Tereny Valfden > Dział Wypraw
Strzałą w oko
Dragosani:
- Polowanie - odparł krótko Drago. - W lasach zawsze znajdzie się trochę zwierzyny. A w zwierzynie zawsze znajdzie się trochę krwi. Nic, tylko brać.
Nikolaj:
- Nie mam nic przeciwko. I zawsze znajdzie się ktoś kto potrafi zliczyć do dziesięciu, a na którego też można by było zapolować - uśmiechnął się. Pamiętał, że inni nigdy przychylnie nie patrzeli na te sprawy. Zawsze polecano by "iść do karczmarza, on napoi". Ale Nikolaj był łowcą. A nie zwykłym konsumentem. I nie miał zamiaru bawić się w jakąś poprawność.
Dragosani:
- "A w tych lasach żyli zbóje, po kolana mieli..." - Drago zacytował prastary wierszyk z wrednym uśmiechem. Wstał. - No to leciemy. Masz przy sobie wszystko ci ci potrzeba? - zapytał.
Nikolaj:
- Szable... Eee... Tak, mam wszystko. Musiałem pobajerować trochę przy łuku. Opracowanie nowych rodzajów trochę je urozmaiciło. I wykorzystanie różnych gatunków drewna. Ale nie będę Cię zanudzać łuczarskimi banałami. Prowadź - wstał hardo.
Dragosani:
- Zawsze słyszałem wersję z łukami. Znaczy tego wierszyka. - Wampir wzruszył lekko ramionami. - No, ale idziemy. Prowadzę, bo wychodzenie z karczem jest trudne. - I ruszył do wyjścia z karczmy, co było trudne. Udało im się to jednak. Trafili w ten sposób na ulice miasta. Nie zatrzymując się ruszyli ku jego bramom. Nie brali koni, bo jakże to tak polować na koniach. Nie byli arystokratami, co biegali z psami za lisami. Tak więc po pewnym czasie wyszli z miasta i zaczęli zagłębiać się w otaczający je las. Oczywiście najpierw trzeba było trochę przejść, bo przecież zwierzaki nie hasałyby tak blisko siedzib ludzkich. No, ale zapewne niedługo. Szczęśliwie dla wampirów był jeszcze Hemis, więc nagły wschód słońca im nie groził. Było tylko zimno.
- Podobno jakiegoś wampira odsuszyli. Słyszałeś coś o tym? - zapytał Drago, coby zabić czas.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej