Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle
Thor ibn Odyn Grom:
Młody Mauren ruszył w końcu do walki. Podbiegł do przeciwników na około 4 metry, po czym szybko odłożył kostur i wyciągnął runę przed siebie, wypowiadając równocześnie inkantację:
-Heshar
Fala płomieni poleciała prosto w jednego z bandytów zamieniając go w popiół i raniąc lekko następnego. Wkładając runę za pas, Thor podniósł kostur z ziemi i podbiegł do ranionego bandyty, by zaraz potem uderzyć go kosturem w głowę, przewracając go tym samym na ziemię. Pod koniec uderzył z całych sił w czaszkę bandyty kończąc jego żywot. Po skończonej robocie, Thor odskoczył na około metr i pobiegł jeszcze trochę dalej, by nikt go nie atakował.
//Bandytów powiedzmy, że obrałem trochę bardziej oddalonych
4/16 Bandyta
Patty:
- Grashiz! - wyszeptałam formułę łaski siły i poczułam, jak magia wnika w moje ciało, łącząc się z mięśniami i ścięgnami, nasycając je energią. Odetchnęłam głęboko, puls gwałtownie przyspieszył, krew zaszumiała im w skroniach, byłam już gotowa do walki. Do tego magia dziwnie reagowała z adrenaliną, sprawiając, że stawałam się żądna krwi. Zamaszyście dobyłam miecza i przemieściłam się za jednego z bandytów, uzbrojonego w dwa sztylety. Cięłam mocno, skręcając biodra, czarna klinga przerąbała go niemal wpół, kręgosłup i mięśnie nie stawiły niemal żadnego oporu mojej broni. W zasadzie martwy padł na ziemię, a ja warknęłam głucho i rzuciłam się na następnego przeciwnika, który właśnie atakował mnie sztyletami. Gładko uniknęłam ciosu i zawirowałam klingą, tnąc na skos, od prawej do lewej, z góry. Bandyta próbował zasłonić się swoimi nożykami, ale przeciw dłuższej i cięższej klindze nie mógł wiele zrobić. Przecięłam go gładko i ruszyłam dalej. Skoczyłam na kolejnego bandytę, zadając dwa szybkie cięcia, przez brzuch, by wypuścić wnętrzności, a potem po gardle, by szybciej zakończył swój żywot. Zabiłam już trzech, krew ściekała po brzeszczocie, ale nic sobie z tego nie robiłam, runęłam na następnego przeciwnika, jednocześnie przyciągając go do siebie telekinezą. Zdezorientowany bandyta nie mógł zrobić nic więcej niż patrzeć, jak długi miecz zatapia się w jego klatce piersiowej niemal po rękojeść. Ostatni bandyta właśnie padł.
0/16
TheMo:
Widząc inicjatywę towarzyszy, sam postanowił się dołączyć. Chwycił swój miecz oburącz i ruszył na bandytów z bronią białą. Korzystał z tego, że skupili się na wojownikach, którzy wbiegli między nich, oraz osłony magów i łuczników. Za cel obrał tego, który najbardziej oddalił się od swojej grupy, gdyż wtedy istniało najmniejsze ryzyko ciosu w plecy. Ciął po skosie. Bandyta prędzej spodziewał się pocisków lub strzał niźli szarżującego, słabo wyposażonego wojownika. Miecz bez trudu przeciął cienką zbroję bandyty. Na jego piersi pojawiła się rana. Nie była ona śmiertelna. Bardziej to rozzłościło przeciwnika, niż go zabolało. Zaczął atakować Themo. Themo parował jego ciosy i starał się wyczuć rytm ciała przeciwnika. Lecz ten uderzał bez ładu i składu nie korzystając z żadnych bardziej lub mniej zaawansowanych technik. Jego ciosy to były głownie poziome wymachy i pchnięcia. Lecz jego nawałnicę ciosów przerwał jeden z czarów.
0/16 bandyta
//Zanim skończyłem wszyscy padli, a szkoda mi kasować takiego posta.
Hagmar:
- A mogli się poddać. Czy wszyscy bandyci to debile atakujące ludzi ewidentnie lepiej uzbrojonych od nich?
Patty:
- Najwidoczniej - odparłam, ocierając twarz - Ale mi to nie przeszkadza, zawsze jakaś wprawka przed poważniejszą walką.
//Mam umiejętność upuszczanie krwi. Mogę ją od nich pobrać? Jeśli tak, to ile? - założywszy tutaj, że robię to w tej chwili.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej