Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nowe przyjaźnie
Canis:
Więc nie widziała kompletnie nic, gdyż chmury przysłaniały cały nieboskłon. Ciemno jak w przysłowiowych czterech literach.
Anette Du'Monteau:
Dziewczyna nie chciała tego zbytnio robić ale nie miała wyboru. Wyciągnęła pochodnię i zapaliła ją. Po tym krótkim momencie okolica się bardziej się rozjaśniła. Zaś sama Anette mogła spróbować znaleźć jakiekolwiek wejście.
Canis:
sam teren zielonych równin traw nie był zbyt imponujący, może zmagający wiatr oraz fale rozbijające się o klify były urokliwym miejscem. Uchodząc na skraj urwiska, gdzie stykały się dwa żywioły wody w postaci fal uderzających o ziemię w formę masywnego rozciągającego się klifu. Jak to bywało klif miał na sobie nieregularną krawędź łamaną i przerywaną, zaś wśród jednej w zapadni ujrzałeś miejsce, które było nierozświetlone blaskiem twej pochodni, mimo, że widzisz to miejsce. Podszedłeś bliżej gdy blask pochodni dotarł wreszcie tam, w miejsce, swoiste wgłębienie wśród klifów idealnie osłaniane przez okalające wypusty. W tym wgłębieniu, swoistym zejściu jak do groty ujrzałeś czarne wrota a widać było na nich jedną i jedyną zasuwę która pełniła formę wizjera rozsuwana wyłącznie od wewnątrz. Nie posiadały klamek, zamków ani niczego.
Anette Du'Monteau:
Dziewczyna zbliżyła się do dziwnych wrót. Zapukała do nich i trzymając pochodnię rozglądała się czy ktoś jeszcze może jest w okolicy,
Canis:
W okolicy nikogo nie było. zasuwa rozsunęła się a w niej zobaczyłeś łuskowaty skrawek twarzy i piękne zielone oczy. usłyszałeś piskliwy głosik.
- Ko ty?! Hasło!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej