Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle

<< < (67/149) > >>

Dragosani:
Gdy weszli do nieco większej sali niemal natychmiast rozgorzała walka. Natrafili na kolejną grupę wampirów. Co ciekawe te pożywiły się właśnie na bandytach. Miło, gdy wrogowie nawzajem się zabijają. Grota do której trafili była spora, więc Drago mógł wykorzystać skoczne możliwości jakie dawała mu mutacja. Wybrał sobie jednego z wampirów, który chyba i jego upatrzył sobie. Pewnie chciał pokonać wrogiego wampira i się na nim pożywić, czy coś. Drago wyciągnął miecz i skoczył ku przeciwnikowi. Długim skokiem pokonał dzielącą ich odległość, jakieś dziesięć metrów. I rozpoczęła się wymiana ciosów. Wrogi wampir zaatakował szybkim cięciem, które Drago zablokował. Odtrącił miecz przeciwnika. Musiał się uchylić przed pchnięciem sztyletu, co tez uczynił. Wykorzystując moment, gdy wampir był jeszcze z pozycji pchnięcia, Drago trzasnął wampira w bok głowy głowica miecza. To zamroczyło przeciwnika i dało Bestii czas do kolejnego ataku. Czarne ostrze przeszyło powietrze w potężnym cięciu. Trafiło w ramię wampira, bez problemu je odcinając. Drago jednak nie przerywał ataku. Tym razem pchnął, celując w głowę. Klinga miecza wbiła się w czaszkę wampira i wyszła z drugiej strony. Mózg krwiopijcy został zmasakrowany. Drago szarnał mieczem w górę, jeszcze bardziej rozrywając czaszkę i niszcząc mieszczący się w niej organ. Wrogi wampir padł martwy na ziemię.
7x wampir

Izabell Ravlet:
Mauren sięgnął tym razem po miecz srebrny. Szara ruda też by się nadała, ale po co komplikować sobie zadanie? Część banitów już padła, toteż Darlenit mógł dość śmiało ruszyć na wroga. Uniósł klingę, wskazując nią w najbliższego z przeciwników. Ten syknął niczym dzikie zwierzę, pokazując kły. Zaraz po tym wyskoczył, próbując powalić maurena, lecz ten był świadom wampirzych możliwości. Szybki odskok w bok okazał się wystarczający. Drapieżnik wsparł się na rękach, próbując wstać po nie najlepszym lądowaniu, ale Darlenit zadziałał błyskawicznie. Po piruecie, z impetem ciął poziomo po odsłoniętej szyi przeklętego. Przeciwnik padł, a były mag, poprawiając jeszcze ranę, upewnił się, że już nie wstanie.

// 6x wampir banita

Funeris Venatio:
Jebane, kurewskie wampiry... Spieprzać, dziady.
Poecie przez myśl przeszło kilka słów, których nigdy by w żadnym poemacie nie umieścił, gdyby takowe pisywał. Nie pisywał jednak, więc nie musiał się martwić.
Coś go kopnęło w bok, przeleciał kawałek i wylądował na posadzce. Uderzenie w tarczę odebrało mu na krótką chwilę dech i przymroczyło. Gdy po ułamku sekundy wiedział, co się wokół niego dzieje, widział zmierzający w kierunku jego oczu sztylet. Szybko wychylił głowę i ostrze trafiło w kamień, krzesząc iskry. Następny cios, jeszcze jeden. Fuenris turlał się po posadzce, wybijając się wreszcie na nogi. Od razu dostał następny cios, który z najwyższym trudem zbił na bok. Finta, którą został uraczony, była pierwszej klasy. Tylko jakości napierśnika zawdzięczał to, że miecz nie przebił go na wylot. Klinga wampira ześlizgnęła się na kirysie i poszybowała w bok. Krwiopijca szybko cofnął rękę i... stracił ją. Rycerz wywinął rękę z mieczem spoza zasięgu ciosu i łupnął czarnym brzeszczotem w ramię wampira. Osłona jego przedramienia poddała się cicho i opadła pod nogi. Oponent wycofał się, lecz stracił drugą rękę. Nie miał wielkich szans na wygraną i właśnie to sobie uświadomił. Ta chwila uświadamiania sobie porażki kosztowała go głowę, która potoczyła się kawałek dalej. Ciało stało jeszcze przez chwilę w pozycji pionowej, nie ruszając się ani o centymetr w żadną stronę.

5x wampir

Canis:
Jaszczur sięgnął po swój sztylet i doskoczył do wrogów z szaleńczą wizją ataku. Wizję przerwał pędzący wprost na niego wampir ze sztyletem w łapie. Jaszczur widział iż przeciwnie jest mniej obeznany z ta bronią więc jaszczur podjął się tematu walki. Wąpierz ciął bez opamiętania sztyletem po skosie, jaszczur wykonywał uniki odchylając swe ciało do tyłu i wykonując kolejne kroki w tył. Jaszczur zaczął zauważać sekwencje ciosów wykonywanych przez wampira, które cyklicznie powtarzały się. jaszczur wyciągnął sztylet i ramię blokując lecące z ostrzem przedramię na swoim ramieniu jednocześnie wyprowadzając drugą ręką prosty cios po skosie w gardło przeciwnika. Wyciągnął ostrze, a przeciwnik tryskając krwią padł an kolana tracąc krew. jaszczur chwycił go za włosy i podciągnął głowę do góry, po czym sztyletem podciął całe gardło zalewając posadzkę wąpierzą krwią.

4x wampir

Elrond Ñoldor:
Elrond ruszył do ataku. Niczym pewien wojownik, który przez swoją głupotę stracił głowę, machał kosturem wokół swojego ciała zbliżając się niebezpiecznie szybko do jednego z wampirów. Ten zaatakował próbując wbić miecz i sztylet w maga, jednak piruet i wystawiona bron czarodzieja skutecznie udaremniła atak. Bronie uderzyły w siebie wprowadzając lekki chaos.
Elrond nagle się zatrzymał rzucił swoim ciałem wystawiając ostry koniec kostura w kierunku twarzy Wampira. Ten był jednak czujny, krzyżując bronie wyprowadził atak człowieka w powietrze. Dosłownie nad głową krwiopijcy. Szybko ukląkł na kolano lekko pochylajac sie do przodu i już by dźgnął Elronda w brzuch, gdyby ten nie wykorzystał długości swojej broni, nie zakręcił jej nadgarstkiem i nie przywalił w twarz grubszym końcem.
Wampir poleciał na plecy. Elrond był już przy nim. Tym razem nieśmiertelny nie potrafił się ochronić i kostur wbił mu się w samo serce. Były Arcymag wyciągnął broń z ciała przeciwnika i wbił znowu w niego swoją broń. Tym razem przebił gardło. Trzecim uderzeniem zmasakrował mu mozg przez oczodół.
-  Izipash ipush! - piorun kulisty zmaterializował się w chwilę nad jego dłonią. Cisnął trzeszczącą kulą iskier w tors prawie martwego nietoperka. Od razu zajął się ogniem.

3x Wampir banita

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej