Tereny Valfden > Dział Wypraw
Potłuczone szkło
Canis:
//Nasze wilki, to nie wilki z naszych lasów, tak jak tutejsze koty to nie milusie kotki, a raczej coś w stylu rysia. Przyzwyczaj się, ze mimo znanej nazwy warto sprawdzić opis ;) . Miło mi słyszeć takie komplementy.
Koń zniknął w gęstwinach lasu, ani śladu po nim. Zaś dwa pozostałe wilki jakże żwawo pędziły do ciebie. oczywiście wilk padł martwy.
2x Wilk 15 metrów od ciebie
Anv:
W tym momencie stałem spokojnie, koncentrując się powoli. Automatycznie robiłem drobne kroki do przodu, przyjmowałem powoli pozycję bojową. Z chwili na chwilę wzbierała we mnie agresja. Odłożyłem nawet katanę, sięgnąłem po sztylet. To właśnie zew wampirzej dzikości? Czy to tak działała na mnie noc. Budziło się wspaniałe uczucie, rosła pewność siebie, stężenie adrenaliny w organizmie również. Zaczynałem poruszać się coraz szybciej. Ba. Zaczynałem również biec w stronę wilków. Szaleńczy pomysł kołatał się w mojej głowie, to instynkt. Wampiry nigdy nie były grzecznymi stworzeniami. Pędziliśmy tak na siebie do momentu, gdy dzieliło nas około pięciu metrów. Ze sztyletem w ręku to ja rzuciłem się na wilka a nie on na mnie, W trakcie mojego skoku, wilk zmniejszył odległość jeszcze bardziej i również skierował się na mnie. Dopadłem go w powietrzu, lewą ręką łapiąc sprawnie za szyję, tak by odsunąć jego pysk, a drugą zatapiając sztylet w jego tułowiu, w okolicach klatki. To na pewno nie ja bałem się tego starcia bardziej. Ciało opadło martwe, przy akompaniamencie wilczego wycia. Szybko wsunąłem sztylet w pochwę za pasem i sięgnąłem po katanę, stając naprzeciw drugiego wilka. I zwierzę i ja zachowywaliśmy dystans, dzieliła nas głównie moja broń. Zamachnąłem się lekko, ale wilk odskoczył do tyłu, potem on lekko do przodu, ujadając, próbując gryźć. Odsunąłem się około metr do tyłu. Walka z wilkiem, to coś innego niż człowiek. Tu nie ma parowania, ciosów, pchnięć. Przeciwnik ma pazury i kły, i głównie gryzie. Nagle wilk ugiął się na kolanach i rzucił na mnie, odskoczyłem szybko w bok i znów stanąłem w pozycji bojowej. Zamarkowałem ruch w prawo nogą, po czym zmyliwszy wilka, wysunąłem się na lewo, do przodu i wykonałem poziome cięcie, przez tułów bestii. Warknął automatycznie, odwracając się do mnie, lecz ja kontynuowałem i ciąłem raz za razem, od góry, na łeb, na pysk, na szyję. Nie każdy trafił. Ostatecznie, błyskawicznie ugiąłem nogi i ciąłem poziomo po szyi wilka rozwalając jego tętnice, a bestia wyjąc, opadła, konając w bólu. Nie chciałem, żeby cierpiał. Dobiłem szybko i rozejrzałem się kontrolując sytuację.
2 zabite.
Canis:
//Ciekawy opis, ładne.
Wokół ciebie jednak poza ciałami niczego nie było. koń uciekł w las i wracać nie zamierzał, zaś w oddali widziałeś świece w oknach domostw zbliżającej się wioski Mirty.
Anv:
- Cholerne wilki. Jak się wytłumaczę stajennemu? - zrezygnowany zaginięciem kuca, ruszyłem w stronę Mirt dziarskim krokiem. Tak, tym razem już krokiem, własnym. A jedyne co mogłem ponaglić to moje nogi. To też tak uczyniłem. Nie miałem czasu na spokojny spacer, przy kontemplacji natury. Trzeba pamiętać, że wykonywałem zlecenie. Rozglądałem się bacznie wokół siebie, czy koń gdzieś akurat tu się nie włóczy, ewentualnie jakaś bestia nie szykuje do ataku.
Canis:
Ani konia, ani żadnych bestii, tylko wiocha.
Lokacja: Mirty
Wioska Mirty należała raczej do przeciętnych miejscowości... była samowystarczalna pod względem żywności, a każdy mieszkaniec pełnił pewną rolę w społeczeństwie pozwalając na godne i rozwojowe egzystowanie. Były 3 osoby wyróżniające się w pewien sposób, zielarz, myśliwy oraz oczywiście sołtys. Tak jak zielarz i myśliwy przesiadywali w swoich chatkach na uboczu, bądź byli w terenie... na ogół jednak w terenie, zbierając zioła i zapewniając dostawy świeżego mięsa na imprezy, tak sołtys przesiadywał w karczmie bądź w swoim domu na przeciwko karczmy. Centralnym punktem tej nielicznej wioski była oczywiście karczma, karczma o nazwie "Dziarskie kaczątko". Głównym specjałem tej karczmy była "kaczuszka duszona własnoręcznie i podduszana w jej własnej krwi", oraz inne pozostałe pospolite potrawy. nocną porą jak teraz większość mężów przesiadywała w karczmie obradując nad tym czy wczorajsze piwo było lepsze od dzisiejszego, czy może jednak wręcz przeciwnie...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej