Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak dobrze być już w domu!
Gordian Morii:
- A więc miałeś szczęście, że się napatoczyłem. - powiedziałem gdy mój rozmówca skończył - Dziwne jest więc to, że tamten zbrojny nie przyszedł Ci z pomocą gdy rabusie uciekli. Ufajmy, że zauważył mnie i postanowił sam rozprawić się z bandziorami. - dodałem po chwili. Było dość chłodno, więc podszedłem do konia i zarzuciłem na ramiona płaszcz odpięty chwilę wcześniej.
- Wojak ze mnie, żaden, ale zna to wiem co nie co o uzdrawianiu. Właśnie, wypij to. - podałem mężczyźnie miksturę uzdrawiającą. - Jeżeli chcesz to mogę pojechać z Tobą do Twojego domostwa i sprawdzić co z Twoją narzeczoną. A i nie przedstawiłem się. Jestem Giuseppe Gordie. - powiedziałem lekko kłaniając się. Użycie starego nazwiska, tego jeszcze sprzed podróży po innym wymiarze miało zagranie czysto prewencyjne, bo przecież kto mógł mi zatwierdzić i potwierdzić słowa tego mężczyzny. Czasem im mniej osób Cię zna tym lepiej, a dość sławne nazwisko Tinuvel mogło w tym momencie troszkę wadzić.
Mohamed Khaled:
Miło cię poznać. Gdzieś tu powinien hasać mój koń, poszukasz go? zapytał powoli wstając. Ja nie mam siły nawet chodzić. I będzie to dla mnie zaszczyt, jeśli pojedziesz ze mną! ÂŻona, chociaż chora ugości Cię jakbyś był samym królem! - powiedział rozradowany.
Gordian Morii:
-No dobrze. - powiedziałem i wsiadłem na swojego wierzchowca. Znalezienie pociągowego konia nie powinno być w końcu trudne. - Zaczekaj tutaj i nie ruszaj się za bardzo, żeby nie naruszyć rany. Zaraz wrócię. - powiedziałem i pojechałem. Pamiętając, że gdy zmierzałem w tę stronę nie minął mnie żaden koń i znając kierunek w którym mniej więcej oddalił się mężczyzna ruszyłem w trzecią z dróg, które dyktował ów rozstaj, na którym to napotkałem Leonarda. Naturalnie wypatrywałem konia, bynajmniej nie tego białego.
Mohamed Khaled:
Acz wypatrzyłeś. Biały koń, i czarny. Na jednym z nich siedział mężczyzna którego już widziałeś. Spał na nim... Czarny pasł się kilka metrów dalej, przywiązany do drzewa.
Gordian Morii:
Czyli jednak było nam pisane się poznać, no cóż... ÂŻaden ze mnie zabójca ani magik, bym mógł rozpłynąć się w powietrzu. Jeśli ten oto człowiek miałby złe zamiary to uskuteczniłby je już dawno. Zresztą co by mu z tego przyszło? Pojechałem więc w jego kierunku spokojnym kłusem i jak gdyby nigdy nic zatrzymałem się kilka metrów od mężczyzny.
- Znalazłeś konia którego szukam.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej