Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle
Lucas Paladin:
- W takim razie, chyba muszę Ci podziękować za uratowanie mi tyłka? - Lucas uśmiechnął się do Poety. - Chodź, czekają nas następne przygpdy.
Funeris Venatio:
- Czego się nie robi dla przyjaciół. - Siedział jeszcze chwilę, nie ruszając się z miejsca. Walka z wampirami nie trwała długo, lecz była trochę wyczerpująca, zważywszy na zwinność przeciwników, którzy sprawiali wielkie problemy świeżo upieczonemu rycerzowi. Funeris nie był jakoś specjalnie dobrze wyszkolony technicznie, ale nadrabiał sporo zaangażowaniem i sprawnym umysłem, który potrafił zdziałać cuda nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, potencjalne śmiertelnie niebezpiecznych. Przed przekroczeniem dracońskiego portalu do Valfden, Poeta nie musiał co chwila przedzierać się przez zastępy różnych bestii, czy bandytów. Fakt, zaciągnął się raz jako najemnik u jakiegoś panicza, który chciał mieć własną armię, ale kilka miesięcy na głodowym żołdzie spędzone na jakimś zadupiu nie czyniły z nikogo świetnego wojownika. Człowiek dopiero oswajał się z nową rolą.
- Pomóż mi wstać, bracie - powiedział, wyciągając rękę w stronę Lucasa, który jeszcze stał przy nim.
Lucas Paladin:
Lucas się nie wahał i wyciągnął rękę, aby pomóc bratu wstać. Chwycił mocno i pociągnął Poetę do siebie. Przyjrzał mu się dokładnie jeszcze raz. Wyglądał na kogoś, kto nie jedno w życiu przeszedł. Wyraz twarzy wyraźnie dawał Lucasowi do zrozumienia, że przed sobą człowieka doświadczonego, a jednak żółtodzioba w pewnym sensie. Funeris dopiero co oswajał się z rycerskim powołaniem, ale nie brakowało mu wiary, nadziei, zaangażowania. Czuł, że jest z tych, którzy twardo i uparcie dążą do realizacji postawionych sobie celów. I takich ludzi doceniał.
Funeris Venatio:
Funeris potrząsnął głową, jakby odganiał jakąś natrętną muchę i strzepał brud z napierśnika. Przeciągnął się leniwie i podniósł Nelthariona, którego zostawił przy sobie na ziemi. Oparł go sobie o bark, wzdłuż ramienia, i ruszył do przodu, do wejścia.
- Chodźmy zatem. Nie ma co mitrężyć czasu. - Rozejrzał się jednak i wypatrzył wreszcie osobę, której szukał. Stała kilkanaście metrów dalej, zajmując się sobą. - Idź lepiej do Patty. Ja sobie poradzę - powiedział, poklepując Lucasa po ramieniu. Uśmiechnął się życzliwie i dołączył do towarzyszy przy wejściu do chramu.
Melkior Tacticus:
- Niezły z ciebie szermierz bracie. Położyć wampira za pierwszym razem to nie byle co. Pochwalił Funerisa człapiąc obok.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej