Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnica Bobra - Polowanie
Mohamed Khaled:
Ciężko było określić moją minę - pewnie dlatego że emotki nie było, gdy sobie przypomniałem pewien fakt o Kenshim. Jednak nic mu nie zrobiłem, chociaż powinienem po tym jak zdradził Kruków. Nakarmiłem konia. A więc ruszajmy... - mruknąłem pod nosem. Ruszyliśmy ku Marcham. Misja... miałem zabić jakiegoś najemnika. Miałem w prawdzie to w dupie, bardziej obawiałem się ewentualnych konsekwencji. A chuj, żyje się raz...
Kenshin:
Ork więcej się nie odezwał, w końcu wiedział, że ta kobieta jest zdolna do wszystkiego.- Dobrze, jedźmy już. Kenshin wsiadł na konia i pognał, za towarzyszami niestety był lekko zmartwiony, a jednocześnie zamyślony, co będzie go czekało podczas podróży.
Mohamed Khaled:
Drużyna ruszyła. Czarny ork, ja, Krasnolud Tyrr i Mogul - wielka kupa orkowego mięsa, zdolna zabić wszystko co na niego krzywo spojrzy.
Jechaliśmy drużką ku Marcham, ku zleceniu od Renfri. Swoją drogą, ostra z niej była kobieta. Ciekawe jaka w łóżku.... rozmyślałem w czasie podróży. Chwila, dwie - wyprawa ciągnęła się, ale las umilał nam podróż. W końcu było lato, ptaszków było pełno. Ogólnie, jakbym miał opisać widok, wyglądałoby to tak:
Jechałem, już trochu uspokojony faktem, że jadę ze zdrajcą. Miałem ochotę go zabić, i przeczuwam że problemów bym nie miał za wielkich. Wolałem jednak nie zaczynać kłótni, toteż jechałem dalej ku Marcham. Marcham, które w niedługim czasie miałem nadzieje ujrzeć.
Kenshin:
Ork na widok lasu wziął głęboki oddech. Nie ma to,jak świeże powietrze, a nie zgiełk miast i miasteczek. Pomyślał Kenshin porozglądał się, po terenie jak i również na towarzyszy a zwłaszcza na czarnego maurena. Przyszył adept, dopiero teraz zrozumiał kim jest jegomość. Mimo, że go nie znał to po broni jaką się posługuję zrozumiał, że ma do czynienia z jednym ze swych byłych braci. To dlatego tak, na mnie dziwnie patrz i zachowuję się inaczej wobec mojej osoby, chyba nie przysłali żeby mnie zabić?. Pytanie same mu się w głowie rodziły. Dlatego tymczasowo milczał, jednocześnie wydawał się spięty.
Mohamed Khaled:
Odwróciłem się ku niemu, akurat wtedy kiedy na mnie patrzył. Me oczy wyrażały odrazę. Jakoś tak wyszło, że wyciągnąłem katanę. I jakoś się tak machnąłem, niby przypadkiem. Nie chciałem go zranić, może jedynie przestraszyć. O, przepraszam! - powiedziałem udawanie. Jakoś tak mnie obciążyła... - uśmiechnąłem się szaleńczo. A więc Kenshin? Znałem ja ci kiedyś takiego, ale... odszedł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej