytrzymał to bez najmniejszego problemu. Rycerz postanowił przejąć inicjatywę i naparł do przodu. Zbijał ataki dracona mieczem i tarczą, by wreszcie przyszpilić go do ściany. Połamał kość lewego przedramienia ciosem miecza, lecz zaraz musiał się zastawić tarczą przed kolejnym atakiem zdradzieckim kolcem na końcu skrzydła. Nie czekając ani chwili dłużej ciął kilka razy w szczękę bestii, odłamując spore kawałki kości. Wykonał jeden zgrabny unik, krok w prawo, potem w lewo, znowu ciął przez łeb. Szkielet nie poprzestawał w atakach, lecz Neltharion znalazł swoją drogę ku celowi i mocnym ciosem rozłupał mu czaszkę w drobne kawałki. Dracon jakby się zamyślił, wierzgnął i rozpadł na stertę kości. Funeris kopnął tę kupkę białych gnatów i wrzasnął do tyłu:
- Trzeba to to spalić, jak już się rozpadło?
16x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Szkielet_dracona
Dragosani:
Gdy drużyna weszła do krypty pewnym niemalże było, iż coś ich zaatakuje. Krypta pełna dawno umarłych istot, głęboko w dracońskim chramie znajdującym się pod stolicą królestwa osadzonego na wyspie pełnej magii i tajemnic? Po prostu musiała kryć krwiożercze potwory. Nie było innej opcji. Fakt, nieumarłe szkielety może nie były typowo "krwiożercze", ale mordować niewinnych chciały. I tych mniej niewinnych też. Było to zachowanie oburzające, ale nie było na to rady. Tylko miecz i magia.
Widząc nieumarłych Drago wyciągnął miecz z pochwy. Szybko rozejrzał się po krypcie. Badał teren spoglądając w świat astralny dzięki swej demonicznej naturze. Nie chciał zostać zaskoczony przez jakiegoś ducha, czy inną zjawę, która ukrywałaby się pod osłoną niewidzialności. Przegląd przerwał jeden z nieumarłych draconów, który zaczął zbliżać się do Draga. Wampir odszedł nieco w bok, aby w walce nie wpaść przypadkowo na kogoś z drużyny. I wtedy szkielet zaatakował. Otworzył pysk i wyciągając łeb w stronę wampira zionął ogniem. Drago uskoczył w bok, unikając płomieni. Dracon natychmiast po tym ruszył do ataku. Zbliżył się szybko.do wampira i zaatakował przy użyciu tegi co zostało mu ze skrzydeł. Ostry szpikulec pomknął ku piersi Draga. Ten jednak był szybszy. Wykonał zwinny unik, dzięki czemu nie został przebity przez kości dracona. Zaatakował natychmiast po uniku. Błyskawicznym ciosem ciął w skrzydło dracona. Czarne ostrze bez problemów zniszczyło stare kości, pozbawiając nieumarłego jednej z "broni". Dracon zrewanżował się machnięciem łapą z pazurami, które miały na celu zranić wampira. I tym razem okazał się on szybszy. Uniknął ciosu i zadał własny. Ciął mieczem w łapę dracona. Chciał nieco ułatwić sobie dostęp do jego czaszki, aby nic mu nie majtało po drodze. Kończyna oczywiście nie oparła się ostrzu miecza. Wtedy Drago ponownie zaatakował, nawet nie dając nieumarłemu czasu na kontratak. Trzasnął mieczem w jedną z nóg stwora, rozcinając ją. Potwór przewrócił się niezgrabnie. Wampir szybko.wykorzystał sytuację i ciął w kościaty kark nieumarłego, chcąc pozbawić go życiodajnej czaszki. Pierwsze uderzenie nie zdołało całkiem pozbawić go głowy. Dracon próbował jeszcze wstać. Drugie jednak oddzieliło czaszkę od korpusu. Pozbawione życia kości znieruchomiały, opadając z wcześniejszej nieporadnej próby podźwignięcia się. Wampir dla czystej satysfakcji nadepnął jeszcze na oddzieloną od tułowia czaszkę dracona i mocno zgniatając ją w ziemię butem, zmiażdżył ją. Chwycił pewniej miecz i wykonując piruet wycofał się w tył, aby nie narazić się na niespodziewne ataki innych draconów.
15x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Szkielet_dracona
Mogul:
Ork ponownie skupił gniew i zbliżył odległość dzielącą ich od przeciwników. Gdy już był dostatecznie blisko wyciągnął do prawej ręki wardynę i doskoczył do szkieletu tworząc na swojej kończynie mocy pioruny. Uderzył nią w głowę najbliższego Dracona w czaszkę, która została doszczętnie rozwalona. Unikając ciosu skrzydłem kolejnego przeciwnika ork wyciągnął do demonicznej ręki srebrny bułat. Mając w obu rękach broń ork zaczął swój taniec. Wykonując pół piruet odsunął się od kolejnego skrzydła przeciwnika i ciął obiema brońmi w różnych przeciwników. Wycelował w czaszki, bowiem był to jedyne wrażliwe miejsce umarlaków. Tym sposobem pozbył się dwóch kolejnych. Kolejne bestie były dalej w ofensywie, także ork musiał odskoczyć kawałek omijając w ten sposób pchnięcie skrzydłem.
12x Szkielet Dracona
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej