Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańczący z krasnalem Gorna z Rivi
Canis:
- Dobra, niech ci będzie, tylko zmień kulturę chłopcze, bo tak daleko nie zajedziesz.
Powiedział strażnik zdejmując ci kajdanki, po czym wrócił do szklanki, komisarza i kompana, upili ponownie po szklanicy miodu.
- A ty nie masz czegoś do zrobienia? Do widzenia. - pożegnał ciebie Georg Hertling niezadowolony z dotychczasowego postępowania.
Gorn Valfranden:
Wyszedłem z komisariatu i wskoczyłem na koń ruszając do kopalni.
Canis:
Gdy wyjechałeś z miasta była godzina 18.00 jeszcze było jasno, wiosna zagościła na dobre, cała przyroda budziła się do życia i zaczynała grasować w okolicznych lasach, ponadto śniegi roztopione bywają idealną porą dla rozpoczęcia napadów przez bandytów. Czekała ciebie długa ośmiogodzinna przeprawa. Nagle jadąc szlakiem zauważyłeś biedną, odzianą w stare podarte szmaty staruszkę niskiego wzrostu, miała dużą chustę skrywającą twarz. Usłyszałeś chrapliwy lecz piskliwy, kobiecy głos.
- Witaj wędrowcze, dokąd zmierzasz dzielny panie.
Gorn Valfranden:
W podróż,na wycięczkę,słowem na szlak.
Canis:
- Wycieczki? W tych niespokojnych i groźnych czasach? Aż ciężko mnie starej babce w to uwierzyć. Odważnie tak paradować w płaszczu kompanii "Pancerny wiewiór"... zaraz w myśl przychodzi posiadanie drogich i wartościowych towarów mogących paść łupem grabieży... A złodziei i bandytów ci u nas dostatek w tych lasach. Podwiózł byś mnie do chatki? boję się trochę iść sama, a dom mam w lesie, 500 metrów stąd, to niedaleko... - mówiła łagodnym tonem delikatnie drżącym, jakby z przerażenia, może starości i strachu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej