Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kill dem oll!
Gorn Valfranden:
Gorn szybko chowając miecz i wyciągając młot, przygotował się. Ostatni warg pędził na niego, jednak jego szarża została powstrzymana przez solidne uderzenie młotem w głowę. Warg padł na ziemię,zanim wstał zginął otrzymując mocny cios od góry z Gornowego młota.
0xwarg
Funeris Venatio:
Funeris już nie musiał się kryć i udawać. Wstał, przytroczył do lewego ramienia tarczę i mocniej ścisnął Czarną Bestię. Odsunął się w lewo, w zasięg drugiego ogniska. Kilka zwierząt padło pokotem, nadziewając się na śmiercionośną falę Aragorna. Magia, której materializacja była równie czarna, co jego miecz, uśmierciła sporą grupę nieprzyjacielskich wargów. Poeta czytał o nich w bibliotekach, gdy któregoś dnia odpoczywał do treningu fizycznym. Pamiętał, że był to jeden z dni, które spędził na placu treningowym Bractwa ÂŚwitu. Pakował, jak by to określił jego dawny znajomy, który już chyba nie żyje.
Wargi - mocne, wielkie stwory, które miały jedną słabość. Otóż te warkliwe zwierzęta, jak większość dzikich bestii, bały się ognia. Czuły przed nim jakiś niewypowiedziany, pierwotny strach, który kazał im uciekać, by nie sparzyć się od gorąca bijącego z płomieni, które targały na przykład zajętym pożogą lasem. Człowiek chciał to skrzętnie wykorzystać. Z tarczą wysuniętą do przodu i mieczem nisko opuszczonym postąpił kilka kroków stronę wilkopodobnych, by zwrócić na nich swoją uwagę. Podziałało dokładnie tak, jak miało. Jeden jedyny warg dostrzegł samotnego wojownika, który znajdował się na uboczu, chociaż wcale nie oddalony od reszty. Instynkt zwierzęcia wziął górę i warg podchodził z wolna w jego stronę.
Funeris spiął mięśnie i przygotował się na atak. Wiedział, że jego oponent będzie chciał skoczyć w jego stronę i wgryźć się w jego arterie, bądź poszarpać mocno jego kończyny. W chwili skoku zwierzęcia przyklęknął nieco i zapierając się o ziemię, wykorzystując mocarne ciało atlety, ustawił tak tarczę, by warg mógł się po niej ześlizgnąć w stronę, gdzie znajdowało się ognisko. Gdyby ten manewr się udał, Funeris miał wykonać szybkie cięcie w stronę przednich łap wielkiego wilczura, by pozbawić go podparcia. Wierzył w moc swojej broni. Trzeba było tylko odrobinę precyzji i nieco szczęścia.
Wszystko jednak nie wyszło do końca tak, jak chciał tego Poeta. Warg faktycznie ześlizgnął się po tarczy, za którą schowany był człowiek, lecz upadł nieco dalej i nie tam, gdzie było to zamierzone. Funeris i to spróbował wykorzystać. Szybkim krokiem, zanim zwierzak się jeszcze obrócił, doskoczył do ogniska i kopnął w nie swoim opancerzonym buciorem, by żar poleciał prosto na warga. Trzymając tarczę przed sobą wykonał wypad mieczem dzierżonym w prawej ręce, celując prosto w pysk bestii. Nieco oślepionej, miał nadzieję.
//No i tak to jest, jak się ma kilka osób, które jednocześnie zabijają ten sam obiekt. :D
Hagmar:
//Gorn, Szeklan, za takie opisy powinniście być martwi/w chuj ranni. Ale że mam dobry humor to cofam wasze akcje
//Funeris, warg jest oślepiony a ty wbiłeś mu w pysk miecz, dobij go
//Został jeszcze jeden "tańczący" z Aragornem
Gorn Valfranden:
Gorn przygotował młot, czekał, Warg po chwili ruszył całą prędkością na niego. Gorn jednak zrobił szybki unik przeturlając się na lewo na odległość 4 m. Warg zaczął zataczać krąg, po chwili ruszył szarżą, W odpowiedniej odległości skoczył stosując ponownie przewrócenie. Jednak i tym razem Gorn zrobił szybki unik nie dając się trafić wargowi, uderzył go młotem w głowę, warg padł na glebę jednak starał się podnieść. Zanim jednak to nastąpiło szybkie uderzenie młota zakończyło jego żywot
1xwarg
//Nie jestem pewien czy dobrze napisałem liczbę.
Funeris Venatio:
Zadziałało. Poeta nawet nie zdążył tych słów zmaterializować w swojej głowie, pomyśleć o nich. Po prostu poczuł, jak miecz grzęźnie między kłami bestii i wyraźnie zobaczył, jak jasne futro i czarny miecz pokrywają się jednocześnie juchą z gardła warga, który ośmielił się zaatakować członka Bractwa ÂŚwitu.
Funeris szedł za ciosem, widząc jednocześnie, że bestia została oślepiona. Zupełnie tak, jak zamierzał. Najpierw naparł na nią ciężarem ciała wykorzystując siłę bezwładności, która opanowała jego ciało przy tym wypadzie. Wilczur nie poruszył się do tyłu, więc miecz zagłębił się dalej w pysku zwierzęcia. Następnie wyciągnął brzeszczot z paszczy warga zamaszystym ruchem od siebie, by jak najmocniej rozorać mu ten nieładny pyszczek. Cały czas dbał o ułożenie stóp i odpowiednie rozłożenie ciężaru ciała, by nie wywrócić się w stronę bestii, wykonując ten ruch. Gdy miecz, w przeciągu ułamka sekundy, opuścił krwawiącą jaskinię, Funeris nie tracąc rozpędu miecza ciął go przez gardło, od dołu. Wykorzystał w ten cios całą siłę, jaką mógł zebrać z ruchu ramieniem i skrętu tułowia w lewo. Miał szczerą nadzieję, że warg padnie martwy na ziemię tuż obok jego stóp.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej