Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ryk poruszający niebem i ziemią

<< < (5/15) > >>

Canis:
Salazar pożegnał się z wieśniakami i zaczął szarpać się z ciałem wilka oskórowanego, zatem surowe mięso było już na wierzchu. wkurzony wysiłkiem jaki musiał wkładać by wyrwać pałeczkę wkurzyło go i przekonało do użycia szabelki. Rozciął mięśnie i wyszarpnął udziec wilka, robił tak kolejno z pozostałymi odnóżami zdobywając razem 20 pałeczek. 10 wręczył kompanowi, pozostałe sam zaczął targać. Oboje weszli w las.

- słuszny plan. wywali się mięso pod drzewem, ale skorzystasz z innego drzewa, bardziej oddalonego. jeżeli musiał byś strzelać bezpośrednio pod siebie, było by to bardzo trudne... Cholera ale to mięsiwo cuchnie... że też zwierzęta na to lecą... Mówił jaszczur, gdy przemierzał pierwsze sfery lasu zmierzając głębiej i głębiej, nasłuchując dźwięków mających wskazywać na obecność jakichś osób trzecich...

Nawaar:
Elf wchodząc do lasu poczuł się jak w przysłowiowym niebie. Oddychał głęboko i wypuszczał powietrze, chociaż odór mięsa przeszkadzał mu niemiłosiernie to nie dawał znać tym, po sobie także napawał się widokiem drzew i krzewów, które nie dawno zakwitły. - To, to ja rozumiem. Nie ma to jak las w okresie wiosny. Wszytko budzi się do życia i można napawać się widokiem. Dla elfa każdy las i zakątek, lasu był inny mógł dostrzec różne zależności jakie panują tutaj, które dla zwykłego śmiertelnika wydawać by się mogły czymś normalnym na świecie. - Dobra poszukajmy jakiś większych drzew, a na samym środku zostawmy trochę tej cuchnącej padliny. Co, Ty na to?. Powiedział szeptem w stronę jaszczura, a następnie nasłuchiwał czy ktoś tędy nie zmierza.

Canis:
- A wy co tutaj nieboraki robicie? Polować się zachciało? To już się wam odechciało!

Słyszeliście wrzaski kłusowników i trablinów biegnących w waszą stronę z naprzeciwka. Właśnie weszliście na drobną polankę między większymi drzewami. Salazar rzucił mięsa na ziemię i odkorkował jeden flakon z krwią i czekając na pędzących wrogów rozlał 1 litr krwi na mięso, po czym odkorkował kolejną butelkę czekając na wrogów. Zamierzał bronić wdrapującego się na drzewa elfa...

3x Bandyta (w tym momencie kłusownik)
2x Trablin biegną z odległości 40 metrów...

Nawaar:
Elf ze swoją gracją wdrapał się na wysokie drzewo bez większych kłopotów, a mięso powiesił na jednej z większych gałęzi, kiedy to nagle wyleciało trzech złych kłusoli i dwie dziwne poczwary. Nathaniel usadowiwszy się na wyjątkowo grubej i mocnej gałęzi rozpoczął ostrzał na przeciwników. Dziecię Nalasa wyciągnęło kolejną strzałę z kołczanu jak również ściągnęło łuk z pleców. Strzała znalazła się już na cięciwie, która została mocno naciągnięta elf czekał, tylko na nadarzenie się okazji do oddania strzału. Wciągnął mocno do płuc leśne powietrze, które obdarzyło go jakby dodatkową energią jednocześnie przymrużył prawe oko jak to miał w zwyczaju i Nathaniel wystrzelił strzałę prosto w kłusownika. Strzała przerwała bezwietrzne powietrze i bezbłędnie trafiła i przebiła na wylot brzuch jednego z kłusowników uszkadzając, przy tym wątrobę i inne organy. Mężczyzna padł bez tchu na ziemię jego ofiary nawet nie spostrzegły skąd poleciał strzał. Teraz szybko wyciągnął następną żelazną strzałę, która umieścił na cięciwie i znów zaczął celować. Teraz chciał trafić w jednego z tych małych kreatur, które wyglądały dość strasznie. Nathaniel znów wziął głęboki oddech, przymrużył prawe oko i znów oddał strzał w stronę trablina. Strzała pomknęła z dużą prędkością trafiając tam gdzie chciał łucznik, a mianowicie w korpus kreatury przebijając lewe płuco. Trablin również padł na ziemię chwytając się strzały jednak na próżno. Potwór padł.

Pozostaje 30 strzał.

2x Bandyta (w tym momencie kłusownik)
1x Trablin biegną z odległości 40 metrów...

Canis:
Zadana rana w wątrobę trafiła, lecz nie przebiła ciała na wylot. opór, jaki stawiało ciało wewnątrz, czyli kolejno grube warstwy mięsiwa nie pozwalały na to by strzała przeszła na wylot. ponadto strzała wystrzelona nie zabiła kłusownika, gdyż raniąc samą wątrobę nie doprowadza się do śmierci, lecz ciężkiej rany krytycznej.

Kłusownik przewrócił się na ziemię i wyszarpnął strzale z ciała, po czym chciał wrócić do konduktu biegnącego, lecz głęboka rana krytyczna uniemożliwiała mu sprawne poruszanie się. Właściwie bez pomocy w powolnych męczarniach czekał na dobicie bądź samoistną śmierć.

//Wiem, ze masz dodatkowy finiszer, ale musisz racjonalne dla aktu zgonu ciosy opisywać jako śmiertelne. sama rana wątroby nie zabija nikogo od razu...

Salazar w tym czasie skupił swoją moc i korzystając z hemoglobinezy zaczął oddziaływać na cząsteczki krwi w otwartym flakonie. Naginając wiązania i zmuszając krew do wypłynięcia z flakonu, przemieścił nad swe dłonie dwie kule krwi jedna o objętości 200 ml a druga 300 ml. Proces trwał bardzo krótko. jaszczur zamknął swe piękne oczy i otwierając swą duszę czerpiąc garściami jej pokłady wypowiedział inkantację.
- Arashiz uruesh!

Energia magiczna pod wpływem zaklęcia przemieściła się do jednej kuli krwi łącząc się z nią. kula przybrała właściwy charakter dla struktury zaklęcia i przy pomocy psioniki Salazar cisnął w nadbiegającego bandytę kulą krwi z krwistego uderzenia. krew w pocisku przybrała charakter płonącej cieczy zdolnej wyparzyć wszystko, czego wytrzymałość wynosiła mniej niż 38 punktów. Krwiste uderzenie uderzyło w klatkę piersiową rozbryzgując się o nią. Zaklęcie opięło obszar o średnicy 25 centymetrów. W miejscu uderzenia koszula i skóra na ciele została wyparzona. w miejscu tym powstały długie rany krytyczne, z których zaczęła toczyć się krew. Przeciwnik padł an ziemię w agonii.

Następnie skupił się na drugiej kuli krwi i wypowiedział zaklęcie czerwonego gazu.
- Arashiz uruesh isash!

Energia magiczna pod wpływem formuły przemknęła do kuli krwi nadając jej właściwy charakter dla zaklęcia. Salazar przy pomocy hemoglobinezy dopomagał w podgrzewaniu kuli wewnątrz tworząc w niej krew w formie gazowej. Tak przygotowaną kulę cisnął w pędzącego drugiego bandytę. Kula poszybowała z zawrotną prędkością przy pomocy psioniki uderzając w ciało. nagle było bum, gdy kula pękła i ściskany ściankami kuli gaz rozbryzgł się na przestrzeń o promieniu 3 metrów. W wyniku oddziaływania gazu an ciało bandyty, całe ciało zostało poparzone, a każdy oddech, jaki wykonał bandyta w bólu doprowadził do oparzeń wewnętrznych drug oddechowych, doprowadzając do natychmiastowej śmierci z ogromną dawką bólu.

Sprawny w boju został już tylko trablin, a poza nim był raniony bandyta próbujący podejść do Salazara.

1x Trablin
1x Bandyta z raną krytyczną. Przeciwnicy pokonali całe 20 metrów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej