Tereny Valfden > Dział Wypraw

Flaszka Prawdy

<< < (3/14) > >>

Hagmar:
- Dwa słowa. No trzy... Starzy Samotni ÂŁowcy. To stara banda najemników z własnym państwem, starsza od Kruczego Bractwa. Tyle że ÂŁowcy brali każdą robotę, mordowali nawet kobiety i dzieci... Chuje bez honoru. Wiesz czemu długo nie miałem swojej Komturii? Bo szpiegowałem ich latami, byłem jednym z tych skurwieli. Przynajmniej na tyle na ile mogłem. Tak też poznałem Bobe Fetta, ale to już na Marancie. Wydawał się w porządku ale wiem że jego lojalność i honor kończyły się tam gdzie zaczynała się kolejna oferta. Fett jest stary, jeśli żyje a na 90% tak jest to koleś ma z 70 lat... Za mój łeb była kiedyś nagroda. Spora nagroda. Po upadku asteroidy Aldarr i ÂŁowcy niby upadli. Mówię niby bo krótko potem przyszła mgła i chuja wiedzieliśmy a wcześniej była wojna z Meanebem i Krucze Bractwo miało pilniejsze sprawy jak ewakuacja itd. Ale do rzeczy. Kiedy jeszcze szefowałem Krwawym Krukom przybył do nas Crisis, prawa ręka Fetta. Był chamski i próbował się rządzić jakby to była jego gildia. - dracon popił piwa i przegryzł dzika - No i trochę się odgrażał, krótko po tym byliśmy martwi. Crisis nie opuścił wyspy, chuj się zaszył gdzieś tutaj. I uważam że po prostu wykonał stare zlecenie. Bardzo stare.
- Podejrzewamy starych "towarzyszy" Aragorna. Samotnych ÂŁowców. Chodź, dosiądźmy się do nich.

Izabell Ravlet:
- Ludzie? Phi - mruknął jeszcze z uśmiechem. Następnie wstał i za Yarpenem ruszył ku dwójce towarzyszy.

Mohamed Khaled:
A w tym czasie Mauren, gdy inni rozmawiali - rozmyślał. Wcześniej zamówił piwo, a teraz lekko je sącząc coś planował. Przerywał sobie co jakiś czas napoju, by napisać coś w małym dzienniczku.

Hagmar:
- Nie tacy zwykli ludzie. Aldarr i ÂŁowcy... To było spore państewko na wschodzie kontynentu. Wychowywana tam ludność od najmłodszych lat szkolona była na zwyrodniałych zabójców i bezwzględnych wojowników. Trochę jak legendarna Sparta tylko bez honoru i tej no... demokracji. Władzę obejmował najwyższy łowczy wszystkich klanów. Ich przedstawicielem na Ombros był Boba Fett. ÂŻyli głównie z mordowania wszystkiego za co im zapłacono. Vivat Carco Torronor Aragornie. Dracon na widok Yarpena w starej zbroi jeszcze starszej organizacji uśmiechnął się i z dumą odparł:
- Nihil est victoria dulcis! (Nie ma nic słodszego nad zwycięstwo). Yarpenie, Darlenicie witajcie. Jest dzik, jest piwo. I jest sprawa o której Yarpen już ci opowiedział jak widzę.

Mohamed Khaled:
Piwo się skończyło! Szok! A dopiero je zamówił... Zrobił to ponownie, po czym jak mu już doniesiono - zaczął pić. Rozglądał się teraz, wtedy też ujrzał jego. Czarnego dracona. Siedział kilka stolików dalej. Wiedział kim był. Niewielu na świecie jest takich, jak ten. Niewielu też nosi herb. Był to hrabia Aragorn. W pewnej mierze jego rodzina. Hmm... Gdzie bym nie był w ostatnim czasie, mówiono o nim. A teraz spotykam go osobiście... - pomyślał Kruk, i uśmiechnął się pod nosem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej