Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ballada o Hemis
Melkior Tacticus:
- Ja też jeszcze trzeźwy...
Adaś:
Spokojnie sobie spacerowałem na tyle grupy. A co się będą wychylał, będą coś chcieli to pomogę. Tak sobie myślałem, choć to nie jedyne zaprzątało teraz moje myśli. No ale myśląc tak dotarłem na miejsce, do którego doprowadziła mnie reszta towarzyszy. A była to stajnia w okolicy z którą ostatnio jakoś milutkich wspomnień nie miałem. Wyraźnie się skrzywiłem rozpoznając okolicę, po czy zbliżyłem się do rozmawiających już towarzyszy. Bez ceremonialnie wyciągnąłem flaszkę, już chciałem się napić kiedy usłyszałem wypowiedź Gordiana, skierowaną w naszą stronę. Zrobiłem lekko obrażoną minę, zakorkowałem butelkę po czym powiedziałem:
-Czuję się urażonym, ja wcale nie jestem pijany! To jest moje życiodajne paliwo!-Na chwilę przerwałem po czym spokojnie powiedziałem, przyznając słuszność Gordianowi-Ale w sumie nie głupi pomysł z tym wozem
Gordian Morii:
- No właśnie.. jeszcze. - wsiadać i nie gadać. -A Ty... jak Cię zwą panie trzeźwy? Weź konia i możesz się bawić w przednią straż, jeśli nie chcesz by te piwożłopy sprowadziły Cię na jedyną im znaną dobrą drogę. Ruszamy! - zakomenderowałam, bo przecież miałem w tym wprawę jako były szlachcic, o którym już nikt nie pamięta. Rzuciłem jeszcze do stajennego coś co postronny uznałby za groźbę mającą w swym składzie odstrzelenie jednej z cenniejszych dla mężczyzny sakiewek jeśli coś przytrafi się koniu/koniowi? - cholera wie jak jest poprawnie więc nadajmy mu operacyjny kryptonim "rumakowi"i uśmiechnąwszy się grzecznie zająłem miejsce na prowizorycznym koźle.
- Kompania śpiewać, ale nie fałszować, bo strasznie cięty na to jestem. - rzekłem do "tyłu" i smagnąłem kobyłę batogiem przez zad.
Lutmir:
Lutmir przywiązał swojego wierzchowca do wozu, po czym samemu wdrapał się na wehikuł. Całkiem przyjemna odmiana po ostatnich podróżach spędzonych w siodle. Krasnoludy do urodzonych jeźdźców nie należą. Gdyby nie to, że traci się w ten sposób za dużo czasu, brodacz najchętniej decydował by się na piesze wycieczki.-Nie fałszować? He, he. To ja lepiej nie będę was raczył swoim wokalem.
Gordian Morii:
- A gdzie krasnoludzka fantazja? Ponoć w pochłanianiu piwa i karczemnych przyśpiewkach nie ma wam równych. - odparłem nawet się nie odwracając.
- Jakby Domenic z nami ruszył to byście widzieli co to znaczy krasnolud, któremu nie jeden trunek gardło przeżarł. - dodałem i nie czekając na podjęcie tematu zacząłem gwizdać sobie melodię, którą podsłyszałem na jakimś bankiecie, gdy śpiewający ją bard wychylił o kilka kielichów zaprawionego korzeniami wina za dużo. Mogliśmy się jednak wtedy dowiedzieć co to były za "oczy - królewny nieziemskiej", o których bajdużył, przez pół wieczoru.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej