Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzienniki demonologa I: Przebudzenie Zapomnianych
Dragosani:
Wampir zamarł. W walce jakoś niespecjalnie zwrócił uwagi na to, że czara dalej stoi. A ból stopy? Cóż, w walce nie zwraca się uwagi na takie szczegóły. Nie, gdy adrenalina buzuje w żyłach. Wewnątrz okręgu zaczęło pojawiać się coś. Coś szkaradnego, wstrętnego. Coś, czego wyrzekłaby się sama natura. I coś, co mogło sprowadzić zgubę na ich wszystkich. Nie tylko w tej świątyni. Dragosani nie czekał, aż wyłaniająca się z czeluści łapa pochwyci cokolwiek. Doskoczył do ostatniej czary i z całej siły wbił ostrze miecza w serce.
Mogul:
Czara buchnęła, po czym płomień zgasł. Krąg został przerwany, co zaburzyło rytuał. Wszystkie inne czary również eksplodowały, a czarna masa zaczynała stygnąć. "Coś" nie zdążyło schować ręki, przez co nieprzyjemny osobnik pozbył się jej. Ta od razu zamieniła się w kamień. Jednak nie mogliście na razie cieszyć się spokojem, cała świątynia drżała. Najwyraźniej przerwanie rytuału naruszyło jej strukturę, przez co wszystko zaczęło się walić.
Ork momentalnie podbiegł do Oczka, wziął go na plecy i rzekł do Dragosaniego:
- Spierdalamy. I rozpoczął ucieczkę kierując się w przejście po lewej stronie. Nie wiedział co tam jest, ale nie mieli wyjścia.
Dragosani:
Szczęśliwie udało się przerwać rytuał i Wielkie Coś nie zdołało przedrzeć się do świata materialnego. Co więcej, straciło rękę! Chociaż dla takiej istoty to pewnie niewielka strata. Jednak skamieniała ręka świetnie prezentowałaby się jako trofeum, na przykład w sali ideologicznej. Niestety nie dane im było ograbić świątyni, ani nawet zebrać trofeów z martwych piesełów. ÂŚwiątyni zaczęła się zapadać. Tak przynajmniej wynikało z jej drżenia. Wampir schował miecz i ruszył biegiem za Mogulem. Nie było czasu na mówienie czegokolwiek.
Mogul:
Szaleńczo rzuciliście się do ucieczki. Zza przejściem były schody prowadzące do góry, co dobrze wróżyło. Wspinaczka na schodach trochę trwała, w końcu trafiliście na górny poziom, pochodnie rozświetlały kręte korytarze. Ork o dziwo, że z balastem był z przodu, Ty jako nieszczęśliwiec musiałeś trafić na tył. Przed Tobą podłoga się zapadła tworząc dziurę o wielkości czterech metrów.
Dragosani:
Schody biegnące na górę istotnie wróżyły całkiem nieźle. Zapadająca się przed stopami podłoga już nie bardzo. Wampir jednak nie zatrzymywał się nawet. Biegł już, więc miał rozpęd. Będąc przed dziurą wybił się i po prostu ją przeskoczył. Wylądowawszy za nią ruszył pędem za Mogulem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej