Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ballada o Hemis
Hagnar Wildschwein:
Minęliście remontowaną bramę miasta. Obłożna setkami drabin, rusztowań i setką przygodnie rzucanych kurew frontowa ściana Ekkerund wracała do dawnej świetności. Brodacze nie spieszyli się jednak specjalnie z remontem, widać mieli czas i chcieli skupić się na szczegółach wykonania nie zaś jedynie na tonach drewna i stali w obiciu wrót.
Na powietrzu od razu było rześko. Nie wszystkim widać przypada do gustu jaskiniowy klimat miasta brodaczy. Dotarliście do stajni ulokowanych niedaleko gospodarstw, Adamus dobrze poznawał okolicę. Słońce stało w południu.
Gordian Morii:
Stajnie. Raczej nieodzowny przystanek, dla wszystkich, którzy wybierają się w podróż/wyprawę/pochędożyć* (*niepotrzebne skreślić) jegomościowie, z których za kilka chwil większość podróż spędzi prawdopodobnie zagrzebana w słomie na jakimś stryszku potrzebowali jednak koni, by przemieścić się ku wspomnianej przez Domenica Chylicy.
- Potrzebuję wozu. - powiedziałem do stajennego. - W zastaw zostawiam tamtego konia. - powiedziałem wskazując na bardzo ładnego 6 letniego karego ogiera, na którym tutaj przybyłem, a który teraz spokojnie przeżuwał obrok.
- Nie będzie mi tu nikt po pijaku jeździł konno, bo pospadacie, połamiecie się i tyle będzie z wyprawy. Jak będzie wóz to pakować się na niego i macie wolne aż do samej Chylicy. Tylko nie spić się jak dzikie knury, bo w razie wilków sam nie poradzę. - powiedziałem do towarzyszącej mi hałastry.
Hagnar Wildschwein:
-Mhmmm- odburknął stajenny. Splunął w dłonie i sam wyciągnął masywny wóz drabiniasty zza rogu. Gdyby nie to, że wykonano go z nieśmiertelnej buczyny i jeszcze mocniejszej stali to śmiałbyś twierdzić, że podkowy i munsztuk twojego konia są warte wozów takich trzech. Po chwili do wozu zaprzężono pocieszną szkapę.
Lutmir:
Lutmir, który jeszcze przed minutą stał obok reszty kompani, teraz wyłonił się skądś prowadząc swojego kuca. Zwierzak był raczej masywny, mały i krępy. Zupełnie, jakby miał w sobie coś z krasnoluda. Ogólne wrażenie potęgowała długa i gruba sierść.-O. To my wozem?-Rudy wierzchowiec Lutmira zarżał wtedy radośnie.
Przywiąże go gdzieś, pójdzie za nami.
Gorn Valfranden:
jestem trzeźwy, ale czekajcie przywiążę go żeby szedł za nami i się nie zgubił
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej