Tereny Valfden > Dział Wypraw
Płaszczyk z Bobra
Lucjan Vilfild:
-Może być. To gdzieś na trakcie?-Zapytał i poruszył barkami by wygnać z nich uczucie chłodu. W takich chwilach żałował, że nie ma jakiegoś porządnego futra. Każda karczma była zatem mile widziana.
-Myślałem żeby zaciągnąć się do Bractwa ÂŚwitu, podobno potrzebują ludzi potrafiących zrobić z głową coś więcej, niż tylko włożyć na nią hełm. Odstraszyły mnie tylko te ciągłe modlitwy, klasztor itp. Ponoć muszą nawet żyć w celibacie, ale nie wiem ile w tym prawdy, a ile plotek.
Hagmar:
- Bractwo i celibat? Dracon tak parsknął śmiechem że aż się opluł. - Hahaha. Przedni dowcip Lucjan, oni nawet zbyt często się nie modlą... Ten ich "klasztor" to solidna twierdza. Szczerze? Gdyby nie to że traktują Zartata jako jedynego i słusznego boga to bym ich lubił, a tak to tylko szanuję. Dojeżdżamy. Zajazd „U Ignacego”
Zajazd położony jest na trakcie prowadzącym z Efehidonu do Atusel, stoi na styku gmin Leamis i Atusel. Wybudowany krótko po tym jak w Atusel powstała arena gladiatorów. Jest jedynym miejscem w tamtych okolicach, gdzie można porządnie zjeść i odpocząć. Duży ruch, liczebność gości oraz znakomita jakość obsługi i potraw sprawia że jest to jedna z najbardziej dochodowych tawern w okolicy.
Lucjan Vilfild:
-Kolejny dowód na to, że nie warto słuchać plotek.
Gdy dwójka podróżnych spokojnie zajechała pod karczmę, Lucjan zeskoczył z konia.
-Wolę samemu się nim zająć, więc zejdzie mi chwilę dłużej. Nie masz nic przeciwko żebym dołączył za chwilę?-Rozmawiali jak równy z równym, ale byłemu żołnierzowi zawsze ciężko zapomnieć kto naprawdę dowodzi, co w sumie jest całkiem dobre, bo pozwala uniknąć jakichś nieporozumień. Kto wie? Może dracon ma jakieś plany względem tej karczmy i nie zatrzymali się tu przez przypadek? Lucjan uważał, że zdolność szybkiego myślenia jest jedną z jego zalet. Nic tedy dziwnego, że w jednej chwili rozpatrywał wszystkie możliwe ewentualności.
Hagmar:
- Spokojnie, zamówię nam po grzanym piwie z imbirem i coś do żarcia. Dracon zostawił swojego bojowego ogiera stajennemu i wszedł do ciepłego wnętrza.
- Ignacy druhu. Jak tam "ynteresy"?
- A witam pana dobrodzieja, idzie dobrze. Wiadomo, na Hemis ruch mniejszy. Ale latem było świetnie, zatrudniłem nawet dodatkowego stajennego. Co podać? A! Był tu Yarpen mówiąc że skoro i tak się tu zatrzymacie to mam wam przekazać że: "Stary łysy skurwiel jest w Ombros, reszte zadziobią wrony".
- Dzięki, dwa grzane piwa i coś na ząb. Dracon zajął miejsce przy stole.
Lucjan Vilfild:
Lucjan uwinął się ze swoim wierzchowcem dość szybko. Gdy wchodził do gospody usłyszał jeszcze ostanie słowa karczmarza skierowane do dracona i zamówienie tego drugiego. Na wzmiankę o grzanym piwie Vilfild zatarł ręce, ale bardziej interesowało go kim jest owy "stary łysy skurwiel". Usiadł naprzeciwko Czarnego, jak zaczął w myślach nazywać towarzysza. Spowodowane to było oczywiście zykłym skojarzeniem z kolorem skóry, a właściwie łusek, dracona. O jakimkolwiek rasiźmie nie może tu być mowy.
-Domyślam się, że skuriwel z Ombros to człowiek którego szukamy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej