Tereny Valfden > Dział Wypraw
Flaszka Prawdy
Mohamed Khaled:
A Kruk jechał z tyłu. Przysłuchiwał się rozmowom, i przepowiednią. Wizje naturalnie straszne były, lecz póki co - to były tylko one. ÂŻadnych oznak, które przyczyniłyby się do takich rozwojów. Oby to były tylko sny... - rzekłem mimowolnie, po czym myślałem dalej.
W tym czasie także zdjąłem kusze z pleców, i zacząłem ją ładować. Było za spokojnie, a spokój wiecznie nie trwa...
Hagmar:
I wtedy jak zaczęło lać i wiać! Jakby sam Ellmor uwziął się na nas. Drużyna jechała lasem i niby mieli jakąś osłonę przed warunkami atmosferycznymi ale i tak byli cali mokrzy. W końcu na dostrzegli wioskę, przyśpieszywszy ile natura dała wpadli do miejscowej karczmy zbierając solidny opierdol od właściciela.
- Co to kurwa ma być! Drzwi mi prawie rozpierdoliliście i błota nanieśliście!
Mohamed Khaled:
Spokojnie dobry człowieku. Nie chcieliśmy Cię urazić, po prostu zaczęło tam padać, a że ujrzeliśmy pana dobytek to zajrzeliśmy na małe co nie co. - uśmiechnął się, lecz raczej wrażenia nie zrobił. Siadł przy wolnym stoliku, lekko zamykając oczy.
Hagmar:
- Ale to jeszcze nie powód by niemal drzwi wywarzać. Ty, czarna jaszczurza pasku...
- Janie! Karczmarzowi przerwał elegancko ubrany młody człowiek, rzekłbyś typowy bard. Leżąca obok niego gitarka (czy jak to chujstwo sie zwie) też mogła o jego profesji świadczyć. - Spokojniej, mówisz do hrabiego i jego kompanów. Chcesz wkurzyć czarnego dracona i stracić głowę?[/color]
Karczmarz wykrzywił gębę w głupkowaty sposób i drapał się po łbie po czym zniknął w kuchni. Aragorn zaś wyzymając płaszcz podszedł do stołu barda.
- My się znamy?
- Nie osobiście panie, jestem Bogdan i jak widać jestem bardem, poetą i...
- Gołodupcem bez grosza! Padło z kuchni.
- O... okradli mnie na trakcie. Bandyci chędożeni... Ale wracając do Was szlachetny panie to nie ma barda który by was nie znał, dużo się o waszych wyprawach i przygodach mówi się i pisze wiele. Teraz właśnie piszę o waszym zwycięstwie pod Ekkerund. Zechcecie posłucha...
- Nie zechcemy. Jeśli mnie znasz, choćby z pieśni to wiesz że nie cierpię wierszokletów boście dla mnie darmozjady są i liczycie tylko na to by ktoś za was zapłacił ot co! I nie okradli was, bo trzosik z grzywnami macie do kostki przywiązany Powiedział i odszedł do innego stołu.
Mohamed Khaled:
Sprawa musi być poważna, jeśli tak się zachowuje.... - przeszło mu przez myśl. ÂŚciągnął teraz z siebie wyposażenie. Kuszę oparł o krzesło, by w razie czego szybko ją chwycić. Katanę położył na stole, po czym wysunął ją. Wziął szmatkę z torby, po czym zaczął czyścić ostrze. Pełno krwi przelało to ostrze, chociaż miał je zaledwie niecały rok. Skończywszy czyścić, wsunął je i oparł obok kuszy. Wyciągnął teraz "tygrysa", jak lubił zwać ukryte ostrze. Dawno nie miał go na ręce, teraz tylko je lekko przetarł i założył. Wysunął dla sprawdzenia. Działało...
Po sprawdzeniu swego wyposażenia wyciągnął wódkę z torby i zaczął pić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej