Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak dobrze być już w domu!
Mohamed Khaled:
A on nic. Spał dalej, chrapiąc. A może nie? Tego nie wiedziałeś. Przytulił się jedynie do głowy konia, i spał dalej. Twarz miał zwróconą w stronę przeciwną, do konia.
Gordian Morii:
- Idź. - poleciłem krótko a koń posłusznie ruszył w kierunku śpiącego mężczyzny. Podjechałem na odległość nie większą niż dziesięciu metrów i ponownie tak jak poprzednio zwróciłem się do nieznajomego.
- Znalazłeś, konia, którego szukam. - no tego to już nie mógł nie usłyszeć. Bo chyba tylko głuchy mógłby zasłonić tak ignorowanie mnie. Nie miałem też jeszcze powodu by zwyczajnie ukraść przywiązanego wierzchowca, więc stałem i cierpliwie czekałem na odpowiedź.
Mohamed Khaled:
Odwrócił się. Jego oczy czarne były jak niebo bezgwiezdne. Czego chcessss? Zasyczał do ciebie. Wesssss sobieee jak chcesss, i daj mi spać!
Gordian Morii:
- Dziękuję. - powiedziałem tylko i całkowicie nie przejmując się dziwnym językiem wojownika podjechałem do stojącego przy drzewie konia Leonarda. Odwiązawszy sznur od pniaka przywiązałem go do siodła i odwracając się od nieznajomego ruszyłem w stronę opuszczonego rannego. Dziwna sytuacja, ale co było robić? Najlepiej było nie kombinować za bardzo, bo jak pokazuje praktyka kombinatorstwo nie popłaca. A moje zadanie było przecież z goła całkowicie inne.
Mohamed Khaled:
Przy koniu wisiał dziwny notatnik z okładą przedstawiającą gwiazdę na niebie. Tymczasem zbliżałeś się do Leonarda, który znalazł swoją torbę i pakował do niej ostatnią flaszkę wódki, i jakieś zioła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej