Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początki Bywają Różne
Hagmar:
I dotarł o czym świadczył mały "korek" na drodze ku bramom miasta.
Lucjan Vilfild:
Korek jaki jest, każdy widzi. Kilka krytych wozów wyładowanych bogowie wiedzą czym skutecznie blokowało dalszą drogę i zasłaniało wszystko, co działo się z przodu. O odwrocie też nie było mowy, bo inne podobne wehikuły już zajechały Lucjanowi drogę powrotną. Pozostało mu więc nic innego, jak tylko cierpliwie zaczekać, nie zwracając uwagi na wrzaski woźniców. Tym sposobem udało mu się wreszcie wjechać do miasta. Połowę drogi miał już zasobą. Teraz tylko przekazać listy i wrócić po nagrodę. Jadąc konno przez zatłoczoną mieścinę, Vilfild bez większego problemu pozbywał się ze swojej drogi zarówno gości, jak i tubylców, którzy szybko uskakiwali na boki uciekająć spod końskich kopyt i, od czasu do czasu, wygrażając jeźdźcowi. Kurier zaczął rozglądać się za zapadającym w pamięc malunkiem uzbrojonego po zęby wiewióra.
Hagmar:
I znalazł, na głównym placu miasta, biura miało tu też kilka innych kompanii handlowych. W tym Bober Commando.
Lucjan Vilfild:
Nie podejrzewałby, że ludzie mający takie metody będą mieć siedzibę w samym centrum miasta. Pomyśleć można by, że nie powinni działać aż tak jawnie. Skoro jednak tak było, musieli mieć naprawdę solidne plecy i dlatego czuli się bezkarni. Gdy już Lucjan zajechał pod same drzwi Wiewióra, zeskoczył z konia i przywiązał go do postawionego specjalnie w tym celu słupka stojącego obok. Nastęnie wszedł do środka.
Hagmar:
Tutejsze biuro było niemal identyczne jak centrala w Atusel, za biurkiem siedział człowiek w średnim wieku.
- Słucham?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej