Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rodzinna waśń - Powrót pradziada...
Nawaar:
Kharim był raczej, zajęty nazwą tego całego zmierzchu. co to jest ten zmierzch?. Jakaś mikstura, czy coś. Po krótkiej refleksji spojrzał na towarzysza z dość nieciekawą miną.. - Chyba nie planujesz ich zaatakować?. Czy tylko mnie zainteresowała nazwa zmierzchu. Słyszałeś o czymś takim?. Mag mógł, coś o tym wiedzieć w końcu to jakieś czary mary.
Mohamed Khaled:
//Z początku było ich czternastu, ale zginęło paru ;D Więc masz przed sobą 8 rycerzy z oddziału "Wrony"
Wrony stały nadal przed bramą, jakby czekając na przeznaczenie. W rzeczywistości czekali aż ich szef znajdzie przybliżoną lokalizację swego celu. A i w tym czasie dwóch zeszło z koni, ściągnęło hełmy i zaczęło patrolować obóz.
//Dwóch ludzi jest 6m odległości od was, właśnie zaszli za jeden z namiotów - tak więc ich nie widać dla pozostałych. Nie widzą także was, ale za niedługo wyjdą i was ujrzą.
Rakbar Nasard:
Rakbar zbliżył się nieco do miejsca, w którym mieli się pojawić za chwilę bandyci. Przykucnął, by dać lepsze rozeznanie swemu kompanowi. Kiedy wrogowie wyszli zza namiotu, dzieliło ich niecałe 5m od maga. Skupił on energię magiczną wokół szyi jednego z bandytów, przypominając kształtem szalik zimą. Wtem, gwałtownie zacisnął ów szalik z energii magicznej wokół szyi, aż pękł kark człowiekowi. Słychać było niewielki trzask. Truchło upadło na ziemię, która nieco stłumiła uderzenie.
7 rycerzy z oddziału "Wrony"
Mohamed Khaled:
Drugi od razu chwycił towarzysza. Zaczął go cucić, mając nadzieje że stracił przytomność. Gdy jednak zdał sobie sprawę, szykował się do krzyku. Mieliście sekundy na reakcje.
Nawaar:
Drugi członek z dwuosobowej ekipy widząc jak jego kompan umarł mu na oczach. Wrzaskiem chciał zaalarować resztę oddziału, lecz krasnolud na to nie pozwolił wyprostował rękę i wypowiedział w stronę człowieka inkantację knebla.- Aresh! . Bandytę zszokowała, ta sytuacja z zaciśniętym gardłem chciał uciec. Paladyn nie mógł mu na to pozwolić i użył przemieszczenia dzierżąc młot w dłoniach uderzył go w stopę łamiąc mu ją bandyta obalił się jakby mógł krzyczeć, to by oznaczało koniec. Na szczęście z ewentualnych przeciwników tego nie widział, a ni nie słyszał bowiem cała akcja toczyła się za namiotami. Kharimowi nie pozostało nic innego jak dobicie gościa i tak zrobił duży zamach z boku w potylicę rycerza oddziału zgon wywołany uderzeniem, pozbawił go życia.
6 rycerzy z oddziału "Wrony"
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej