Tereny Valfden > Dział Wypraw

Johan Wędrowczy

(1/8) > >>

Talia:
Nazwa wyprawy: Johan Wędrowczy
Prowadzący wyprawę: Salazar
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: myślenie + walka bronią białą 50%
Uczestnicy wyprawy: 1


- No mów, mów. - popędzała komisarza tupiąc nogą.

Canis:
- Tak jak mówiłem, udasz się do kopalni żelaza. Sprawdzisz co strażnicy tam palą, albo wciągają, bądź cokolwiek. widzą ducha zmarłego kupca, Johana Wędrowczego. zaginął parę miesięcy temu, a teraz mają halucynacje i uważają, że przychodzi do nich jako zjawa. Nie wiem co oni tam palą, ale masz to zarekwirować i przywieść do analizy. Wystosowałem już pismo do rady o zmianę zarządcy kopalni, bo najwyraźniej sobie nie radzi. Potrzebuję jeszcze potwierdzenia w raporcie, który dla mnie zrobisz. Jeśli masz jakieś pytania, to zapytasz o to zarządcę kopalni, Stoika - taki krasnal z brodą, poznasz go po odorze, że aż ci nos wykręci. Aha, kopalnia jest 6 godzin drogi stąd, a teraz odjazd, bo idę do domu, koniec pracy na dziś. - powiedział, sapnął sobie i wypchnął cie delikatnie kładąc łapki na twoich pośladkach i wypychając za drzwi. zamknął je na klucz i poszedł do swojego domku...

Talia:
//Nocka? Do której masz CW? My do 4tej jakby co.

Talia nie zwlekając wiele pomknęła po konia. chciała jak największego wierzchowca, aby nie przydzielono jej jakiegoś skarłowaciałego kucyka. Dobywszy rumaka udała się w nocną podróż. Co chwilę sprawdzała trasę spoglądając na drewniane tabliczki z kierunkowskazami, z napisami mogącymi oznaczać kierunek kopalni żelaza.

Canis:
//Zależy jak pójdzie, 2 prowincje atakujemy, ale ja nie biorę udziału.

Nocna pora i jesienny klimat były niezwykle nieprzyjemne, chłodne wieczory rozchwiana pogoda, na dodatek ciemność nierozświetlana nawet pochodnią. Mknąc tak przed siebie i stając przy każdym kierunkowskazie usłyszałaś głos zza krzaków, a po chwili wyskoczyły na ciebie takie postacie:

1x Bandyta
2x Trablin

Bandyta dzierżył w jednej łapce pochodnie, zaś w drugiej sztylet. Trabliny były bez broni, lecz prezentowały gotowość swych pazurów, ponadto gotowe były by zastosować swe sztuczki skrywania w cieniu, który był wszechogarniający.

- Kasa, albo żegnaj się z życiem. Wszystko co masz dajesz, albo weźmiemy wszystko z twojego truchła. - Powiedział bandyta chwaląc się swoimi technikami walki... oczywiście wykonując manewry sztyletem w dłoni...

Talia:
Głupi wyraz, zagościł na twarzy dziewczynki, która złożyła ręce na korpusie. Oczywiście nie zrobiła tego z dezorientacji. Zaczęła delikatnie odpinać noże z przepaski, i układać je wzdłuż ramion, by ukryć przed napastnikami fakt ich bycia. Jednocześnie zaczęła mówić powoli i ze strachem w głosie, by uśpić czujność przeciwników.
- Nie no ja biedna jestem, zmierzam do domku, rodzice czekają... - W czasie gdy mówiła miała przygotowane obie bronie i mierzyła odległości od wrogów - pierwszymi, którymi zamierzała się zająć, były trabliny. Popędziła konia delikatnie by przybliżył się do napastników na odległość 5 metrów.
- Tak już daję, chwila... - Powiedziała już nie ukrywając ruchów ręką. Zaczynając się szamotać machinalnie rozłożyła ramiona od korpusu rzucając noże, jeden na lewo, drugi na prawo, celując bezpośrednio w głowy trablinów*. Posyłając noże od razu zeskoczyła z konia i prawą ręką uginając się na kolanach sięgnęła po sztylet. przerzucając ciężar z lewego na prawe biodro i odwrotnie przygotowywała się do walki 1/1 z bandytą.
- To co, zatańczymy misiaczku?

*Specjalizacja mi na to pozwala, a statystyki trablinów nie zmniejszają zasięgu rzutu bronią.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej