Tereny Valfden > Dział Wypraw
Potłuczone szkło
Anv:
-Kurwa! - zawyłem "delikatnie" oberwawszy pociskiem w ramię. Bolało jak cholera. Z racji iż byłem praworęczny, a moja broń wymagała zaangażowania obu, miałem drobny problem z walką. Doskoczyłem szybko do konia i pokracznie wgramoliłem się na niego. Jedną ręką trzymając lejce, pognałem konia w stronę Atusel. Było blisko. W sumie ledwo za bramą. Dojeżdżając do wartowników krzyknąłem.
- Macie tu gdzieś medyka? Oberwałem pociskiem. Trzeba wyjąć to gówno.
//: BTW, jednego bandziora uśmierciłem, więc jest znów dwóch bo jakiś dobiegł, czy jednak go nie zabiłem?
Canis:
//Tak zginął. Wybacz, nie odjąłem kopiując statystyki. Mój błąd.
Gdy próbowałeś wgramolić się na kuca Gremlin wystrzelił kolejnym pociskiem trafiając pod końskie kopyta, koń się spłoszył i zaczął uciekać uniemożliwiając ci wejście na niego. Uciekł paręnaście metrów w kierunku z którego przybyłeś (czyli miasta). bandyta pędzący za tobą nie ustępował tobie kroku i mimo skoku prędko zniwelował dystans przygotowując się do natarcia.
//Przypominam ci, że masz jedną rękę bezużyteczną, poza tym potrafisz skrzętnie korzystać z innych broni drugą ręką, oraz korzystać ze swoich umiejętności. posiadasz drugą rękę oraz inną broń. Bandyta oraz Gremlin nie omieszkają ciebie gonić i utrudniać trasy aż po samą bramę.
Do Atusel dzieli ciebie całe 75 metrów. Koń oddalił się od ciebie na 15 metrów. Bandyta stoi tuż za tobą w odległości 3 metrów gotowym będąc do zadania tobie cięcia. Wyczulone zmysły słuchu dały o sobie znać, ze Gremlin wrócił w chaszcze i przemierza je kierując się bliżej ciebie.
1x Gremlin w odległości 15 metrów.
1x Bandyta w odległości 3 metrów.
Anv:
Widząc niefortunny bieg zdarzeń, wiedziałem że medyka tak szybko nie odwiedzę jak zaplanowałem. Odłożyłem katanę na miejsce i chwyciłem za sztylet. Nie rezygnując, spojrzałem na bandziora. Też był ranny, miał rozcięte udo. Ująwszy sztylet mocniej w lewej dłoni, zawierzyłem swoje życie, temu kawałkowi metalu. Kostur miał większy zasięg ale jedną ręką kosturem nic bym nie zdziałał. Bandzior zaatakował od góry, ja jedynie zdążyłem się uchylić, po czym zrobiłem szybki krok w przód i ciąłem w bok mężczyzny. Długość sztyletu miała swoje zalety. Pozwalałą na szybsze i zręczniejsze manewry niż miecz. Starałem się być jak najbliżej bandziora. Tak, że gdyby on chciał zaatakować musiałby się cofnąć. Potem pchnięcie. Chciałem pchnąć sztylet między jego żebra aby zakończyć ten pojedynek, lecz mężczyzna uderzył łokciem w moją rękę, odbijając atak. Wpadłem na pewien pomysł. Szybko kucnąłem najniżej jak mogłem, by zmylić przeciwnika, po czym niemal wystrzeliłem rękę ze sztyletem, przed siebie, celując ostrze sztyletu w klatkę piersiową mężczyzny. Chwilę dłużej utrzymałem sztylet na miejscu, po czym wyciągnąłem i dl upewnienia się poderżnąłem mu gardło. Zacząłem się rozglądać gdzie podział się goblin. Powoli kierowałem się w stronę konia.
Canis:
//Jeszcze raz mi nazwiesz Gremlina goblinem to plagi egipskie na ciebie spadną... <poirytowany>, taki żarcik <ignorant>.
Gremlin ponownie wystrzelił pocisk który świsnął ci tuż obok głowy. dzięki temu wiedziałeś gdzie się znajduje w konkretnych chaszczach i zakrzewieniach. Było to idealnie po między tobą a koniem oczywiście poza jezdnią...
1x Gremlin siedziw chaszczach w odległości 7 metrów od ciebie oraz 7 metrów od kuca.
Anv:
Znów wykonałem potężnego susa w chaszcze, aby wybadać dlaczego ten gremlin się tak uwziął. Poprzysiągłem sobie, że gdy tylko go dopadnę, zadźgam na amen. Wskoczyłem więc w krzaczory, ze sztyletem w ręku lewym mym, by dopaść to małe bydle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej