Dojrzałam ponad głowami wrogów pewne problemy towarzyszy. Spięłam konia, by tam ruszyć, gdy nagle usłyszałam huk wystrzału. Głowa konia bryznęła dookoła fontanną krwi, kula, która utkwiła w czaszce, odłupała też spory fragment kości, mózg rozleciał się dookoła. Poczułam, jak zwierzę chwieje się i pada na ziemię. Błyskawicznie uwolniłam stopy ze strzemion i zeskoczyłam na ziemię, dysząc wściekle. Nienawidziłam, gdy ktoś odbierał to, co moje. Zwłaszcza brutalnie. Doskoczyłam do najbliższego przeciwnika, puszczając jego klingę bokiem i cięłam gwałtownie, rozrąbując brzuch i wypuszczając wnętrzności. Jelita z obrzydliwym plaśnięciem padły na ziemię, a przyszły denat padł na kolana, próbując łapać wylewające się flaki. Ruszyłam dalej, wsunęłam miecz pod pachę i wyciągnęłam ręce przed siebie, krzycząc - Heshar! , a sprzed moim rąk buchnęły gorejące płomienie, obejmując dwóch piechociarzy. Kolczugi co prawda osłoniły większość ich ciał przed ogniem, ale ręce i głowy mieli odsłonięte. Moich nozdrzy dobiegł smród zwęglonego ciała. Sięgnęłam po miecz i dojrzałam, jak jeden ze strzelców składa się do strzału, przyklękając i unosząc muszkiet. Lufa celowała prosto we mnie. W jednej chwili zniknęłam, przemieszczając się za jego plecy, wzniesiony już miecz z ogromną siłą uderzył na jego kark, odrąbany łeb, wlokąc za sobą warkocz krwi, upadł na ziemię.
Wrogowie
zabici/na całość
685/800x Strzelec wroga
3419/6000x Mięso armatnie (poszło 300, Arek powiedział)
2163/3000x Piechota
700/700x Kusznik
BPP
zabici/na całość
75/3000