Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ballada o Hemis

<< < (14/21) > >>

Hagnar Wildschwein:
  Drużyna zebrała się w przewidywalnym tempie.
  Wóz zaskrzeczał na trakcie, gdzieś ponad horyzontem poczęły majaczyć pierwsze promienie słońca, a zbawienne ciepło oblało okolicę. Ci, którzy mniej spali w nocy teraz raźnie poprzewracali się na drugie boki i, zapewne, pouśmiechali na odmianę po chłodnym postoju.
  Wóz turkotał, ptactwo nie naprzykrzało się krakaniem i wszelkim innym skrzekiem. Zza pagórka pachniało śniadaniem.

Adaś:
-Niech ci będzie.-Powiedziałem z niesmakiem do Melkiora, coś wydawało mi się nie tak z tym posłańcem. No niby normalny pracownik służb pocztowych. Ale prawie żaden nie jeździ nocą, chyba że zależy mu na czasie. A to już mnie nurtowało, co takiego niesie, no ale skoro nikomu się nie chciało jechać. Oczywiście ja mogłem jechać, ale najprościej rzecz ujmując nie chciało mi się.
Tak więc z powrotem wsiadłem na wóz, nasunąłem kaptur płaszcza na twarz i pogrążyłem się w płytkim śnie. Aż tu nagle obudził mnie jeden z ulubionych zapachów. I bynajmniej nie był to zapach żadnych alkoholi, ani pięknych dziewek. Choć w sumie tymi drugimi nie pogardziłbym, ale wyraźnie czułem zapach pysznego swojskiego śniadanka. Nie podnosząc się, oczywiście nie czując takiej potrzeby, powiedziałem do powożącego elfa:
-Czuje śniadanie, młody weź pognaj trochę te konie.

Melkior Tacticus:
- A no, też to czuje. Elf pognał kobyłę.

Hagnar Wildschwein:
  Przebywszy to niewielkie wzniesienie dostrzegliście całkiem niedaleka karczmę. Ot konwencjonalną, codzienną karczmę, których wiele. Droga tutaj zyskała płoty, w większości spróchniałe i połamane, i jakby przestawała straszyć kompletnym pustkowiem, którego doświadczaliście do tej pory.
  Z komina rzeczywiście wydobywał się dym, wpadał wprost na zasnute z grubsza chmurami niebo, które, jak już wspomniane było, oblewały promienie słońca (na dobre już wstałego). Przed karczmą dostrzegliście kilka ciał, jedno ciało podniesiono i wniesiono do karczmy. Jadąc tak na wozie dostrzegaliście rozjechany śnieg, nie tylko na trakcie, ale i przy płotach i rowach. W kilku miejscach żerdzie wyglądały na dość świeżo wyłamane, widać było skrawki odzieży. W niektórych miejscach, szczególnie przy zaspach, widać było wyżłobione miniaturowe kaniony w śniegu, straciły już swój oryginalny kolor...

Gorn Valfranden:
No dobra jesteśmy,ktoś ma jakiś plan?możemy tu coś zjeść,kto głodny niech je,po czym odwróciłem się.Hmm,ciągle mnie zastanawia mnie ten jeźciec,nie wiem czy będziemy bezpieczni w jednym miejscu.Po czym czekałem na odpowiedź,nie dając poznać co mnie martwi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej