Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle

<< < (51/149) > >>

Patty:
- Anosh! Grashiz! - wyszeptałam inkantacje i przeszedł mnie dreszcz, gdy energia magiczna wniknęła w moje ciało. Sięgnęłam po rękojeść miecza i zacisnęłam na niej palce, powoli dobywając broń zza pleców. Skupiłam się na punkcie za jednym z podżegaczy i przemieściłam się tam. Miałam czasem świadomość, że nadużywam tej umiejętności, ale dawała mi naprawdę niezwykłe możliwości i grzechem byłoby z tego nie korzystać, w zamian wystawiając się na wraże kule. Szybkim sztychem przebiłam pierwszego podżegacza, czarne ostrze wynurzyło się z jego klatki piersiowej, w zasadzie już trup upuścił pistolety i padł na ziemię. Cofnęłam się z zamiarem wyszarpnięcia broni i dostrzegłam, że jeden właśnie miał zamiar wypalić ze swoich broni. Błyskawicznie przypadłam do ziemi, unikając ataku i podniosłam się momentalnie, sięgając po jeden ze sztyletów. Cisnęłam nim we wroga, znajdowałam się blisko niego, trafiłam prosto w gardło. Wyszarpnęłam miecz z ciała pokonanego wroga i doskoczyłam do kolejnego podżegacza, który właśnie miał zamiar wystrzelić w jednego z moich towarzyszy. Z półpiruetu odrąbałam mu łeb, głowa oderwała się od ciała, jak gdyby prawa fizyki jej nie dotyczyły i zostawiając za sobą ślad krwi upadła na ziemię. Nie tracąc czasu, zaatakowałam kolejnego, który właśnie brał mnie na cel, uskoczyłam w bok na chwilę przed wystrzałem i gładkim cięciem rozrąbałam jego klatkę piersiową, poprawiłam znad głowy, prosto w obojczyk. Brzeszczot z łatwością wgryzł się w ciało wroga, niemal pozbawiając go życia. Nie tracąc czasu na wyciąganie broni uniosłam dłonie i wykrzyknęłam - Heshar! - posyłając podmuch ognia w kolejnego przeciwnika, który właśnie się na mnie przymierzał. Nie sądził, widać, że z odległości pięciu metrów uda mi się go zdjąć. Ryczący podmuch ognia dopadł go i ogarnął całe jego ciało płomieniami. Już po krótkiej chwili dopadł mnie swąd palonego mięsa. Ja w tym czasie nie traciłam czasu, dostrzegłam kolejnego podżegacza i wyszeptałam - Izeshar! generując w dłoniach obłok czystej, życiodajnej energii, którą posłałam prosto w jego pierś. Widać wola życia zawarta w pocisku była tak silna, że bandyta nie mógł jej się oprzeć. Kula z łatwością przeżarła skórzany pancerz i dotarła do najważniejszych organów, błyskawicznie pozbawiając go życia. W tym czasie dopadłam kolejnego podżegacza, doskoczyłam do niego z boku, gdy wznosił pistolety do wystrzału. Straszliwym, górnym cięciem odrąbałam mu obie dłonie. Widząc tryskające krwią kikuty człowiek wrzasnął, a wtedy przyłożyłam mu miecz do gardła i jednym, oszczędnym cięciem poderżnęłam je.

0x podżegacz
14x bandyta

Użyte umiejętności: ÂŁaska siły, łaska mocy, przemieszczenie, podmuch ognia, pocisk esencji

Mogul:
Ork ziewnął.

Dragosani:
Widząc wroga, Drago bez ociągania się ruszył do ataku. Cieszyło go, że spotkali bandytów w nieco większej sali, zamiast w korytarzu. Więcej miejsca do działania. Tym razem wampir nie skakał. Nie musiał, bandyci z bronią palną zginęli dość szybko dzięki Patty i innym. Ruszył przed siebie, już w biegu szykując się do użycia magii. Tym razem nie demonicznej, lecz tej z dziedziny umysłu. Zbliżając się do jednego z bandytów, wyciągnął przed siebie dłoń.
- Aenye! - krzyknął. W dłoni wampira błysnął promień jasnego światłą, który pomknął ku twarzy bandyty. Błysk oślepił człowieka. Wampir wtedy użył drugiego rodzaju magii. Skupił w demonicznej ręce moc i wyzwolił ją w formie piorunów. Jednak nie strzelił nimi jak poprzednio, tylko owinął nimi pięść. Dzięki temu jego cios były znacznie bardziej niszczycielskie. Zbliżył się do oślepionego człowieka i trzasnął go pięścią w pierś. Siłą ciosu rozerwała pancerz człowieka. Pięść wampira dosłownie zmiażdżyła kości, zmasakrowała narządy wewnętrzne człowieka. Bandyta był martw zanim upadł na ziemię. Wtedy wampir wyrwał z pochwy miecz. Sparował nim cios kolejnego bandyty, odskoczył aby uniknąć pchnięcia sztyletem i zadał własne uderzenie. Czarne ostrze rozcięło pierś zbira, zabijając go niemalże od razu. Bandyta skonał padając na ziemię. Wampir ruszył dalej.
0x podżegacz
12x bandyta

Izabell Ravlet:
Gdy tylko strzelcy padli, Darlenit również ruszył do boju. Mocno chwycił rękojeść i szybkim krokiem zbliżył się do najbliższego bandyty. Ciął szybko, od dołu, jednak to byłoby zbyt proste. Przeciwnik nieporadnie zablokował, lecz wytrąciło go to z równowagi, w przeciwieństwie do maurena, który przewidział taką kolej rzeczy. Poderwał ostrze ponownie w górę, tnąc niemal tak samo, jak poprzednio, lecz tego bandyta nie zdążył uniknąć. Miecz z szarej rudy wdarł się w klatkę piersiową. Były mag kopnięciem odrzucił truchło. Szybkim piruetem zbliżył się do kolejnej ofiary. Dzięki zaskoczeniu, impetowi i niespodziewanemu kątowi, bez żadnych oporów miecz odciął ludzką nogę. Bandyta wrzasnął, ale było już za późno. Jego miecz wypadł mu z ręki, a on sam padł na ziemię. Próbował dobyć jeszcze sztyletu, ale Darlenit, jakby od niechcenia rozrył mu szyję krótkim cięciem.

10x bandyta
0x podżegacz

Funeris Venatio:
Przeciwnicy padali jak muchy. Dosłownie i w przenośni. Funeris nadal trzymał się prawej strony sali, gdzie czyścił przestrzeń przed sobą. W pewnej chwili dostrzegł Patty, która przemieściła się kilka metrów do przodu dzięki zaklęciu, którego uczą w Bractwie. Ciekaw był czego będzie w stanie dokonać, gdy sam nauczy się takiej sztuczki.
Dexter, finta. Kolejny bandyta okazał się niezwykle twardy, zważywszy na jego znajomków. Skrzętnie blokował i parował ciosy zadawane czarnym ostrzem, lecz nie mogło to trwać w nieskończoność. Musiałby przebić się, przejąć inicjatywę, sam zaatakować. Nie miał jednak na to szans, rycerz nie dawał mu chwili wytchnienia. Markował ciosy, atakował w inne miejsca. Pchał, ciął, rąbał. Zdobył kilka metrów terenu przy cofającym się ciągle przeciwniku. Wreszcie wytrącił mu miecz, który ten trzymał w prawej ręce. Bandyta zdążył sięgnąć po długi nóż, lecz niemalże w tym samym momencie stracił drugą rękę. Kikut, który kończył się w połowie przedramienia, krwawił straszliwie. Bandzior musiał być w poważnym szoku, bo nawet się specjalnie nie przejął utratą kończyny. Wydawało mu się chyba nawet, że ciągle ją ma, może operować, bo chciał pchnąć sztyletem, który oplatały zaciśnięte na nim palce. Palce, które leżały na ziemi razem z resztą dłoni. Druga ręka poddała się chwilę potem, bandyta dostał cios w biceps, który sprawił mu drugi krwawy kikut. Zbir jednak miał niesamowitą chwilową odporność na zadawane mu ciosy, bo ruszył biegiem przed siebie, na rycerza. Odbił się jednak od tarczy i przewrócił na swój własny sztylet, który walał się pod nogami. Funeris wbił zdezorientowanemu przeciwnikowi miecz w kręgosłup, unieruchamiając go wreszcie.

9x bandyta

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej